If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

If you are interested in advertisment on the site about interiors, send the message here:

Jeśli chciałbyś wykupić reklamę na blogu poświęconym wnętrzom to napisz tutaj:

[email protected]

Co by tu zjeść przed telewizorem, czyli jak się pozbyć złych nawyków?

    Nic mnie tak nie cieszy, jak perspektywa spędzenia wieczoru przed telewizorem w towarzystwie czegoś pysznego.  Najchętniej jem wtedy coś konkretnego, ale wszyscy wiemy, że duże posiłki spożywane o późnej godzinie nie są dobrym rozwiązaniem dla naszego żołądka, więc staram się aby nie było to normą.

  Moją ulubioną przekąską zawsze były (o zgrozo!) chipsy (i to nie tylko w trakcie seansu filmowego). Dla mojej tuszy nie było to co prawda zbyt znaczące, ale to tylko uśpiło moją czujność i pozwoliło w spokoju delektować się najbardziej niezdrowym przysmakiem na świecie. Całe szczęście, w którymś momencie wyszły na jaw negatywne skutki mojego złego odżywiania i siłą rzeczy musiałam się nastawić na zmianę. 

  Nie jestem typem osoby, która z łatwością potrafi sobie czegoś odmówić, dlatego pierwsze moje próby niejedzenia chipsów i innych paskudnych przekąsek były zupełnie nieskuteczne. Postanowiłam więc wykorzystać odrobinę wiedzy zdobytej na studiach i wymyślić inny sposób, skoro moja silna wola w ogóle nie była silna.

1. Pierwszym krokiem było zdobycie jak największej ilości informacji o świństwach będących składem tego co jemy. Każdej z nas zależy na tym, żebyśmy były zdrowe. Spożywając przetworzone produkty dostarczamy naszemu organizmowi potężną dawkę konserwantów i poprawiaczy smaku, które mogą odkładać się w naszym ciele i po jakimś czasie skutkować poważnymi chorobami. Zainteresowałam się więc trochę bardziej tym tematem (dowiedziałam się na przykład, że według amerykańskich badań glutaminian sodu  może być przyczyną nowotworów).  

2. Kiedy już miałam świadomość tego, ile chemii znajduję się w niepozornej paczuszce, przeszłam do drugiego etapu – wyuczenia się niechęci do produktów zawierających niezdrowe składniki –  za każdym razem kiedy sięgałam po paczkę chipsów, zanim ją otwierałam dokładnie czytałam skład – odczuwałam lekki dyskomfort widząc wszystkie możliwe odmiany E, składniki raczej nie będące częścią ziemniaka kończące się na …gatory, oraz całe mnóstwo rzeczy "identycznych z czymś tam".

3. Na początku nic to nie dawało, chipsy pojawiały się w moim brzuchu tak samo szybko jak wcześniej, jednak za którymś razem,  podczas chrupania naszła mnie myśl: 

"Chyba faktycznie te chipsy są dosyć niezdrowe" co prawda zaraz potem pomyślałam  " Już je otworzyłam, więc zjem do końca" ale po zakończonej konsumpcji nie byłam już w tak błogim i beztroskim stanie jak zwykle…

Kolejnym razem, po przeczytaniu składu, ale jeszcze przed otwarciem paczki pomyślałam:

"Te chipsy nie smakowały mi ostatnio już tak dobrze, chyba zaczęli do nich dodawać jakieś dziwne rzeczy" (oczywiście w składzie nic się nie zmieniło, ale świadomość tego, co znajdowało się w moich ukochanych przekąskach zaczęła wpływać na odczuwanie smaku), tę paczkę oczywiście też otworzyłam, ale nie zjadłam jej do końca.

  Parę razy zdarzyło mi się zjeść tylko jednego chipsa (no może dwa) i odłożyć paczkę ze szczerym niesmakiem. W końcu  dotarłam do momentu, w którym nie otworzyłam paczki myśląc:

"Nie zjem tego. To smakuje dokładnie tak, jak to z czego jest zrobione "

  Sama się dziwię, że dzięki skrupulatnemu czytaniu składu, udało mi się oduczyć jedzenia niezdrowych produktów, bez jakiegokolwiek poczucia straty. Teraz wieczorami wybieram inne przekąski, z warzyw albo z owoców. Moja ulubioną jest  jabłko pokrojone w półksiężyce:). 

PS: Na świecie jest tyle pysznych, zdrowych potraw, że naprawdę szkoda naszego żołądka na zapychanie się czymś co nie jest jednocześnie zdrowe jak i smaczne.

 

 

Make-up cz.1

     Nie uważam siebie za makijażową specjalistkę. Jeśli chodzi o kosmetyki kolorowe, to moim zdaniem mają one służyć przede wszystkim tuszowaniu niedoskonałości i ewentualnie do podkreślenia naszej urody. Na co dzień nie potrzebuję więcej niż czterech kosmetyków; podkład w kompakcie, róż do policzków, eye liner i błyszczyk. Zaznaczam, że moje naturalne rzęsy są dosyć ciemne i długie, dlatego na co dzień rezygnuję z ich malowania (poza tym naprawdę nie cierpię zmazywać tuszu!), być może są właśnie takie, bo nie utrudniam im swobodnego rośnięcia;) (tusz oraz częsty demakijaż bardzo osłabia rzęsy).

     Nie mam ulubionej marki różu do policzków czy eye-linera, natomiast jeśli chodzi o podkład w kompakcie, to od wielu lat moim niekwestionowanym faworytem jest MAC FIX. Nie jest to najtańszy kosmetyk na świecie (105 zł), ale biorąc pod uwagę to, ile innych kosmetyków mi on zastępuje, nie mam żadnych wyrzutów sumienia (trzeba jeszcze uwzględnić fakt, że tego typu produkt jest używany codziennie, musi więc być dobrej jakości aby nie zniszczyć naszej cery). W mojej kosmetyczce nie znajdziecie pudru matującego, fluidu, podkładu czy korektora. Jedyna rzecz jakiej używam do poprawienia wyglądu mojej skóry to właśnie FIX. Oczywiście nie uzyskamy nim takiego efektu, jak przy użyciu wszystkich innych dostępnych środków naraz, ale uwierzcie mi – zbyt duża ilość kosmetyków na twarzy, w świetle dziennym wygląda mało zachęcająco, a już na pewno nie jest korzystna dla naszej skóry.

podkład/puder – Studio MAC FIX

róż – Sephora

eye-liner – Miss Sporty

balsam do ust – Carmex

Te cztery produkty zawsze mam przy sobie, w podręcznej kosmetyczce. Na dzień używam eye-linera w kolorze brązowym (kolor czarny zostawiam na wieczór), lepiej komponuje się z moim kolorem włosów i daje delikatny efekt. Jeśli chodzi o róż, to w mojej opinii powinien on mieć różowy odcień (nie dla mnie brzoskwinia i pomarańcz). W następnym poście o makijażu chciałabym Wam pokazać jak  szybko nakładam codzienny makijaż!

Ciepło, ciepło, cieplej…

Witajcie! Jak Wasze nastroje? Lato zbliża się wielkimi krokami (chociaż nadal pogoda płata figle i czasami trzeba ubrać się cieplej), postanowiłam więc sprawdzić, co w mojej szafie nadaję się na nadchodzącą porę roku. Ja oczywiście stawiam na kolor!

Lakiery do paznokci zakupiłam w H&M (parę z Was pytało o ten różowy, myślę, że jest jeszcze dostępny). Pomarańczową spódniczkę (H&M) też już Wam przedstawiałam. Okazała się być bardzo udanym zakupem. Czuję się w niej naprawdę świetnie. A pasek i bransoletki to dla mnie sposób aby rozweselić monotonny strój (H&M)

A to spódniczka w dwóch odsłonach. Z pewnością będzie ich więcej!

Kosmetyki cz.3

   Ponieważ opowiedziałam Wam już o podstawowej pielęgnacji mojej skóry, dziś chciałabym Wam przedstawić trzy produkty, które uznałam za swoją tajną broń. 

   Peeling z Bodyshopu, zawierający wyciąg z zielonej herbaty odkryłam we wrześniu zeszłego roku. Moja skóra była wtedy w naprawdę opłakanym stanie. Żaden z dermatologów, u którego byłam, nie znalazł antidotum na moją cerę. Szczerze mówiąc, nie wiem czy przyczyną poprawy było po prostu coraz słabsze słońce, czy ten produkt, ale dla mnie liczy się efekt. Ponieważ "przezorny zawsze ubezpieczony", od tego czasu używam tego peelingu raz w tygodniu.

   Płyn micelarny Biodermy, to kolejna rzecz, bez której już nie potrafię się obejść. Od czasu gdy weszłam w jego posiadanie, demakijaż przestał być dla mnie utrapieniem. Pierwszą butelkę tego specyfiku dostałam na gwiazdkę i została mi jeszcze 1/3 produktu, co dla mnie oznacza, że jest bardzo wydajny. 

Ostatnią rzeczą jest balsam do ust firmy Carmex, jest po prostu niezastąpiony…

 Ten post jest ostatnim, w którym opisuję produkty do pielęgnacji twarzy. W następnych opowiem o makijażu. Miłego wieczoru:)