
Pełnia lata. Dla większości to ukochany czas w roku. Gdybym miała wybierać to wolę jednak listopad i grudzień, ale na upały raczej nigdy nie narzekałam. Uwielbiam słońce, plażę, zwiewne sukienki, opalone plecy i gofry na każdym rogu. Ale to wszystko ma swój urok, gdy można z tej pogody bez ograniczeń korzystać. Jeśli nie czujesz się najlepiej lub po prostu masz masę spraw do ogarnięcia, to marzysz raczej o wiadrze frappucino i przyklejeniu twarzy do łazienkowych kafelek niż o staniu w kolejce do warzywniaka. Nawet mieszkając w Sopocie niecodziennie ma się wakacje i niecodziennie można korzystać z pogody.
To już standard, że w lecie intensywnie pracuję nad tym, co wychodzi na światło dzienne (albo raczej jesienne) kilka miesięcy później. Próbujemy więc w miarę normalnie funkcjonować w te dzikie upały i kryć się przed nimi gdzie się da. To zresztą naprawdę zabawne, że akurat w tym roku, gdy temperatura powyżej piętnastu stopni naprawdę nie wpływa na mnie najlepiej, a na plaży wytrzymam maksymalnie godzinę, pogoda postanowiła obdarować nas latem stulecia. Oj daje mi się we znaki ten żar spływający z nieba, oj daje…
To że mieszkanie jest naszym ukochanym schronieniem, gdy na zewnątrz jest zimno i brzydko to jasne jak słońce, ale fajnie jeśli daje nam ukojenie również w gorące lipcowe popołudnie, gdy ze spuchniętymi stopami i mokrym karkiem przekraczamy jego próg. W te wakacje musiałam o to zadbać w szczególny sposób, a że prawdziwe fronty z Sahary podobno dopiero przed nami, to podzielę się z Wami paroma schładzającymi „umilaczami”.
1. Chyba nie mam co liczyć na współpracę z producentem klimatyzatorów :D.
Wydawać by się mogło, że przyjemne 21 stopni Celsjusza w salonie można osiągnąć bardzo prosto – przecież wystarczy zamontować klimatyzację. W tym roku bardziej niż kiedykolwiek przerażają mnie pogodowe anomalie, które spustoszyły wiele pięknych europejskich regionów. Ciężko mieć uszy i oczy zamknięte i nie dostrzegać problemu, nawet jeśli strużka potu ścieka ci właśnie po czole. A nie każdy wie, że klimatyzacja – chociaż chłodzi nasze mieszkania – tak naprawdę produkuje do atmosfery więcej ciepła niż zimna. Jeszcze kilkanaście lat temu urządzenia chłodzące w prywatnych mieszkaniach można by policzyć u nas na placach jednej ręki, ale dziś popyt na nie wzrasta bardzo szybko – nie tylko ze względu na coraz większą liczbę gorących dni w ciągu roku, ale także z powodu bogacenia się społeczeństwa i tym samym chęci podniesienia komfortu życia – po prostu robimy się wygodniccy pod wieloma względami. Systemy klimatyzacji, choć przynoszą nam dużą ulgę w czasie upałów, mają jednak zły wpływ na klimat. Dzieje się tak nie tylko ze względu na ogromne zużycie energii – naukowcy z Arizona State University udowodnili, że włączane masowo klimatyzatory oddają na zewnątrz budynków ciepło, które potęguje efekt miejskiej wyspy ciepła. W systemach klimatyzacji stosowane są fluorowane gazy cieplarniane i substancje zubożające warstwę ozonową (źródło). Z edukacyjnego filmiku przygotowanego przez "The Guardian" wynika, że korzystanie z systemów klimatyzacji powoduje cztery razy więcej emisji niż transport lotniczy (! ! !) na całym świecie. Trochę podgrzałam atmosferę co nie?

Cytryny. W lecie zawsze mam ich dużo – przydają się do lemoniady, wyciskam je do sałatek i ryb, które teraz jemy naprawdę często. Aby muszki owocówki nie oblazły całkiem tych przekrojonych wykorzystajcie moją miksturę – zmieszajcie dwie łyżki soku z cytryny z płynem do mycia naczyń (koniecznie "tym zielonym z drogerii" ;)) i odrobiną wody i ustawcie w małym spodeczku lub kubeczku w kuchni. Gwarantuję, że niechciani lokatorzy znikną. Misa jest z Jotex, na samym dole znajdziecie na nią kod zniżkowy.
Muszę tutaj oddać sprawiedliwość – podobno najnowsze mechanizmy schładzające oparte o pompy ciepła produkują mniej szkodliwych substancji i są dla środowiska przyjaźniejsze, ale sama nie wiem czy nie jest to kolejny przykład „greenwashingu” i podobna akcja jak w przypadku badań udowadniających, że masło jest bardzo zdrowe (a stały za nimi hodowle przemysłowe). Dajcie znać jeśli macie na ten temat sprawdzone dane!
2. Okna – nasz wróg czy sprzymierzeniec?
Kilka banałów, ale w dobie klimatyzowanych pomieszczeń niektórzy mogli już zapomnieć o tym, kiedy i jak otwieramy okna, gdy na zewnątrz jest gorąco. Mieszkanie wietrzymy tylko wczesnym rankiem lub nocą, szczególnie w jej drugiej połowie. Dlaczego? Pierwsze godziny po zachodzie słońca to czas, gdy ziemia oddaje ciepło. Wyprażone słońcem mury domów działają niczym kaloryfery i nawet jeśli temperatura powietrza już nieco spadła to wokół budynku wciąż utrzymuje się na tym samym poziomie.
Kierunki świata też mają znaczenie – najlepiej otwierać okna od strony wschodniej wczesnym świtem i po południu, natomiast od zachodu – do południa.Otwieramy je najszerzej jak się da, a jeśli to możliwe – w dwóch przeciwległych pomieszczeniach aby zrobić przeciąg. Podstawową ochroną przed upałami jest zasłanianie okien, przez które ciepło wdziera się do mieszkania. W środku dnia, gdy temperatury są najwyższe w ogóle nie otwieramy okien i zasłaniamy je czym się da. Może się to wydać niektórym z nas zupełnie absurdalne, bo przecież świeże powietrze powinno nam przynieść ulgę, ale to tylko przyczyni się do większego nagrzewania się pomieszczeń.
Ten lniany komplet mam od polskiej marki HIBOU.
3. Tryb „off”.
Rozejrzyjcie się czy w Waszym mieszkaniu nie działają niepotrzebnie jakieś urządzenia elektryczne. Najwięcej ciepła generują: kuchenka, piekarnik, telewizor, pralka, odkurzacz, suszarka, żelazko, oświetlenie i lodówka, ale tak naprawdę każde urządzenie podłączone do kontaktu może się przyczynić do zwiększenia temperatury w mieszkaniu. Nawet człowiek generuje w pomieszczeniu około 120 wat na godzinę (trójka gości nagrzeje więc Wam salon tak samo jak pralka na wysokich obrotach ;)).
O ile w ogóle gotuję to decyduję się na szybkie dania, najlepiej takie, które dobrze smakują też na zimno. Nie piekę ciast i nie smażę placków (za to ten sernik na zimno polecam wszystkim łasuchom). Wiele przekąsek wkładam do lodówki rano, aby w ciągu dnia były przyjemnie zimne. Nie mam na myśli tylko owoców i napojów. Rzodkiewki, ogórki, kalarepa, marchew, papryka czy seler naciowy, a nawet orzechy to produkty, które w gorący dzień można schłodzić nieco mocniej. Poniżej znajdziecie bardzo krótki przepis na sałatkę – składniki są bardzo umowne i zmieniam je regularnie w zależności od tego co akurat mam w lodówce. Bataty spokojnie można zastąpić korzeniem pietruszki albo ziemniakami, które zostały z poprzedniego dnia, granat drobno pociętymi truskawkami, dodać inne orzechy czy sałatę – chodzi raczej o ogólną zasadę połączenia „węglowodany, liście, słodko-kwaśny owoc, coś chrupiącego”.
Cała porcelana widoczna na dzisiejszych zdjęciach jest z Jotex (to ta sama, którą pamiętacie ze świątecznego wpisu). Biała misa z cytrynami, talerze, szklanki, wełniany dywan na innych zdjęciach, a nawet ta rzeźba konik – na wszystko działa mój kod zniżkowy, który podaję na dole wpisu.
SKŁADNIKI:
1 batat, ok. 300 g
sól, pieprz, 1 łyżka oliwy, szczypta płatków chili i opcjonalnie gałązka rozmarynu
50 g orzechów włoskich lub pekan
1/2 owocu granatu
1 awokado
100 g rukoli
SOS:
2 łyżeczki miodu lub syropu klonowego
1 łyżka oliwy extra vergine
1 łyżka soku z cytryny
Sposób przygotowania:
Bataty obrać, pokroić w kosteczkę. Skropić oliwą, doprawić solą, pieprzem, chili i listkami rozmarynu jeśli ich używamy. Wymieszać i ułożyć na blaszce do pieczenia lub w naczyniu żaroodpornym, wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C i piec przez około 30 minut lub do miękkości. Na 10 minut przed końcem dodać do pieczenia orzechy.Wyłuskać owoce z granatu. Awokado obrać, usunąć pestkę i pokroić w kosteczkę. Wszystkie składniki wyłożyć na talerz, doprawić solą i pieprzem, wymieszać składniki sosu i dodać do sałatki (przepis znalazłam na Kwestii Smaku ale trochę go zmodyfikowałam).

4. Wyszperane i wyselekcjonowane.
To już tradycja, że w umilaczach podaję też parę ciekawych linków z sieci. Spośród całej masy według mnie niezbyt ciekawych publikacji wybrałam dla Was kilka pięknych albumów o wnętrzach. Niektóre miałam okazję tylko przeglądać u przyjaciół, inne zamówiłam i czekam na dostawę, a jedną mam w domu.
– "Live Beautiful", Athena Calderone
– "Habitat", Lauren Liess
– "Made for Living" Amber Lewis
– "The Monocle Guide to Cosy Homes" od Gestalten
– "Interior Portraits" Victoria Hagan

5. Jaki zapach najlepiej sprawdzi się w mieszkaniu latem?
I czy w ogóle są one ważne o tej porze roku? Ciepłe powietrze potęguje wszelkiego rodzaju wonie, więc odczuwamy je mocniej. Z jednej strony trzeba w związku z tym częściej myć zlew w kuchni, a z drugiej – niewielki wkład w dobór odpowiedniego odświeżacza może dać naprawdę mocny efekt. Drzewo sandałowe lub herbaciane, cedr, cytrusy i eukaliptus to zapachy, które są dobrze tolerowane przez większość z nas, pasują do każdego pomieszczenia, nie przytłaczają intensywnością i nie powinny się nam szybko znudzić. Przeciwieństwem są z kolei nuty kwiatowe – w pierwszym momencie pomyślimy pewnie „jak tu pięknie pachnie”, ale po paru dniach będziemy mieli ich serdecznie dosyć, a już po kilkudziesięciu minutach może rozboleć nas głowa. Ja uwielbiam też zapach świeżego prania i parę razy natknęłam się w sklepach na coś, co go przypominało (takie odświeżacze najczęściej opisane były po prostu jako zapach bawełny).
Z oczywistych względów świece zapachowe nie bardzo sprawdzą się latem – chyba, że dotrze do nas ochłodzenie. Odświeżaczy w spray-u w ogóle nie używam, bo naczytałam się o nich strasznych rzeczy. Zostają mi więc odświeżacze w formie olejków z patyczkami. Pewnie pomyślałyście, że o czymś zapomniałam. Skoro mowa o zapachu w mieszkaniu, to czemu nie piszę nic o prawdziwych kwiatach, które są teraz w pełnym rozkwicie. Otóż gdy upał jest nie do zniesienia, ja z kwiatów ciętych do wazonu właściwie rezygnuję. Po pierwsze dlatego, że bardzo szybko więdną, a nie chcę ich wymieniać co drugi dzień. Trzeba też dużo częściej dolewać do nich wody, a przy wysokich temperaturach ich zapach nie zawsze jest taki jaki sobie wyobrażałyśmy ;). Dużo lepiej sprawdzają się wtedy u mnie delikatne gałązki eukaliptusa albo drzewa oliwnego – potrzebują mniej wody i dłużej wytrzymają w wazonie w dobrym stanie.

lniana góra od pidżamy – Hibou / lustro – Jotex (kod zniżkowy pod zdjęciem z fotelem) / obraz – kopia Matisse'a na płótnie
6. Len i biel.
Len to jedno z najcudowniejszych odkryć na ziemi – właściwie całą roślinę można wykorzystać, jej jedynym odpadem w trakcie obróbki jest nietoksyczny pył. Pozyskuje się z niej nie tylko włókna na materiał, ale także olej (bardzo zdrowy), suplementy i leki, wysokiej jakości papier, płytę paździerzową, a nawet paszę dla zwierząt. Uprawa nie wymaga pestycydów (len jest odporny na szkodniki) i dodatkowego nawadniania (mniejsze zużycie wody niż w przypadku chociażby bawełny).

Właściwości samej rośliny to jednak tylko wstęp do tego ile zalet mają ubrania i tekstylia domowe wykonane z lnu. Są przewiewne, bardzo trwałe, pozwalają skórze oddychać (w przeszłości z lnu robione nawet bandaże i opatrunki), nie uczulają. Latem korzystam więc jak się da z dobrodziejstw tej tkaniny. Ubrania, pościel, a nawet nowe obicie na fotelowe poduszki – upał w w lnianym wydaniu naprawdę jest trochę bardziej znośny. Wiem, że pisałam już o tym wiele razy, ale nasze mieszkanie naprawdę nam się odwdzięczy, jeśli w trakcie jego urządzania zastosujemy jak najwięcej naturalnych tkanin. Białe zasłony z gęsto-tkanego naturalnego materiału nie tylko wyglądają dobrze, ale też najlepiej chronią wnętrze przed ciepłem (syntetyczne włókna po nagrzaniu mogą wydzielać nieprzyjemny zapach). W lecie staram się zmieniać pościel jeszcze częściej – w jakiś podprogowy sposób taka świeża poszewka zawsze wydaje nam się chłodniejsza ;). Pościel ze zdjęcia również jest od Jotex (widziałyście ją u mnie już parę razy). Jest lniana, dobrze się pierze, a guziczki przetrwały już nie jeden magiel ;). Na pościel również obowiązuje kod, który podaję poniżej.


Wymieniliśmy się z mężem fotelami. On wziął do swojego biura ten bez oparć, a do mieszkania trafiło w związku z tym to cudo (za jakiś czas fotel z oparciami będzie mi po prostu bardziej potrzebny). W oryginale fotel ma właśnie takie obicie, ale na lato postanowiłam je zmienić na jaśniejsze z lnu. Wyjątkowo nie skorzystałam z usług tapicera – koszt obszycia samych poduch w takim miejscu był dosyć wysoki, a bez problemu zrobiła to zaprzyjaźniona krawcowa. Fotel to również Jotex i dla cierpliwych mam kod zniżkowy. Z hasłem KASIATUSKJULY30 dostaniecie 30% rabatu na całe zamówienie + 5% dodatkowego rabatu* dla cen na czerwono (z promocji jeden klient można skorzystać tylko raz). Macie czas do 31.08.2021.

Mój osobisty i ukochany sposób na sen w upale, to zjedzenie porządnej porcji lodów – już w łóżku, najlepiej w towarzystwie jakiegoś filmu, którego akcja rozgrywa się w malowniczych zakątkach Europy. Kupujemy czasem nawet kilogram lodów na wynos (u Ruszczyka albo w Miło Mi w Orłowie, ale najczęściej jednak w Słonym Karmelu gdzie smaki zmieniają się każdego dnia i trzeba polować na swoje ulubione) i jemy je tak długo, aż dostaniemy dreszczy ;). To ma być czas dla nas, bo Mała teoretycznie już słodko śpi, ale tak naprawdę czeka cichutko, aż usłyszy, że zakradamy się do zamrażalnika (chwilę później z przedpokoju dobiega nas tupot małych stópek i trzeba iść po trzecią łyżeczkę…).
Dziś w Trójmieście jest całkiem przyjemnie – przez chwilę myślałam nawet o tym aby włożyć na siebie bluzę. Po weekendzie fala upałów ma jednak wrócić i podobno nawet najstraszniejsze burze nie przyniosą ukojenia. Oby to gorące i słoneczne lato przyniosło Wam samą przyjemność – słuchając specjalistów od klimatu powinnyśmy się do takich warunków przyzwyczaić jak najszybciej.
* * *


1. Powoli wracamy do normalności. Podróż w nowej rzeczywistości była ciut inna, czasem bardziej skomplikowana, ale cieszyła jak nigdy. // 2. Ten zestaw uratował moją wyjazdową garderobę –
Kamenjak. Odkrywamy chorwackie zakątki.
1. Valamar, czyli raj dla dzieci… i dla rodziców w sumie też! Znacie? // 2. Chociaż kupowałam te brzydactwa z bólem serca to muszę przyznać, że świetnie się sprawdziły. // 3. Mój basenowy niezbędnik. // 4. Wnętrze nie musi być w paryskim stylu, żeby mnie ujęło. //
Mój zestaw na spacer po Rovinj. Maseczkę mam od Moye, torebkę z Chanel, kurtka to oczywiście MLE, a klapki – Hermes.
1. Niebieski dresik wrócił z prania! // 2. Piękne lobby hotelu Grand Park. // 3. Poranna kawa pomaga złapać kontakt z rzeczywistością. // 4. Moja mama kupiła ten plecak, gdy miałam 12 lat (czyli nosi go od 22 lat). A ja wciąż jej go zazdroszczę :). //
Mój sweter to kolekcja MLE sprzed dwóch lat, legginsy to jakieś zwyklaki – chyba z H&M.
1. Wyjazdowy zapas kosmetyków. // 2. Łapię słońce – pierwszy raz w tym roku! // 3. Najfajniejsza para jaką znam! // 4. Proste zestawy są najlepsze. //
Ruszamy w drogę powrotną. I już nie możemy doczekać się kolejnej wyprawy!
1. Tak. To już na pewno maj. // 2. A u nas w Trójmieście temperatura wciąż rześka. // 3. Oczekiwanie na otwarcie restauracji. Chociaż do takich pikników można było się przyzwyczaić. Tę kolację na wynos zamówiliśmy w gdyńskim Luisie.. // 4. Ok. Byle nie w poniedziałek. //
Długie majowe (i chłodne) wieczory. Cały ten wpis zobaczycie
1. Resztki z bukietów trafiają na ten stolik. // 2. Nieee… moje stroje w maju w ogóle nie były monotonne… // 3. Jednego dnia wydają mi się za ciemne, a innego za jasne. // 4. Gdy idziesz zajrzeć do pokoju córki i widzisz, że łóżko samo się przesunęło… //
Wybieracie się do Trójmiasta? Jeśli przyjedziecie i zorientujecie się, że Wasza walizka nie ma tego, czego potrzebujecie to wpadajcie do
1. A jeśli pogoda w Trójmieście Was zaskoczy (co jest u nas zupełnie normalne ;)) to w
Przepis na idealne placki?
Kiedyś nagram Portosa jak wita swoją paczkę. Niby wszystko hermetycznie zapakowane, ale on dostaje świra i wygląda jakby stepował ;). Bardzo ostrożnie podchodzę do karm dla psów, ale tę mamy już dobrze przetestowaną i wiem, że mogę ją spokojnie polecić (a od razu mówię, że spanielowy żołądek nie należy do mało wymagających).
1. Jest zimno i mokro, ale i tak chodzimy po Sopocie ile się da! // 2. Słońce to najlepszy budzik. // 3. Jedna z moich trzech propozycji fryzur na lato. Więcej znajdziecie w
Szykujemy się na sesję MLE – gdzieś w szafie zgubiłam naszą prototypową sukienkę – będzie dym, jak Asia się dowie ;).
1. Akurat był w niej elementarny porządek więc zajrzałam z aparatem do środka. // 2. Tak, czuję się niewyraźnie ;). // 3. To jest ten moment w roku. Właściwie to już po nim. // 4. Najlepszy odświeżacz powietrza. //
Po powrocie z Chorwacji powitała nas taka eksplozja zieleni. 
Groszek to moje prawdziwe uzależnienie. A sukienka jest z &Other Stories.
1. Można walczyć o swoje i jednocześnie szanować innych. Tak przynajmniej twierdzi autor ;). // 2. Wełniany sweter na przełomie maja i czerwca to teraz standard. // 3. Poczta kwiatowa w Dniu Mamy. Albo mamy nad wyraz zaradną dwulatkę albo jej tata się pod nią podszywa ;). // 4. Łupy z rynku. Smakują już naprawdę nieźle! //
Lubię ten zlew. Jest z IKEA, ale kupiliśmy "używkę" z olx :D. I planujemy przemontować go też do nowej kuchni :).
Te dwa detergenty, które stoją u mnie na zlewie to płyn do mycia kuchni i płyn do mycia naczyń od
Pracujemy w ogrodzie, wspólnie najmilej! W Dzień Dziecka kolekcjonujemy wspomnienia – nie przedmioty.
O tę sukienkę miałam w ostatnim tygodniu dziesiątki zapytań więc odpowiadam wszystkim za jednym razem. To sukienka od
Ktoś tu kocha prace ogrodowe (w przeciwieństwie do rodziców).
Z tego zaraz zrobię coś pysznego.
Najpierw złapałam się za głowę, że w naszej maleńkiej kuchni pojawił się kolejny przedmiot, ale teraz już się z nim przeprosiłam i wygospodarowałam nawet stałe miejsce na blacie. To podobno mercedes wśród wyciskarek – tylko 40 obrotów ślimaka na 1 min. (cokolwiek to znaczy), aż 430 W mocy wyciskania, laserowa metoda cięcia sita oraz konstrukcja umożliwiająca wyciskanie większości warzyw i owoców w całości i bez obierania. Przekładając to na język laika – po prostu działa super. Nieprzekonanym powiem tylko, że można też w niej przygotować masę na placki ziemniaczane :D. Podaję dokładną nazwę modelu:
Zamiast kawy. Aby zrobić taki sok potrzebujecie: 3 jabłka, 2 gruszki, 2 pomarańcze, 6 łodyg selera naciowego i sporą garść świeżych liści szpinaku (no i oczywiście
1. A w czym Wy pijecie lemoniadę? // 2. Takie prezenty cieszą najbardziej. // 3. Pobudka z dinozaurem i panem Nene. Kiedyś to było podobno łóżko rodziców. // 4. Moje ulubione smaki…słony karmel, śmietanka, hibiskus i Knoppers. Taki kilogram na jeden wieczór jest idealny. //
Z mojego ogrodu.
1. Dlaczego nie ma takich perfum? // 2. Truskawka, koperek, tymianek – zobaczymy co wyrośnie. // 3. Widok z okna w sypialni. // 4. Nagrodę za najlepszy balsam do ciała dostaje w tym miesiącu Amaderm. //
O wilku mowa. Balsam nawilżający od
1. Te brzoskwinie jeszcze nie wiedzą co je czeka… na stories podrzuciłam Wam ostatnio link do jednego z najczęściej odtwarzanych przez Was blogowych przepisów (dodaję również
Gdy ukochana Kuzynka pozwala się pobawić swoim mysim domkiem. A ja wciąż nie mogę się zdecydować czy decydujemy się właśnie na zbieranie Sylvanianek, Playmobila czy Maileg. Wszystkiego po trochu chyba nie ma sensu, ale tak ciężko postawić na jedno ;).
1. Bądźmy dziećmi dziś i na zawsze! // 2. Na Dzień Dziecka proste desery są najlepsze. // 3. Rozpoczynamy przetwarzanie! // 4. Mały postój na przekąskę. Każdy dobiera własne dodatki do zapiekanki. //
Ja w Dzień Dziecka dostałam najlepszy prezent z możliwych – kwiaty do grządek. Dziękuję Paniom z
Mój kochany zwierzyniec.
Takie niebo to zapowiedź pięknego lata…


Jeśli wolicie poczekać do momentu, gdy będziemy mieli większy wybór w wyborze kierunków podróży, to polecam Wam profil 

Cała zastawa (poza małym talerzykiem),
Widziałam, że bardzo spodobał się Wam 
Jeśli zostaną Wam śliwki możecie śmiało wrzucić je na patelnie po smażeniu placków i tylko delikatnie podsypać cukrem lub dodać łyżkę miodu. Być może pasuje do nich śmietana, ale my zabijamy się o każdego placka więc szkoda nam czasu na dodatki. Kto pierwszy ten lepszy!



No to zaczynamy! Dla każdego kawa, żeby łatwiej było przetrwać pracę w grupie ;). Spotkań służbowych ostatnio niewiele, więc bardziej je doceniamy. Filiżanka w dolnym prawym rogu (ta największa) to Rosehntal (Biała Maria), natomiast ta z czarną lamówką pochodzi z Westwinga. Inne to starocie, których już raczej nigdzie się nie kupi (aktualizacja: czujna Czytelniczka podpowiada w komentarzu, gdzie można znaleźć tę z prawego górnego rogu ;)).
1.
W ostatniej chwili, bo już wygrzebywaliśmy resztki ze słoika! Miodowa Paczka Pełna Naturalnej Słodyczy od
To od którego zaczynamy?
1. Dziadek wkupuje się w łaski i pokazuje łabędzie. // 2. Łóżko rodziców opanowane. Pościel pochodzi ze starej kolekcji Zary. // 3. Wszystko w biegu. Nie sądziłam, że w tej koszulowej
W tym roku sezon na rowerowe wycieczki uważamy za rozpoczęty. Więcej zdjęć z tego spaceru znajdziecie
W domu. I też jest miło. Krzesła nie do pary, blat zbity z desek ze starego młyna i trzydziestoletnia lampa – taki miszmasz właśnie lubię. Więcej informacji o świetle w mieszkaniu znajdziecie w
1. i 4. // Kolejna klasyczna sukienka, która sprawdzi się w wielu sytuacjach (również pojawi się w maju) // 2. i 3. Przy stole. //
Kolibki, czyli jedno z naszych ulubionych miejsc na spacery. Portosowi podoba się wielka przestrzeń, a nam, że przychodzą tu tylko tubylcy (ta pikowana kurtka wróci jeszcze w paru sztukach, warto użyć opcji "powiadom o dostępności" na stronie
1. i 4. // Kolibki słyną z zawilców. Są pod ochroną więc tylko się im przyglądamy i staramy się nie podeptać. // 2. Wielkanoc coraz bliżej. // 3. Gdy prosicie, abym pokazywała przepisy na to, co naprawdę jem w ciągu dnia… yyy – bardzo proszę. Bierzemy mrożoną fasolkę, gotujemy ją przez parę minut, a potem dodajemy oliwy i świeżo mielonego pieprzu :D. Myślicie, że powinnam zrobić z tym przepisem osobny post? :D //
Lasopark. Oby więcej takich miejsc.
(Nie)tradycyjne dania wielkanocne.
1. Jutro piątek prawda? // 2. Dzień dobry. Czy to już po szóstej? // 3. Gdy dusza czeka na lato, ale umysł już musi pracować nad jesiennymi swetrami. // 4. Kolejna Wielkanoc z pandemią. //
Czy to galeria w Mediolanie? A może jednak Gdańsk, showroom Iconic i Asia w naszej czarnej klasycznej sukience, która wchodzi już jutro?
Gdybyście były w Trójmieście i odkryły, że w majówkę potrzeba Wam jednak czegoś cieplejszego, to zapraszamy do
A to dla tych, którym już jest za gorąco, albo szykują garderobę na lato…
A tego modelu niestety już nie ma. Może inny kolor za rok? Co Wy na to? (aktualizacja: na stan wróciło dziś dołownie kilkanaście sztuk)
1. Tak. Na co dzień też chodzimy prawie tylko w ubraniach MLE :). // 2. Te szorty leżą idealnie. // 3. Fajnie, że jest słońce. Szkoda tylko, że temperatura odczuwalna to 3 stopnie. // 4. Rowerek i lizak – nie może być lepiej. Beztroskie dzieciństwo, to między innymi radość z najprostszych rzeczy. //
Ten krótki moment, gdy na stole jest pusto i mogę sobie przysiąść z dużym kubkiem gorącej herbaty.
1. Zielona herbata. Nie każdą lubię i toleruję – musi być naprawdę dobra (ja nie zawiodłam się nigdy na
Herbata jak z obrazu Van Gogh'a.
1. Coś tu się projektuje. // 2. Nasz ulubiony współtowarzysz zdjęć, którego nigdy nie widać. // 3. Domowe biuro, albo raczej przedszkole połączone z Zoo. // 4. To prawdziwy deser dla mojej skóry. //
A to krem, który widziałyście powyżej. Opakowanie jest piękne, a to co w środku jest jeszcze lepsze (cena 69 złotych). Olejek z orzechów laskowych, słodkich migdałów, arganowy, z rokitnika to tylko część aktywnych składników kremu Make Me Bio
… no i wygląda tak ładnie, że nie trzeba go chować do szafki :).
1. Gdy walczymy z infekcją i wszyscy, nawet Portos, trochę się martwią. // 2. Nowy dres i jakoś człowiek od razu czuje się bardziej elegancki na tej kanapie (wchodzi do sprzedaży już jutro). // 3. Szukam i szukam, ale nazwy tego gatunku kwiatu nie mogę znaleźć. // 4. Uwielbiam rzeczy robione z sercem. Podczas gdy sieciówki oferują nijakie i nieprzemyślane pościele dla dzieci, my mamy prawdziwą polską perełkę. //
W takiej pięknej kołderce od razu milej sie czyta. Pościele i wszystkie tekstylia od polskiej marki
1. Lwia skała. // 2. Kolejne danie z serii "wyszukane przepisy mamy". Tym razem – krem z kalafiora. // 3. Jest OK. // 4. Coraz częściej budzę się rano i myślę sobie, że wiem w co mam się ubrać. To chyba starość ;). //
Wyszło słońce. Ustał wiatr. Wkładam buty, Portos skacze koło mnie, a córeczka już łapie za rowerek. Idziemy!
Jakoś tak ciepło robi mi się na sercu, gdy widzę jak autorka mojej ulubionej książki o stylu "Lekcje Madame Chic" będącej dla mnie wielką inspiracją do zmian, wraca z książką dla mam. Jej życie, tak jak i moje, przez te dziesięć lat nieco się zmieniło. "
Sprzątanie pokoju… Lekcja numer jeden dla córki i taty :D.
Jesteśmy gotowi na kolejne przygody! Portos! Nie spuszczaj jej z oka!

1. Popyt zawsze kreuje podaż. O ile ktoś najpierw powie głośno czego tak naprawdę chce.
2. Czy każda modna mama na Instagramie to „instamama”?





Gdy przyjeżdża do ciebie ekipa z VOGUE, a ty szukasz w swojej szafie czegoś naprawdę oryginalnego ;).
1. Ponad pół roku od ostatniej wizyty u fryzjera. Byłam umówiona na pierwszego kwietnia, ale… jakby to powiedzieć… chyba się nie uda. // 2. Zakrywa to, czego nie chcemy pokazać. Chroni nas przed deszczem i wiatrem. Jest oporny na przemijający czas i nie ma dla niego znaczenia czy nosi go kobieta czy mężczyzna. Mowa o idealnym trenczu. Zrobiłyśmy dla Was trzy przedsprzedaże z różnym terminem dostaw, tak aby starczyło dla każdego – wczoraj rozpoczęłyśmy wysyłki pierwszej partii. // 3. Bardzo rzadko zgadzam się na jakąkolwiek aktywność w mediach komercyjnych, ale raz na rok można zrobić mały wyjątek (zapraszam do kiosków). // 4. Na pogodę w kratkę – sweter w paski. //
Z powodu pandemii zespół Vogue'owej ekipy był bardzo okrojony (w tle błądzące po mieszkaniu "krzesło grzechu").
1. Ciasto własnej roboty. To uproszczona wersja
Tak wyglądał u mnie Dzień Kobiet. Kwiaty to zawsze coś miłego, ale chciałabym, aby na kolejne takie święto kobiety doczekały się szanowania ich praw.
1. Z każdym dniem coraz jaśniej. // 2. Poniedziałek pod kontrolą. // 3. Jak ich nie kochać? // 4. Czyli jednak nie ścinamy? //
Gdańsk. W biegu.
Mała i miła paczuszka od
1. Magiczne serum w przybliżeniu. // 2. "Wiosna na ulicy Czereśniowej" po raz 2356633. // 3. Naleśniki. Gdy mieszam składniki "na oko" zawsze wychodzą najlepiej. // 4. Dni bez makijażu coraz więcej. //
Jeśli jeszcze nie miałyście okazji, to serdecznie zapraszamy do showroomu Iconic w Gdańsku, gdzie poza pięknym wzornictwem możecie zobaczyć też nasze ubrania na żywo.
1.Nasza dwurzędowa sukienka już wyprzedana, ale w piątek pojawi się w wersji "premium" w kolorze granatowy. // 2. Nasze najcudowniejsze
Ta koszulowa kurtka z mieszanki wełny i bawełny to kolejna kwietniowa nowość. Wypatrujcie jej już w ten piątek.
AKTUALIZACJA! Mamy jeszcze parę sztuk
Piątkowe rozpakowywanie paczek. Trochę się tego uzbierało!
1. Ktoś z daleka o mnie pomyślał i wysłał coś miłego. Zawartość pudełka zobaczycie niżej. // 2. W czym robimy mazurka? A w czym Tiramisu? A białą kiełbasę? Przedświąteczne porządki w kuchni już za nami. // 3. Fotogeniczne zakupy. Bez plastiku jest też ładniej! // 4. Pierwsze (średnio-udane) pieczenie już za nami. Wracamy do sprawdzonych przepisów Zosi, bo te niesprawdzone z internetu coraz częściej zawodzą. //
W mojej paczuszce znalazł się cydr wiosenny "Kwaśne Jabłko", "Herbata Clea" czyli mięta z koszyczkami rumianku z manufaktury Brown House & Tea, coś słodkiego i dwie urocze obrączki na serwetki w kształcie wielkanocnych zajączków. Jeśli szukacie pomysłu na świąteczny prezent, to takie gotowe zestawy od
Gdy w sklepie meblowym Twoje dziecko postanawia zrobić małe porządki.
Za mało zdjęć śniadań było powyżej, nadrabiam zaległości. ;) Podarty naleśnik, trochę truskawek (wiem, że to zbrodnia o tej porze roku, ale te greckie były naprawdę zaskakująco dobre), dwie łyżki twarożku ze strzałkowa i miód.
1. Uczymy się co jest delikatne, co można ciągnąć, szarpać a co trzeba głaskać. // 2. Ulubione pary na ten sezon. // 3. Autoportret w wersji pół na pół.// 4. Moje skarby. //
Nowy dzień. Plan zrobiony. Ciekawe co wypadnie z listy.
1. Sezon na kosze uważam za otwarty (już od miesiąca ;)). // 2. "Look of The Day" w wersji dwulatki. // 3. Porządek. Na pięć minut. // 4. Wspólne czytanie zajmuje nam naprawdę sporo czasu w ciągu dnia. //
Jeszcze na dobre nie zaczęła się wiosna, a my, w MLE Collection już szykujemy nowe modele swetrów na zimę. Znając życie z tych wszystkich prototypów najwyżej jeden trafi do docelowej sprzedaży.
Wielkanocne kotki, czyli bazie. Oglądamy, głaszczemy, niektórzy też miauczą dla urealnienia sceny.
Ten pokój już gotowy na Wielkanoc. Ten słodki zajączek to ręcznie malowana nocna lampka.
1. Długie godziny przed komputerem. Portos pilnuje abym nie szła za często do lodówki. // 2. Za to ten bobas pilnuje, aby mama nie pracowała ani minuty dłużej niż się umawialiśmy. // 3. Ten dzień w którym wyglądasz, jak G…argamel! // 4. Najpiękniejszy świąteczny akcent w moim mieszkaniu. Takie wieńce zawsze robiłam razem z dziewczynami z trakcie wielkanocnych warsztatów. W tym roku niestety, nie mogły się odbyć. Na pocieszenie Narcyz uruchomił możliwość zamówienia takiego cuda do domu. Można dla siebie albo dla kogoś z kim chcielibyśmy spędzić święta, ale z oczywistych względów nie możemy. //