Last Month

Wpis powstał we współpracy z markami Krosno, Muduko, Apimelium, Newbytea i Embryolisse oraz MLE. 

 

  Szalony ten październik. Ile w nim było emocji, spotkań, zwrotów akcji, niespodzianek, kompletnego chaosu, który koniec końców zamieniał się w dobrze wykonane zadanie… Nie zabrakło też dyni (a prawdę powiedziawszy mnóstwa dyń!), tych dni kiedy trzeba nagle rzucić wszystko, zaciągnąć hamulec i zaszyć się w domu z dwójką kaszlących na zmianę dzieci, no i zabawy – na nią też trzeba czasem znaleźć czas. Kawałek gorącego ciasta marchewkowego dla tych z Was, którzy dotrwają do końca dzisiejszego wpisu, bo trochę się tego nazbierało. To co? Zaczynamy?

 

Na początek proza życia, czyli ulubiony kubek w ciągu tygodnia kontra ten ulubiony na weekend – z Bambi ;). Ten po lewej stronie znajdziecie u polskiej marki KLO, ten drugi to pamiątka z Disneylandu.Nowa długość włosów do której szybko się przyzwyczaiłam. Fotografuję tu kolejne piękne projekty z MLE, ale sama wygrzebałam z szafy najstarszy ze swetrów (RobotyRęczne). 1. Zaraz zrobimy placuszki z niczego, czyli czary, które potrafią tylko mamy. // 2. W takie dni doceniam wszystko. Niebieskie niebo i ten wiatr, który urywa nam głowy, a dla ptaków jest chyba jak najpiękniejsza kolejka górska. // 3. Moja pierwsza "Masala Chai" musiała być od Newbytea. Nie wiedziałam, że ten gatunek herbaty jest taki pyszny (chociaż podejrzewam, że to także zasługa marki, która znana jest ze znakomitej selekcji) // 4. Gorąca herbata, domowe ciasteczka, miód, dziewczyny – całkiem fajne to nasze "korporacyjne" spotkanie, nawet jeśli tematy do przedyskutowania naprawdę poważne. // 

Herbata Masala Chai w piramidkach i w saszetkach. Ja uwielbiam w tradycyjnej formie, za to mój mąż mówi, że to najlepszy gatunek do tak zwanej "bawarki" czyli herbaty z mlekiem. Stworzona w oparciu o tradycyjną indyjską recepturę mieszanka czarnej herbaty assam z orientalnymi przyprawami daje esencjonalny, rozgrzewający, aromatyczny napar z wyraźnie wyczuwalną pikantną nutą egzotycznych dodatków. W Indiach masalę tradycyjnie gotuje się i pija z dodatkiem mleka. Jeśli też chcecie jej spróbować (albo po prostu lubicie dobrej jakości herbatę) to zajrzyjcie do sklepu Newbytea. Z kodem KASIA15 otrzymacie 15% rabatu na produkty w sklepie (kod jest ważny do 14 listopada). 

Jeszcze jeden czajnik herbaty, bo wszyscy zawsze mówią, że już nie trzeba, ale później i tak piją ;). 

Otoczenie wpływa na nasz strój, prawda? A może na odwrót? Mój ulubiony golf w paski znajdziecie w dwóch wersjach kolorystycznych tutaj i tutajJak odczarować listopad? Skorzystać z zaproszenia znajomych, którzy potrafią pokazać, że jesień na wsi może być równie piękna, co w samym środku czerwca. 
Gdy po krótkiej wizycie w szklarni dzieci same pytają czy pojedziemy kupić jakieś warzywa na obiad… Czyżby wieś przekonała je nawet do marchewki?Czy jednak nie i znów będziemy się bawić w chowanego, gdy tylko krzyknę, że obiad gotowy? 1. Ostatnie w tym sezonie kwiaty w moim ogrodzie. // 2. Ja i mój mały pomocnik. Uwielbiam ten czas, gdy jesteśmy we dwie i czekamy, aż starsza siostra wróci z przedszkola. // Mapa Stumilowego Lasu. W piekarniku piecze się obiad, a my zabijamy czas czytając.  A może królikowe mądrości przekonają moje dzieci do marchewki? No w każdym razie mama z takiego dania jest zadowolona.  Zaczynamy najbardziej emocjonujący weekend ostatnich lat. Jeszcze nie wiemy czy w niedzielny wieczór będziemy się cieszyć czy smucić. Idziemy głosować! Ależ podniosła była ta atmosfera w lokalach wyborczych! Zagłosowane. Przed nami kilkanaście godzin wielkich nerwów i niepewności. Ale następnego ranka…… dostałam nie tylko urodzinowe bukiety. Wyniki wyborów były naprawdę świetnym prezentem – ktoś to dobrze zaplanował :). 

Ileż niezapowiedzianych odwiedzin! Ciast, ciasteczek, tortów i babeczek! Ja urodzin nie obchodzę, ale moi bliscy z całą pewnością to nadrabiają!

Jednego dnia wcale nie jesteś stara, a następnego masz już swój ulubiony sklep spożywczy… w jednym w październikowych artykułów trochę na wesoło rozprawiłam się z wejściem w nowy etap "kobiety przed czterdziestką". Chociaż w gruncie rzeczy, to raczej wymówka do napisania dla Was kolejnych "umilaczy". Sporo adresów i poleceń, którymi wcale nie chciałam się dzielić – jeśli jeszcze nie czytałyście to zapraszam na "pourodzinowy wpis". 

A teraz mały detoks po tych wszystkich słodkościach. Pieczona dynia, dziki ryż, szpinak, kropla "oleju dla kobiet". 

To zdjęcie uzmysłowiło mi, że zaraz skończę ostatni słoik miodu – w spiżarce nic już nie zostało, a przecież właśnie teraz potrzebuję go najbardziej!Uff! W ostatniej chwili! Listopadowa miodowa paczka od Apimelium to coś, na co zawsze niecierpliwie czekam. Moja ulubiona prenumerata ze wszystkich! Polecam Wam gorąco! Jesień rozgościła się już na dobre więc oficjalnie ogłaszam otwarcie sezonu na herbatę z miodem. Miodowa Paczka Pełna Naturalnej Słodyczy, która ukazuje się co dwa miesiące, uzupełni Waszą spiżarkę. Co znalazłam obecnej edycji? 1. Leśny Szept – miód leśny kremowany – to miód nektarowo-spadziowy, ciemniejszy, esencjonalny, w jego smaku odbija się cała harmonia szumiącego gaju i pełnych kwiatów polanek. 2. Rzepaczek – miód rzepakowy, nektarowy, kremowany – jasny, delikatny, nie zmienia istotnie smaku potraw więc jest świetny do ciastek i pierników, idealny do herbaty, niepozorny, ale bakteriobójczy. 3. Vitalny – miód nektarowy, wielokwiatowy, kremowany z pyłkiem pszczelim – świetny, aby zacząć suplementację pyłkiem pszczelim, który jest niekwestionowanym królem wśród superfoods. I oczywiście pyszne krówki! Chyba widać, które swetry lubimy z Asią najbardziej. Dosyć często zdarza się, że mamy na sobie to samo (lub prawie to samo), ale prawda jest taka, że mając do dyspozycji swetry od MLE, jakoś mniej chętnie nosi się te od innych marek. 

Aura na zewnątrz dość paskudna, ale humor poprawia wizyta Zosi (i te słodkie dynie, które przyniosła ze sobą). Wiedziałyście, że Zosia dopiero co wydała e-book?

Gdybym miała z mojej szafki wyciągnąć kosmetyk, którego używamy w domu najczęściej to pewnie byłaby to tubka, którą widzicie na powyższym zdjęciu po prawej stronie. Krem Odżywczo-Nawilżający od Embryolisse służy mi jako krem do twarzy na noc, gdy jest podrażniona, jako pielęgnacja po opalaniu w lecie, po wyciągnięciu dzieci z kąpieli, po goleniu się męża, lub gdy jakikolwiek fragment mojego ciała potrzebuje natychmiastowego otulenia. Ten kultowy produkt prosto z francuskiej apteki jest odpowiedni dla każdego typu skóry. Kod MLE20 da Wam 20% zniżki na wszystkie produkty w sklepie online poza zestawami i obowiązuje do 12 listopada. Może lepiej wyciągnąć go z łazienkowej szafki i położyć w centralnej części mieszkania, aby był zawsze pod ręką? 1. Piątkowy wieczór. Cisza i spokój w mojej kuchni. Ten tydzień dał nam w kość. // 2. Tak, to jest kij od mopa. //Polska Złota Jesień. Zachwyca co roku.  Inhalacje, syropki, witaminy, błaganie o zjedzenie rosołu czyli kolejny dzień w domu zamiast w przedszkolu. Puzzle, wspólne gotowanie i pieczenie, no i gry to moje ulubione sposoby na to, aby z samego rana nie rozpoczęło się jęczenie o bajkę. Gra "Wielki Straszny Potwór" od MUDUKO ma proste zasady i podobało mi się, że moje dzieci szybko podłapały "dopracowywanie" potwora. Jeśli potwór innego gracza okaże się tak przerażający, że przekroczy skalę Strachomierza to właśnie on wygrywa grę. Z kodem BUUU! otrzymacie 20% rabatu na tę grę. :)  I Ty maluchu też chcesz grać? Gra jest od pięciu lat, ale mniejsze dzieci chętnie podłąpują domalowywanie potworowi kolejnej pary oczu czy strasznych rogów ;).  Nie. To nie jest po prostu infantylne zdjęcie trzydziestopięciolatki. Od kilku dni plaster na nosie stał się na Intagramie pewnym symbolem. Nikt mnie nie prosił o włączenie się do tej akcji, ale to, co robi Katarzyna Zielińska po prostu chwyta za serce i ciężko przejść obok tej historii obojętnie… Może ktoś z Was też zechce wesprzeć Wiktorka? Już bardzo niewiele zostało do uzbierania. A to nic innego jak resztki po omlecie cesarskim (inaczej KAISERSCHMARRN). Była to nagroda za najdłuższą jak do tej pory wycieczkę rowerową.  Rowerkiem na plażę? Tutaj chyba nasza wycieczka się kończy. Łyk gorącej herbaty i zawracamy! Ja lubię te ciemne jesienne poranki, ale na pewno ciężej wtedy wskoczyć na szybsze obroty… 1. Ta lampka bez kabla to nowa odsłona słynnego projektu Flowerpot z 1968 roku. Lampa składa się z dwóch półkolistych mis, a zaprojektował ją Verner Panton. Podobno zainpirowały go przemiany społeczzne ruchu flower-power. Świat designu uznaje Vernera za jednego z najwybitniejszych twórców XX wieku. // 2. A tym zajęłam się po pracy! Pomarańczowa dama zajęła honorowe miejsce w naszym Volvo XC90, które dostałam do testów. Prawda, że piękne to wnętrze i tapicerka? // Portos, który cieszy się na spacer, zawsze jest na zdjęciu rozmazany ;). Konkurs w przedszkolu zobowiązuje. Cały ten "okołodyniowy" czas to idealny przystanek w tej jesiennej szarudze. Rytuały i zwyczaje – oto moje antidotum. Ja wiem. Dzieło sztuki. Na szczęście mogę powiedzieć, że to dzieci zrobiły. 1. Wieczorami rysunki zaczynają się wymykać spod kontroli. // 2. Długo czekałam na ten płaszcz. Jeden jedyny prototyp, które miałyśmy na sesji musiałyśmy później odesłać do szwalni jako wzór. Pogoda na jazz.  Ubieramy się ciepło i ruszamy z Asią gasić kolejne pożary w MLE. Temat na ten tydzień? Odpadające guziki :|.Uwielbiam ten płaszcz za to, że jest inny od wszystkich, nie widać na nim paprochów ani sierści Portosa :). Piątek. Od samego rana latałyśmy z Moniką, Asią i Olą po Trójmieście i załatwiałyśmy wszystkie te sprawy, na które nie miałyśmy czasu przez resztę tygodnia. Szczerze? Blog, media społecznościowe, codzienne problemy mamy – to wszystko jest nic w porównaniu do ogarniania marki odzieżowej. Zaraz pędzimy na spotkanie z naszą dyrektorką produkcji, które potrwa pewnie ze trzy godziny, więc zgarniamy coś pysznego w Buns w Gdyni po drodze (Heh, pod przykrywką tego marudzenia, powiem Wam, że i tak to kocham!)Nawet jeśli Ty i wszystkie Twoje przyjaciółki uwielbiacie MLE, to w tym sezonie nie musicie wyglądać tak samo. ;) Rzeczy, które przywracają mi spokój. Rozmowa o niczym przy filiżance ciepłej herbaty i artystyczne rozkminki.  Gdy jako dziecko kolekcjonujesz misie Barbary Bukowski, a po kilkudziesięciu latach jej syn, który przejął po niej firmę, zupełnie nie wiedząc o mojej dziecięcej pasji, wysyła w imię sympatii do mojego taty paczkę pluszaków. Nadawca tej paczki chyba nie spodziewał się, że zrobi mi taką niespodziankę. Jeszcze tylko kilka kadrów i zabieram się z dziewczynkami do pieczenia domowych ciasteczek z tego starego przepisu. (A ten sweter wchodzi do sprzedaży już w ten piątek.)Czy trzy piętra wystarczą? Chyba tak! Ten szklany pojemnik na ciastka (lub inne słodycze, ale do ciastek nadaje się idealnie) jest z kolekcji Glamour od polskiej marki KROSNO. Uwielbiam funkcjonalne, a jednocześnie piękne rzeczy – te trzy oddzielne pojemniki, z pozoru tworzące całość, mogą być również używano osobno, jako salaterki. Idealnie przejrzyste szkło Crystalline pięknie rozprasza światło, a także daje pewność wyjątkowej trwałości i odporności na matowienie czy uszkodzenia. Z kodem KASIA20 otrzymacie aż 20% zniżki na nieprzecenione artykuły w sklepie KROSNO, a kod ważny jest od dziś do 15 listopada. 

Zmieściły się! 

Kolejny dzień, kolejne zdjęcia produktowe. Tym razem przyszła pora na sweter Laax w dłuższej wersji. Przepis na ciasteczka jest błyskawiczny i to idealnie, bo musimy się jeszcze przygotować do wieczoru…
Ta jedna noc w roku…… kiedy dorośli bawią się jak dzieci. Nieważne jak długi był poprzedni wieczór. Obowiązki z rana i tak zawsze te same ;). Poniedziałkowa atmosfera. Nastrój nadal nas trzyma. Myślicie, że te pająki przejdą płynnie w lampki choinkowe? :DSpotkania przy stole. Szukam już kolejnych okazji, aby je powtórzyć. 

W Trójmieście, pierwszego listopada, mieliśmy dziś słońce. A później, tuż po zachodzie, gdy wracaliśmy do domu spacerem, patrzyłam jak gwiazdy obsypują niebo. Długie te wieczory – to fakt. Ale nie gniewam się na nie, gdy są takie piękne. 

 

*  *  *

 

 

6 prezentów, które sprawiłam sobie sama na trzydzieste szóste urodziny, czyli październikowe umilacze

Wpis powstał we współpracy z markami Veoli Botanica, Sensum Mare, Slaap i Kire Skin. 

 

  Kurz po wielkim świętowaniu jeszcze nie opadł. Nie, nie, nie – zupełnie nie chodzi mi o moje urodziny. Wypadły one dzień po wyborach, więc miałam poczucie, że impreza zaliczona, bo wieczoru wyborczego żadne przyjęcie urodzinowe by nie przebiło. A poza tym, od dawna podchodzę do tej okazji raczej beznamiętnie i nie przeżywam faktu, że robię się coraz starsza. No chyba, że ktoś kto jest pełnoletni mówi mi, że urodził się po tym, jak Polska weszła do Unii  albo że „Przyjaciele” to ulubiony serial jego rodziców… Wtedy robię szybki rachunek w głowie i przestaję śmiać się z żartu, że jeśli znasz odpowiedź na pytanie czym było „5-10-15” to znaczy, że czas umówić się na pierwszą kolonoskopię… 

  Podobno pierwszym objawem starzenia się jest docenianie życia, chociaż ja w tym przypadku zdecydowanie wolę używać słowa „dojrzałość”. To pewnie między innymi z tego mechanizmu wynika fakt, że wraz z wiekiem coraz mniej zależy nam na prezentach. Cieszymy się z tego, co mamy i o więcej nie śmiemy prosić losu. No dobrze, ale ten wpis nie miał być o tym, czego nie chcę, tylko o tym, co naprawdę może sprawić przyjemność kobiecie, która właśnie osiągnęła wiek „przed czterdziestką”. Zaryzykuję stwierdzenie, że zdecydowana większość wymienionych dziś rzeczy, miała mi w jakimś wymiarze przynieść spokój. Spokój o to, że nie zmarnowałam cennego czasu na głupoty, spokój o własne zdrowie, spokój dzięki ulubionej muzyce… albo spokój, gdy zerkam na ścianę, która do tej pory każdego dnia mnie denerwowała ;). Obiecałam sobie, że ten wpis będzie krótki i konkretny jak nigdy. Dajcie mi proszę znać w komentarzach czy wolicie jednak dziesięć minut czytania czy te pięć w zupełności Wam wystarczą :).

 

1. Oprawa grafik, czyli kolejna ściana, która codziennie będzie mnie cieszyć.

  Im jestem starsza tym rzadziej wybieram na prezent ubrania. Pfff… łatwo mi to robić, skoro mam dostęp do nowej kolekcji MLE, a nawet przykaz, aby większość modeli testować – to fakt. Ale faktem jest też to, że doszłam już do tego etapu w życiu, w którym nie mam zamiaru biczować się za to, że wystrój wnętrza jest dla mnie bardzo ważny. Mam zresztą świetne usprawiedliwienie – naprawdę poważne badania naukowe udowadniają, że przestrzeń w której żyjemy ma realny wpływ na poziom naszego szczęścia. Grafiki o sentymentalnej wartości leżące w teczkach zamiast na ścianach, które teraz świecą pustkami, to coś, co wierci mi dziurę w brzuchu niczym nieskończone zadanie domowe z dzieciństwa. 

  Profesjonalna oprawa obrazów (w Trójmieście polecam Pinakotekę na Garnizonie) to nie jest tania sprawa (około 250 złotych za obraz/grafikę), ale różnica, którą doceniamy później każdego dnia jest tego warta. Oczywiście mam w swoim domu wiele opraw z Ikea czy innych „ramek z metra”, ale w niektórych przypadkach postanowiłam zrobić wyjątek. Grafiki, które widzicie na zdjęciu to kopie prac cioci mojego męża, narysowane przez nią kilkadziesiąt lat temu (podobno jedno z jej dzieł znajduje się nawet w zbiorach pewnego weneckiego muzeum). Podoba mi się bardzo ta niezwykle współczesna kreska, ale jeszcze ważniejsza jest dla nas historia, która kryje się za tymi rysunkami. Fajnie, że znalazłam dla nich dobre miejsce. 

sweter – MLE (dłuższa wersja swetra LAAX, która niebawem się pojawi) // spódnica – COS (obecna kolekcja) // taca na stelażu z kółkami – Zara Home

2. Książki, z których wyciągnę coś mądrego.

  Nie wiem co się stało, ale moja młodzieńcza miłość – kryminały – właściwie przestała dla mnie istnieć. Być może dorosłe życie dostarcza po prostu wystarczającą porcję wrażeń i człowiek przestaje mieć ochotę na dokładkę tych fikcyjnych w formie papierowej? A może to brak czasu – waluty cenniejszej od złota – sprawia, że szkoda mi go marnować na coś, co dostarczy mi jedynie chwilowego przyspieszenia serca? Nie ma nic gorszego niż stracić pięć wieczorów na książkę, która nie wnosi niczego nowego do naszego życia. No dobrze, oczywiście jest milion gorszych rzeczy, ale ta jest akurat łatwa do uniknięcia, więc po co w nią brnąć?

Od dołu:

– David Hockney, Martin Gayford "Historia obrazów".

Ta książka przewinęła się tu już kiedyś, ale ponieważ wciąż do niej wracam i znajduję w niej to, czego szukam (a za każdym razem jest to coś innego!), to myślę, że nie obrazicie się za tę powtórkę. To książka o historii obrazów, a nie o historii sztuki. Chociaż dla mnie jest to przede wszystkim pasjonujący wykład o tym, jak człowiek postrzega otaczający go świat i dlaczego każdy robi to inaczej. Hockney udowadnia tutaj, nie po raz pierwszy zresztą, że jest najlepszym na świecie propagatorem kultury i jest w stanie przekonać do niej nawet najbardziej oporne nosorożce.

– "The Monocle Guide to Better Living" To typowy „coffee table book”.

Monocle to czasopismo odnoszące duże sukcesy w ostatnim dziesięcioleciu. Stało się znane ze względu na wyszukaną estetykę, jak i dziennikarską elastyczność i z biegiem czasu stworzyło szereg publikacji, które inspirują światowe czytelnictwo. Znajduję w tej książce wiele inspiracji, zwłaszcza, gdy mam wrażenie, że mój remontowy plan diabły wzięły, kontakty finalnie nie są w tym miejscu, w którym miały być, a termostat zamiast być niewidoczny pięknie ozdabia główną ścianę w mojej kuchni. Przeglądając kartkę po kartce zawsze przypominam sobie, żeby we wnętrzu nie przejmować się tym, co nie wyszło, ale krok po kroku wprowadzać do niego to, co przynosi nam codzienną radość i pozytywnie wpływa na ludzkie interakcje.

– John Steinbeck „Na wschód od Edenu”.

John Steinbeck to słynny noblista, który za życia nie był szanowany przez kolegów po fachu. "Na wschód od Edenu" przeczytałam szybciutko, ale myśli i rozważania zawarte w tej książce chodzą za mną już od tygodni. Ciężej mi niż lżej po tej lekturze, ale polecam ją tak czy siak, bo po pierwsze jest świetna, a po drugie chcę, aby ktoś tam po drugiej stronie ekranu przeżywał te same rozkminki, co ja teraz (żartuję – to po prostu literatura, której potancjału nie można zmarnować). A jeśli uważacie, że powieść o "ranczerach" napisana w latach 60-tych minionego stulecia to coś, co naprawdę ma już swój czas za sobą, to powiem Wam tylko, że co roku sprzedaje się ponad 50 tysięcy egzemplarzy tej książki, a Netflix wlaśnie realizuje na jej podstawie serial. O tym ostatnim fakcie nie miałam jednak zielonego pojęcia – przeczytałam o tym dopiero dziś, pisząc ten artykuł :). 

– Hugo von Hofmannsthal "Księga przyjaciół i szkice wybrane".

Każdą książkę z wydawnictwa Próby oglądam i dotykam (a czasem nawet wącham – powiedzcie, że też tak czasem robicie pliis). Tym razem dotarł do mnie zbiór esejów wielkiego dramatopisarza – Hugo von Hofmannsthala. Być może część z Was kojarzy go jako współautora opery „Elektra”. To z całą pewnością wymagająca lektura (zwłaszcza gdy „bombelki” zamiast grzecznie spać w swoich łóżkach wciskają mi do ręki nowe przygody „Pucia”), ale też zaskakująco współczesna. Wiele z tekstów powstało ponad sto lat temu, ale pytania, które zadawali sobie wtedy mieszkańcy Europy zdawały mi się aż nazbyt znajome. 

 

3. Pielęgnacja moich marzeń. Bez omijania ważnych kroków.

Nie mam zamiaru tłumaczyć się z tego, że pielęgnacja to coś, co nawet po trzydziestu sześciu latach życia na tej planecie przynosi mi przyjemność. Jeśli na głównej stronie portali informacyjnych tyle samo miejsca poświęca się relacji z meczu piłkarskiego drugiej ligi co wojnie na Ukrainie, to przepraszam bardzo, ale nikt nie może mieć pretensji o to, że na blogu lifestylowym będą poruszane  tematy, które są dla kobiet przydatne w codziennym życiu.

Proporcja w wydatkach na kosmetyki pielęgnacyjne kontra te do makijażu zmienia się u mnie wraz z wiekiem. Te pierwsze są dla mnie znacznie ważniejsze, no i wolę jednak nałożyć kilka warstw serum, kremów czy innych substancji, niż podkładu i korektora. Być może naiwnie wierzę, że im więcej nałożę kosmetyków do pielęgnacji, tym mniej będę potrzebować tych do makijażu? A może to tak naprawdę tylko kwestia naszego podejścia, a nie tego jak faktycznie wyglądamy? W każdym razie – z okazji moich urodzin dostałam zniżki nie tylko na moje, ale także na Wasze ulubione kosmetyki. Stworzycie z nich kompletną dzienną pielęgnację, która moim zdaniem jest idealna.  

Moja codzienna pielęgnacja w czterech prostych krokach.

1. Pianka Kire Skin. // 2. Serum peptydowe od Sensum Mare. // 3. Krem pod oczy od Veoli Botanica. // 4. Krem na dzień od Slaap. //

Na wszystkie produkty znajdziecie poniżej kody zniżkowe. 

– Pianka oczyszczająca Pore Minimizer od KIRE SKIN 

Kto nie kocha tej pianki do mycia twarzy? Nie zliczę, które to już moje opakowanie (czwarte na pewno), a mimo to przyjemność stosowania wciąż taka sama, jak za pierwszym razem. Marka Kire Skin szturmem wdarła się na Polski rynek kosmetyczny i chyba nie trzeba jej zachwalać, ale jeśli jakoś przeoczyliście jej kultowy produkt (ja polecam też tę magiczną tubkę) to napiszę tylko, że marka wykorzystuje moc sfermentowanych roślin (na przykład ryżu czy granatu), posiada certyfikat PETA, a jej opakowania staną się ozdobą każdej łazienki.  

Tym bardziej mi miło, że z okazji urodzin marka zgodziła się dać kod także moim Czytelniczkom – wystarczy wpisać w koszyku MLE15, aby uzyskać 15% rabatu (kod ważny do pierwszego grudnia). 

– Dwa nowe produkty od SENSUM MARE.

To będzie prawdziwy hit. Peptydowe serum ALGOPRO testuję od trzech tygodni i uważam, że wybije się ono na nowy bestseller tej marki. Ma niesamowity lekko błękitny kolor i sprawia, że skóra momentalnie wygląda młodziej. W swoim składzie ma potrójny peptyd 4,5% z linii ALGOPRO i według producenta jest to już kosmetyk specjalistyczny stworzony do walki z oznakami starzenia i zmarszczkami. Gdy skończę tę wersję wypróbuję drugą nowość, czyli serum ceramidowe (widoczne na zdjęciu po lewej stronie).

Wiem, że jest tu wiele fanek marki Sensum Mare (zawsze gdy o tym piszę, to myślę o moich kochanych koleżankach, które zawsze wypytują mnie o kod, a ja każę im czekać do publikacji wpisu, bo chcę, żeby nabiły mi odsłony zamiast tylko korzystać ze zniżki XD) więc z pewnością ucieszy Was to, że marka również obchodzi swoje urodziny w październiku i przyszykowała niespodziankę. Z kodem URODZINY dostaniecie zniżkę 26% na wszystkie kosmetyki w tym nowości (poza zestawami). Jest ważny do 31 października (sprawdźcie czy nie kończy Wam się Algotone, bo to dobry moment, aby skorzystać z kodu – do końca roku raczej nie pojawią się nowe zniżki).  

– Liftingujco-naprawcze serum pod oczy 20 SECONDS MAGIC EYE TREATMENT od Veoli Botanica

Mogę tutaj pisać, o tym, że ten kosmetyk w zaledwie 20 sekund serum zmienia swoją postać z wodnej – precyzyjnie dostarczającej mikrocząsteczki substancji aktywnych w głębsze warstwy skóry – na kremową, zatrzymującą wewnątrz najcenniejsze z nich. Albo o tym, że zawiera peptydy, aminokwasy, ferment z czarnej herbaty 3%, potrójny kwas hialuronowy 0,2%, kompleks Beautifeye™ 3% czy proteiny soi (Fision® Instant Lift) 3%), ale podejrzewam, że najbardziej zależy Wam po prostu na szczerej ocenie. To już moja trzecia buteleczka tego serum pod oczy i na pewno nie ostatnia. Ten kosmetyk to złoto – po jego nałożeniu wyglądam na wypoczętą i im dłużej go używam, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że ciężko będzie mi z niego zrezygnować.

Czy to jakiś spisek? :) Veoli Botanica także obchodzi urodziny i chętnie będzie z nami świętować. Z kodem makelifeeasier20 otrzymacie 20% zniżki na cały asortyment.  

– Morning Bloom czyli prebiotyczny krem nawilżający na dzień od SLAAP 

Gdy pierwszy raz weszłam na stronę Slaap chciałam kupić prawie wszystko. Zestaw do masażu twarzy (szkoda, że nie umiem go robić i że brak mi na to czasu), Body Map czyli ujędrniający olejek do ciała (a to pewnie prędzej czy później zamówię!), no i jedwabne poszewki, bo kiedyś jedną miałam i ją uwielbiałam (właściwie to dlaczego oddałam ją dzieciom bez walki?). Skończyło się na prebiotycznym kremie do twarzy na dzień.

Ale dlaczego w ogóle trafiłam na tę stronę? Być może pamiętacie artykuł z poprzedniego miesiąca, w którym dużo pisałam o śnie i jego znaczeniu w naszym codziennym funkcjonowaniu. Założycielka Slaap postanowiła stworzyć markę, która zadba o każdy aspekt naszego ducha i ciała przed snem i tuż po przebudzeniu. Polecam zajrzeć na ciekawie prowadzony profil na Instagramie (gdzieś tam znalazłam nawet specjalną playlistę ułatwiającą zasypianie). Sam krem oceniam bardzo dobrze – bardzo nawilżające działanie, ciekawy, delikatnie rozgrzewające ale nie nazbyt dominujący zapach, świetnie zachowuje się pod makijażem, ma idealną konsystencję na chłodne dni, a jednocześnie nie pozostawia tłustej warstwy, projekt opakowania – śliczny. No i stosunek ceny do jakości też przyzwoity.

Myślę, że w ofercie marki Slaap znajdziecie dla siebie naprawdę wiele prezentów. Dziękuję za możliwość podzielenia się z Wami kodem: MORNING15 da 15% rabatu i działa do 3 listopada. 

 4. Największa fanaberia ostatnich miesięcy: transparentny głośnik.

Tak naprawdę ten głośnik był moim urodzinowym życzeniem już w zeszłym roku, ale że kończyliśmy wtedy remont (ekhm… właściwie ten stan trwa nadal i póki co nie zbliża się do końca), to kupowanie czegokolwiek, co miałoby stać na parapecie, który nie był jeszcze nawet wystrugany, a co dopiero zamontowany, wydawało się nie do końca rozsądne. Minęło sporo czasu, a ja przynajmniej utwierdziłam, się w przekonaniu, że to jest właśnie to. Zapytacie pewnie co szczególnego jest w tym głośniku. No cóż, jest ładny, a to rzadka cecha w przypadku rzeczy, które mają do wykonania konkretną funkcję użytkową. Lodówka, odkurzacz, czy telewizor rzadko kiedy stają się ozdobą naszego mieszkania, prawda?

Ale wyróżnia go też to, że na stronie można dokupić pasujący „streamer”, który pozwala puszczać nasze ulubione playlisty (tu polecam różne moje składanki) z telefonu, nawet jeśli używamy go jednocześnie do czegoś zupełnie innego. Ba! Robi to nawet jeśli nie ma nas w domu! Jednym słowem zaciąga on utwory w ciągu chwili i nie potrzebuje już później telefonu do tego, aby grać na okrągło soundtrack z filmu „Amelia”. Dla mnie brzmi to jak spełnienie marzeń, dla mojego męża z kolei – jak muzyczna apokalipsa. 

5. Najlepszy prezent po cesarskim cięciu? Praca nad postawą.

Ręka w górę ten, kto „siedzenie na sowę” uznaje za najwygodniejszą pozycję na świecie? A ręka w górę ten, kto ma wrażenie, że ta pozycja zrosła się właściwie z kanapą i nie potraficie już siedzieć inaczej?   Nie każda mama ma obowiązek poznania całej anatomii ciała. Ale byłoby cudownie gdyby każda z nas po porodzie (a już z całą pewnością po cesarskim cięciu) trafiła w ręce dobrej fizjoterapeutki (lub fizjoterapeuty – jeśli płeć nie ma dla Was w tym przypadku znaczenia). Jeśli nie przekonują Was kwestie zdrowotne, to pomyślcie o tych wizualnych. Z moją postawą stało się coś bardzo niedobrego po drugiej ciąży – byłam nieustannie zgarbiona i nawet jeśli się prostowałam, to moje plecy nie wyglądały tak jak kiedyś. Zastanawiacie się co ma do tego cesarskie cięcie? Nasze mięśnie ułożone są na naszym szkielecie w podobny sposób jak kostium Borata (niewtajemniczone osoby mogą zobaczyć go tutaj ale ostrzegam, że to nie jest stylizacja w klimacie tutejszych "Look of The Day";)). Jeśli w wyniku, na przykład cesarskiego cięcia, mięśnie te zostaną przecięte to nawet regularny i najintensywniejszy trening z Chodakowską nie poprawi naszej postawy. Wpierw trzeba zaktywizować przecięte mięśnie poprzez fizjoterapię. Jeśli jesteście z okolic Trójmiasta to z bólem serca dzielę się z Wami poleceniem (z bólem, bo i tak trudno się umówić, a po moim poleceniu może to być jeszcze trudniejsze ;)) do pani Oli z Novique

Ja wiem, że ten akapit to coś w stylu tego memowego tekstu: "jednego dnia wcale nie jesteś stara, a następnego dnia masz swój ulubiony sklep spożywczy" (tyle, że druga część powinna w tym przypadku brzmieć "masz swojego fizjoterapeutę"), ale i tak będę Was namawiać do chociaż jednej konsultacji. To nie boli! 

Wszystkie piękne staniki, w których prawie w ogóle nie chodzę, bo wolę wygodniejsze ;). Metki wycięte, bo drapią, ale pamiętam, że ten na samym dole jest od MOYE (a drugi od góry chyba od Undresscode). 

5. Napiszę prosto z mostu: badanie piersi.

 Sutki, miesiączka, podpaski – pamiętam jak za mojej wczesnej młodości te słowa były używane przeze mnie i moje koleżanki tak rzadko i tak cichym szeptem, jak to tylko było możliwe. Pewnie trochę przesadzam pisząc, że jeszcze w liceum najchętniej kupowałabym tampony z kominiarką na głowie, ale podejrzewam, że wiele moich rówieśniczek zna ten stan z przeszłości, w którym boi się, że „wszystkie jej kobiece sprawy wyjdą na jaw”. Poczucie winy będące wynikiem wyłącznie biologii, i to na dodatek biologii, która dotyczy połowy ludzkości, to jakieś najdziwniejsze z zaklęć patriarchatu. Nawet nie wiecie, jak cieszy mnie fakt, że wszystkie te tematy, które za moich szkolnych czasów były wielkim tabu, stają się dziś czymś zupełnie normalnym. Dlaczego? Bo tylko mówiąc głośno o problemach jesteśmy w stanie zacząć nad nimi pracować.

  Październik to nie tylko miesiąc moich urodzin. Od 1985 roku jest to także miesiąc świadomości raka piersi – najczęstszego nowotworu występującego u kobiet. Ale jest to też choroba, która z roku na rok jest coraz lepiej leczona, która wcześnie wykryta przestaje być wyrokiem. Jeśli czytasz teraz ten artykuł to pewnie masz gdzieś pod ręką notes czy kalendarz – zapisz sobie proszę, że masz w tym tygodniu ważny telefon do wykonania i zapisz się na USG. To zajmie mniej czasu niż złożenie życzeń urodzinowych, których – jak wiesz po wstępie – i tak się nie spodziewam ;). 

Tak to wygląda, gdy za długo kusisz spaniela. Świeczka wylądowała na podłodze razem z babeczką, ale na szczęście znam zasadę trzech sekund i zdążyłam ją zgarnąć nim zrobił to Portos. Lata lecą, ale niektórzy nigdy nie dorosną. I czy nie powinien to być cel sam w sobie?

 

*  *  *

 

Last Month

Wpis powstał we współprcy z Wydawnictwem Insignis, HandyLab, Mongolian, Retro Bebe, Wild Hill Coffee i Szkołą językową Akcent. 

 

  We wrześniu dni pędziły jak szalone, ale może to nieodłączny element poczucia spełnienia? Jak inaczej cieszyć się uśmiechami losu, jeśli nie korzystając z nich na całego właśnie? W ostatnich tygodniach nie marnowałam ani chwili (a jeśli nawet to też "po coś"!) i dziś, we wtorkowy wieczór, z trudem doliczyłam się zdjęć, które postanowiłam dodać do tego wpisu. 

  Ostrzegam więc, że wpadniecie w mój jesienny wir na dłuższą chwilę – wiem, że to ciągle to samo: morze, codzienne rozterki, dzieci i ich magiczny świat, moje dumania o remoncie i sto trzydziesty czwarty kadr kubka z kawą, ale mam nadzieję, że w tym wszystkim znajdziecie właśnie to, czego szukałyście. Zapraszam!

 

Dzień dobry! Zastosujmy dziś „prawo Parkinsona”! Mając mało czasu, pracujemy wydajniej. Jeśli zadzwonią twoi teściowie i powiedzą, że będą za kwadrans, to zdążysz przed ich przyjściem sprzątnąć całe mieszkanie. Według Cyrila Northcote'a Parkinsona, brytyjskiego historyka i pisarza, "praca się rozciąga i wypełnia czas, który mamy na jej wykonanie". Albo inaczej: zaplanuj, kiedy zaczniesz coś robić, i kiedy skończysz." – rada przeczytana w książce „Lykke”, którą wzięłam sobie ostatnio do serca.  Zabieramy je wszystkie! Dziś jest ich dzień!Zaraz ruszamy na plan zdjęciowy naszej nowej kampanii. Niektórzy mówią, że za każdym silnym mężczyzną stoi mądra kobieta. A ja powiedziałabym, że za każdą silną kobietą stoi wiele mądrych kobiet. A już na pewno stoją one za sukcesem MLE , którego skala, nawet po 8 latach prowadzenia własnej marki, dalej mnie zaskakuje.   // 2. Nigdy nie jest zbyt wcześnie, aby otworzyć sezon na uggi/emu. Już wiemy, że warunki pogodowe na sesji nie będą lekkie i układanie włosów można sobie było darować. // Miało być tak jakby światowo, ale bez zadęcia, więc ekipa wpadła na pomysł, abym jeździła na koniu bez siodła. Do tego mega wichura, więc na zdjęciu wszystko wygląda bardzo dynamicznie. Łukasz Ziętek – nasz fotograf – mówi, że jeszcze tylko siedem rundek wzdłuż brzegu i będę mogła trochę przyspieszyć… ha… ha…ha.Kariera kobiety jest trochę jak szachy – to ciągłe podejmowanie trudnych decyzji, zastanawianie się nad tym, co możesz stracić, aby osiągnąć cel. Zaczynając tę rozgrywkę wiesz już na starcie, że trzeba będzie coś poświęcić, aby wygrać. Wiem, że na blogu niewiele piszę o MLE (to znaczy, Wam może się wydawać, że piszę bardzo często, ale ja patrząc na kadry tutaj widzę wyraźnie, że proporcje są nieco zaburzone). Nie widać tutaj wszystkich tych momentów, gdy oglądałam się za siebie, gdy po bolesnych lekcjach musiałam stać się mniej naiwna, a bardziej asertywna, gdy życie pokazało mi, że wcale nie mam nad wszystkim kontroli. Nie widać tu nieprzespanych nocy i strachu, że wieloletnia praca pójdzie na marne, gdy macierzyństwo okazało się piękniejsze i jednocześnie o wiele bardziej angażujące niż to sobie wyobrażałam (a przecież o ileż miałam łatwiej niż niektóre z Was…). Chyba klimat zbliżającego się Halloween za bardzo mi się udziela, bo widzę tu Czarnego Jeźdźca z "Władcy Pierścienia". 
Dlaczego to właśnie w MLE Collection znajdziecie najlepsze swetry na świecie? Bo rodowite Pomorzanki naprawdę wiedzą jak przetrwać chłód i wiatr. Miało być dwiadzieścia stopni i słońce, ale jednak robimy co tylko możemy, aby zdążyć przed burzą i do tego czasu nie zamarznąć. Chwilami było bardzo zimno… ale na szczęście zawsze można było się do kogoś przytulić. Bomberka Preston tutaj w wersji eleganckiej. Ale częściej noszę ją z legginsami i dresami, gdy muszę szybko wyskoczyć z domu ;). Jest uszyta z wysokiej jakości, wełnianej tkaniny. Posiada dwie boczne, skośne kieszenie i wykończona jest elastycznym ściągaczem. Zapinana na zatrzaski. Ramiona usztywnione poduszkami, które nadają kurtce nowoczesnego charakteru. Jest cieplejsza niż wygląda! Ekipa uważnie czuwała nad detalami każdej stylizacji. Za każdy strój odpowiedzialna była niezawodna i niezwykle profesjonalna Olivia Kijo.O czym marzyłam w drodze powrotnej? O herbacie i kocu. Ten od Mongolian wykonany jest w 100% z wełny alpaki. Jest tak miękki, ciepły i zaskakująco lekki, że naprawdę nie lubię się nim dzielić. Wełna z alpaki uznawana jest za jedną z najbardziej luksusowych włókien naturalnych. Jest niemal tak cenna i delikatna jak kaszmir, chodź przewyższa go właściwościami termicznymi. Do tego jest bardzo trwała, naturalnie antyalergiczna, w wełnie alpaki nie rozwijają się roztocza, nie pochłania ona kurzu ani bakterii. Do produkcji i konserwacji włóczki z alpaki nie używa się żadnych środków chemicznych. W Peru bardzo popularne jest używanie naturalnych składników do koloryzacji wełny.  Do koloryzacji wełny w Peru używa się między innymi fioletowej kukurydzy, kwiatu rośliny qolle, chilki oraz tak zwanych kwiatów Inków.No dobrze, tak naprawdę to najbardziej cieszyłam się na wspólny czas w tegorocznej wersji naszej bazy z koców (jednak się podzieliłam). Musiałam też cierpliwie wysłuchać plotek z przedszkola i pochwalić nowy sweterek. Dzianinowy kardigan w róże to nasz ulubiony model w tym sezonie. Widać w nim dbałość o nawet najmniejsze detale. A ten komplet występuje też w wersji dla dorosłych? Marka Retro Bebe ma w swojej ofercie tak piękne ubranka dla dzieci, że czasem ciężko mi uwierzyć, że istnieją naprawdę. A jednak! I na żywo wyglądają jeszcze lepiej! Sprawdźcie same: kod rabatowy MLE20 da -20% rabatu. Kod będzie obowiązywał do 31 października na wszystkie produkty w regularnej cenie (nie zaliczają się do nich ubranka z działu "outlet" w mocno obniżonych cenach).1. Jednym z zastosowań kocyka od Mongolian jest dach. Polecam. // 2. Dzianinowy kardigan z różami i kardigan z tiulowym kołnierzem – duet idealny! //Ktoś: Dżizys, Kasia. Nie mów, że już teraz czytasz świąteczne książki dla dzieci.

Ja: …
1. Pożegnanie z ekipą nim wszyscy rozjadą się po Polsce. Czekamy na jedzenie i bardzo doceniamy ten moment. Wieczór jest ciepły. Gdańsk jest piękny. A my mamy za sobą ekscytujący dzień. // 2. Jeśli szukacie azjatyckiego jedzenia w fajnej, nowocześnie zaaranżowanej przestrzeni to Haos Wam się spodoba. Jest też dużo opcji wegetariańskich i to ciekawszych niż brokuły zalane sosem sojowym… // To co? Zamawiamy wszystkie przystawki i się dzielimy?Noc jeszcze młoda, ale my już nie :D. Wracamy do domu!
Bez nudnej książki na dobranoc i liczeniu owiec się tego dnia nie obeszło. Emocje i sen rzadko chodzą w parze. 1. Prezenty od Topestetic. // 2. W tym stroju przechodzę całą jesień! // Gdy wpadasz na pomysł aby zrobić z dziećmi ludziki z kasztanów, ale wychodzą Wam kosmici z "Wojny światów".  Praca w piątek. Pierwsze jesienne dni. Uwielbiam to delikatne rozmyte światło tańczące na wietrze. Nasz czas. "Mamo, spóźnimy się! Nie mamy czasu do stracenia"

A ja bym chciała, żeby czasem ten czas stanął w miejscu. 

I nagle przenoszę się do miejsca, które znałam do tej pory tylko w słonecznej, wakacyjnej odsłonie. Witryny sklepowe miasteczka Saint-Paul-de-Vence. A ja myślałam, że to w Sopocie czuć jesień… Na osłodę po deszczowym spacerze: Calissons. Przysmak Prowansji, czyli połączenie migdałów i… melona.

Takich pikników na wyjeździe z Chanel chyba nikt się nie spodziewał :). 

1. I wtedy wchodzę ja – cała w MLE ;). // 2. Wróciłam w środku nocy i od razu uśmiechnęłam się po przebudzeniu. //  … I od razu zabrałam się za pisanie artykułu na bloga z relacją z podróży. Po więcej informacji zapraszam tutaj Kontakt z roślinami czy pielęgnacja? Co przynosi więcej ukojenia po szalonym dniu?Na zdjęciu powyżej widzicie rytuał domowego SPA do rąk White Moon od Handy Lab. To coś w rodzaju miesięcznego pakietu na pielęgnację dłoni. W skład zestawu wchodzi świeczka sojowa o zapachu białej herbaty, całoroczny krem do rąk z filtrem SPF30 oraz 4 maski (2 maski Extreme Retinol dla silniejszej regeneracji i 2 maski Extreme Hyaluron).  Przed i po! 

Została mi jeszcze jedna maska z poprzedniego zestawu i dziś mam zamiar ją wykorzystać tuż po tym, jak skończę dla Was ten wpis :). Jeśli jeszcze nie próbowałyście masek na dłonie w formie rękawic to polecam spróbować. Aktualizacja: marka Handy Lab postanowiła podzielić się z Wami kodem rabatowym "makelife15", który daje -15% rabatu ma wszystko w sklepie. Kod jest do wykorzystania od dziś do poniedziałku (9 października). 

1. Kto pierwszy krzyknie "czas posprzątać ze stołu"? // 2. Czy gotowanie na co dzień musi być oryginalne? Jak dla mnie makaron z pesto wystarczy (byle nie częściej niż 5 razy w tygodniu ;)).Nie omijamy przy dzieciach trudnych tematów i podobnie jest w przypadku polityki (o której ostatnio rozmawiamy jeszcze częściej). Jeśli czasem nie wiecie jak w przystępny sposób wytłumaczyć dzieciom czym są wybory, demokracja i dlaczego to wszystko wzbudza u rodziców tyle emocji, to polecam książkę "I kto tu rządzi" autorstwa Richa Knighta. Myślę, że to super pozycja też dla tej młodzieży, która ma już w szkole "Historię i teraźniejszość" a chciałaby poznać zasady działania państwa i jego problemy w nieco lżejszej formie. Czy trudno być przywódcą? Czym są zmiany klimatyczne i nierówności społeczne? Czy ten młody człowiek ma już jakieś poglądy? Coś czuję, że w najbliższy weekend moimi bratankowie będą chcieli przegadać ze mną tę książkę – i to kartka po kartce. … mam wrażenie, że niektórych dorośli też powinni ją przeczytać. Zwłaszcza rozdział o prawach człowieka! Może taka przystępna wersja bardziej do nich dotrze?Chwila oddechu od wszystkich spraw, które nie wyszły mi tak, jak planowałam.  1. Paleta barw na październik. // 2. Remont prawie skończony (czy to już drugi rok?). Przymiarki do wymarzonego (i naprawdę dużego) "common table" wciąż trwają. // 

Wiosna, lato, jesień, zima. Biel i czerń ciągle mi gdzieś miga. 

1. Moja mała ogrodniczka. Lekcje pani Ewy z Narcyza nie poszły na marne. // 2. Te dosięga tylko mama i proszę, co się z nimi dzieje… :D // 

Jesień pełną parą. Ubrane w nasze ciepłe swetry omawiamy z Asią ostatnie modele na zimę. A następnego dnia, niespodziewanie….Wróciło lato! Darowany upalny weekend w samym środku września. Ruszamy w stronę Lubiatowa, kąpiemy się w morzu, budujemy zamki z piasku. A po morskich szaleństwach czekamy pokornie na stolik w "Ewa zaprasza". Zamawiam, na przekór, rybę z jeziora – i nie żałuję!1. Na okładce wrześniowego Vogue widnieje tytuł "power dressing" czyli styl, który ma wpływać na naszą osobowość. To coś jak samospełniająca się przepowiednia. Ubieram się tak, jakbym miała władzę, więc ludzie (i ja sama) zaczynają mnie tak postrzegać. // 2. Tyle wspomnień i tyle radości. Lubiatowo! Miłości moja! Czy za rok będziesz tu na nas czekać? Jak bardzo się zmienisz? Dlaczego nie doceniono Twojej wartości? Najpiękniejsza plaża jaką widziałam. Obyśmy w kolejne lato mogli się jeszcze nacieszyć tym miejscem!
1.  Monika, która jak nikt rozumie główne założenie w naszym biurze. "NO COFFEE NO WORKEE". // 2. Dziękuję Topestetic, że już przez 10 lat dbasz o to, aby dać mojej skórze to co najlepsze, nawet w zaciszu własnego domu. //Jakiego pytania mamy najbardziej boją się przed urodzinami swoich dzieci?

"Mamusiuuu, ale tort robimy same, prawda?"

Wiadomo, że tak! Doskonałości są nudne i powtarzalne, nieprawdaż?

A Wasze zakładki w książkach jak wyglądają i komu je ukradłyście?

Gdy obiecujesz sobie, że dziś rano to naprawdę wszystko pójdzie super sprawnie i szybko. W przedszkolu będziecie skoro świt i nic Ciebie nie zaskoczy. A potem okazuje się, że do 10.00 zbierasz kasztany. 

No i spóźniasz się do własnego domu, gdzie czeka już na Ciebie prawa ręka, gotowa na długi dzień. To od czego zaczynamy? Mejle? Zdjęcia produktowe dla MLE? Wojna z informatykami? Packshoty? Porządki z paczkami czy plan podcastów?

Kiedyś w przerwach od pracy (gdy nikt nie patrzył oczywiście) wchodziłam na ten portal na "P" ;).  Teraz faszeruję się zdjęciami idealnych jadalni na Pintereście i próbuję dokończyć projekt stołu. Tylko pięć minut i wracam do mejli! Za to gdy ja nie patrzę, to Portosowi trafia się darmowy masaż od Moniki.  "Musisz znaleźć czas dla siebie!", "nie zapomnij o własnym rozwoju", "zwolnij" – czasem te życzliwe rady wywołują u mnie więcej irytacji niż konstruktywnych przemyśleń. Życie funduje nam różne etapy i nie zawsze udaje się uniknąć wszystkich negatywnych emocji związanych z rolami, które pełnimy. Ja staram się na swój sposób. I też nie zawsze mi wychodzi.Pierwsze zajęcia dodatkowe czterolatki. Dla jednych to koszmar dojazdów, dla innych po prostu strata czasu. A dla niektórych to idealny moment, aby zrobić coś w skupieniu, gdy ona ćwiczy piruety.

A gdy zostaje mi jeszcze 15 minut, to zaglądam do mojego kursu. Angielski to taka rzeczy, o której przypominam sobie zwykle wtedy, gdy uświadamiam sobie jak wiele zapominam przez to, że nie używałam tego języka regularnie. Jeśli tez nie bardzo macie czas, aby chodzić "na prawdziwe zajęcia to polecam platformę edukacyjną do nauki języka angielskiego "Szkoła językowa Akcent". W październiku pojawią się dodatkowe kursy na poziomie C1/C2 dla najbardziej zaawansowanych! Z kodem MLEnglish otrzymacie 15% rabatu (nie dotyczy kursów Premium i działa do Dnia Nauczyciela czyli do 14 października), więc to dobry moment, aby zacząć! Więcej informacji o platformie edukacyjnej "Akcent" znajdziecie również tutaj

Ten śliwkowy przepis podsunął mi nie kto inny jak Rozkoszny! Jego przepis na Clafoutis jest wręcz wyborny. Trencz jako mata na huśtawkę? Dlaczego nie? Wyszło bardzo dobre! Do tego łyżka śmietany i po pięciu minutach trzeba robić kolejny deser!Tak. Naprawdę bardzo lubię tę piżamę (dostępna na początku grudnia).  Omlety odgrywały rolę w kuchni każdej kultury kulinarnej na świecie. Starożytni Rzymianie, Persowie, Japończycy i Aztekowie odkryli, że jajka i ciepło, w połączeniu z prawie każdym innym składnikiem, tworzą doskonały posiłek. Podobno gospodarz pewnego zajazdu podał niegdyś omlet Napoleonowi Bonaparte, który był tak zachwycony, że rozkazał wykorzystać wszystkie jaja w mieście, aby stworzyć ogromny omlet dla swojej armii następnego dnia. Ja też regularnie podaję go mojej armii :). Przepis na idealną wersję znajdziecie w tym wpisie. Przepis na idealny omlet znajdziecie w moim artykule tutaj. Pochodzi z książki "Recipes for Murder: 66 Dishes That Celebrate the Mysteries of Agata Christie" i krok po kroku, minuta po minucie, tłumaczy jak zrobić idealny egzemplarz. I voila! Wystarczy posypać odrobioną ulubionych ziół i gotowe. 
1. Sałatka w kolorze jesiennych liści. // 2. Ależ ja kocham ten zestaw. //"Martynka i przyjaciele." Ten egzemplarz ma ponad 30 lat i teraz cieszy kolejne pokolenie. Damy radę z tym przepisem ;). 1. Podsmażana cukinia, to jeden z moich ulubionych dodatków do obiadów. // 2. To zachodzące słońce oznacza, że musimy już ruszyć w drogę. Widzimy się na marszu, prawda? //  Wolność. Kocham i rozumiem… :D  Dziękuję marce YES, za piękną przypinkę na marsz i na 15.10. Ja, co jakiś czas dostaję wiadomości, że za dużo tu u mnie polityki ostatnio, ale niestety, mam wrażenie, że to mnie tylko prowokuje do mocniejszych przekazów :D. Dziewczyny! Wasze prawa to nie polityka. To Wasze życie! Nie dajcie sobie wmówić, że to sprawy, które Was nie dotyczą! Ten moment gdy o poranku idziesz Warszawą i wszyscy przechodnie zmierzają w jednym kierunku. Tata w dzieciństwie był fanem Winnetou, ale myślę, że ten plakat i tak mu się spodoba ;). 
W ostatnią niedzielę ponad milion serc biło w Warszawie w rytm nadziei. Dziękujemy za wszystkie przybite piątki i pozdrowienia! A oto co nas spotkało nad ranem w naszym Trójmieście! Portos na szczęście może czuć się bezpiecznie. 

On parzy. Ja piję. On jest skowronkiem, a ja sową, więc ten podział ról wydaje się dosyć logiczny :). W każdym razie – kawa tuż po przebudzeniu smakuje cudownie. 

A najlepiej, gdy jest to kawa pochodząca z ekologicznych upraw bez pestycydów, z najwyższej jakości ziaren. Jak wiecie od dłuższego czasu wybieram tę od Wild Hill Coffee. Teraz w ich ofercie pojawia się także poczta kawowa – mechanizm jest bardzo prosty: wybierasz na ich stronie w zakładce POCZTA KAWOWA kartkę z życzeniami, dodajesz produkty do koszyka, a na końcu wpisujesz w uwagach swoje imię, a w polu adresata adres bliskiej osoby i gotowe. W mojej przesyłce znalazła się moja ulubiona kawa "Sen o La Jacoba" oraz "Wzgórze Gayo o zmierzchu". Według badaczy z Harvard Medical School w październiku śpimy średnio o ponad 2 godziny dłużej niż w innych miesiącach – to taka ciekawostka dla tych, którzy uważają, że natura nie ma już na nas zbyt dużego wpływu. Podpis pod tymi zdjęciami powinien brzmieć "cudowny czas na plaży". Ale zdecydowanie lepiej pasuje "gdy bierzesz na plażę dzieci i ciasto pamiątej, że pod koniec to Ty będziesz miała piasek między zębami".Dziękuję Wam za takie cudowne przyjęcie tej naszej rodzinnej kolekcji. A damskie swetry, które wyprzedały się w mig, wrócą niebawem!

Dziękujemy Ci wrześniu za tyle wspaniałych chwil. Ale tym z Was, które dotarły do najdłuższego "Last Month" w historii też należą się podziękowania :*. 

 

*  *  *

 

 

Czy ta ponura pora roku w ogóle jest nam – kobietom – potrzebna? Czyli poradnik dla nowoczesnej jesieniary.

Wpis powstał we współpracy z marką Olini, Noteka i AMZ. 

  Większość z nas nie ma zbyt dużego problemu z wymienieniem zalet wiosny, lata i zimy. Przychodzą nam one do głowy dosyć szybko i nie trzeba ich  tłumaczyć – wszyscy rozumiemy, że jest fajnie gdy robi się ciepło wiosną, że w lecie są wakacje, a codzienne życie wydaje się bardziej beztroskie, no a zimą są święta.  Gdy pada pytanie o zalety jesieni, po dłuższej chwili odpowiadamy zwykle w podobnym tonie, co przedszkolaki: „liście na drzewach mają piękne kolory”. To faktycznie „coś”. Kolorowe liście na drzewach… Naprawdę super sprawa. Wynagradzają po prostu wszystko. Jeśli nie wyłapałyście tego ironicznego tonu, to napiszę wprost – kolorowe liście na drzewach nie bardzo przydają się kobietom w codziennych obowiązkach, chyba, że nasze dziecko bierze udział w przedszkolnym przedstawieniu, w którym ma grać drzewo.

  Jesienią łatwiej jest nam narzekać. Wskazać zachmurzone niebo i mówić o tym, jak jest nudno i mokro. I ciemno. I zimno. I że w wieczornych Faktach same ponure wiadomości. Że plan dnia stał się bardziej napięty i monotonny jednocześnie. Nieważne, jaką zmianę przyszykowała dla Ciebie jesień – najprawdopodobniej oznacza ona coś trudnego lub mało przyjemnego. Część z nas wraca na zajęcia i wykłady, część znów musi pomagać odrabiać lekcję z fizyki. Część z nas po raz pierwszy zmienia rutynę dnia, aby odprowadzić dzieci do żłobka. Dla części z nas jesień oznacza czyszczenie brudnych psich łap po każdym spacerze. Albo powrót z pracy, gdy za oknem jest już ciemno.

   Dlaczego zaczęłam tak ponuro? Bo oszukiwanie samych siebie i opowiadanie o tym, że jesień oznacza wyłącznie zawijanie się w burrito z kołdry na kanapie i kubek gorącej herbaty z cynamonem byłoby naginaniem rzeczywistości. Ale! Nieprawdą byłoby też stwierdzenie, że jesieni nie lubię i że jest ona niepotrzebna. Matka Natura jest świetną organizatorką i ma mnóstwo roboty – w końcu to kobieta, która musi ogarnąć sporo dzieci – a z jakiegoś powodu uznała, że wszystkim nam przyda się ta pora roku. Jesień sprowadza nas na ziemię po szalonym lecie, a jednocześnie kieruje ku sobie i w głąb siebie. Narzuca pewne spowolnienie. Daje przestrzeń do wypełnienia i to od nas zależy, co z nią zrobimy. W roku 2023 możemy z tego czasu korzystać inaczej niż nasze babki i prababki, bo prawdziwych zapasów na zimę robić już nie musimy (chyba, że chcemy), ale za to pojawiły się przed nami inne potrzeby, zagrożenia i możliwości.

  Odkąd pamiętam, pisałyście mi tu na blogu, że to właśnie o tej porze roku lubicie tu zaglądać najbardziej. A ja czułam się „jesieniarą” nim to słowo zostało wymyślone. A jednak tegoroczna jesień wywołała u mnie więcej skomplikowanych uczuć niż zwykle i sama zaczęłam szukać odpowiedzi na pytanie: za co kiedyś tak bardzo ją lubiłam? Rozsiądźcie się więc wygodnie, albo zwińcie w kulkę – jak wolicie. Pogadamy o tym, dlaczego te trzy miesiące w roku są takie ważne… Może poza Wami uda mi się przekonać też samą siebie?

 

1. Przynajmniej jest mniej światła.

  Zwariowałam? Przecież wszyscy od dawna wiemy, że mniej słońca przyczynia się do chronicznie obniżonego nastroju, niedoborów witaminy D i rzadszych kontaktów społecznych, więc z jakiego powodu mielibyśmy się z tego cieszyć? Czyżby poradniki o „hygge” weszły za mocno? No cóż, to na pewno…

  Całe życie na Ziemi powstało dzięki jej szczególnemu położeniu względem Słońca. Nasza planeta jest od niego na tyle daleko, że woda nie wyparowała jak na Wenus, lecz pozostała w stanie płynnym, i na tyle blisko, że nie zamarzła tak, jak to się stało na Marsie. Słońce jest nam niezbędne do życia i szczęścia i nikt nie zamierza tu bagatelizować jego wpływu. Nic więc dziwnego, że narzekanie na jesień rozpoczynamy zwykle od tego, że jest ciemno.  Trzeba jednak postawić sprawę jasno – wczesną jesienią mamy tyle samo światła co wiosną. To perspektywa jest inna, bo wiemy, że przed nami zima i z czasem będzie tego światła mniej, a nie więcej. Wiosną jesteśmy też „spragnieni” spacerów i spotkań na świeżym powietrzu więc chętniej wychodzimy z domu. I na odwrót – po gorącym i pięknym lecie jakoś łatwiej jest nam zaakceptować fakt, że mija kolejny dzień, który spędziliśmy zamknięci we wnętrzach. A to pierwszy krok do tego, aby nasz rytm dnia został zaburzony, sen płytszy i krótszy, a nastrój obniżony.

  Nasz organizm funkcjonuje w rytmie wyznaczonym przez słońce – wie to każdy rodzic, który w czerwcu, próbuje położyć spać swoje dzieci o godzinie 20.00. W ostatnim czasie dużo mówi się o wpływie niebieskiego światła (emitowanego przez urządzenia elektroniczne) na wydzielanie melatoniny – hormonu odpowiedzialnego za sen. Nawet bardzo małe natężenie tego światła wieczorem może obniżać jakość naszego snu. Sztuczne światło w mieszkaniu też ma znaczenie dlatego od pierwszego września właściwie nie włączam górnych lamp w mieszkaniu (chciałabym też odkładać telefon o 18.00, ale marnie mi to wychodzi). Dużo rzadziej mówi się jednak o tym, że kontakt ze światłem w ciągu dnia i o odpowiedniej godzinie może niwelować negatywne skutki niebieskiego światła, na które jesteśmy narażeni wieczorem („W pogoni za słońcem” Linda Geddes). Mówiąc w skrócie: babcie miały rację, gdy mówiły, że spacer na świeżym powietrzu sprawia, że śpi się lepiej.

  Jeśli jesienią do godziny 15 spędzimy trochę czasu na zewnętrz (wystarczy, że zjemy drugie śniadanie na świeżym powietrzu, albo pójdziemy z dziećmi na plac zabaw po przedszkolu), to z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że ominie nas jesienne uczucie rozmemłania (UWAGA! Jeśli masz poczucie, że „rozmemłanie” zamieniło się w coś, co wpływa destrukcyjnie na Twoje codzienne życie, nie szukaj rad na lifestylowym blogu tylko udaj się do specjalisty). 

Z całą pewnością nie można liczyć na to, że nowa kołdra i poduszki poprawią jakość naszego snu. „Niby dlaczego nie?!” – odkrzyknął mój mąż, gdy kolejny raz rozmawialiśmy o zakupie nowej pierzyny. Długo trwały poszukiwania idealnego kompletu, analizy stopnia ciepła, rodzaju wypełnienia i marki. Wybór padł – ku mojej radości – na polską markę z tradycjami. AMZ szyje swoje produkty w Polsce już od ponad 30 lat. To rodzinna firma, ale ich kołdry i poduszki doceniono na całym świecie (wypoczywać w ich otoczeniu można między innymi w prestiżowych hotelach z sieci Radisson, Puro i Hilton). ​

Wybrałam kołdrę Queen i pasujące do niej poduszki z linii Royal. Jest wypełniona ultralekkim naturalnym puchem i my będziemy jej używać jako kołdry całorocznej. Śpi się pod nią cudownie i muszę przyznać, że tak świetnej gatunkowo pierzyny jeszcze nie miałam. 

2. Tej jesieni kończymy z dyskryminacją „sów”.

  Skoro w poprzednim akapicie zaczęłyśmy już od sennego tematu, to podzielę się z Wami wynikami badań, które raz na zawsze powinny uciąć heheszki z osób, które potocznie nazywamy „sowami”.  Ależ ja marzyłam w dzieciństwie, aby być „skowronkiem” i budzić się o szóstej rano bez budzika, a o 21 zasypiać po przeliczeniu trzech owiec! Jako dziecko i młoda kobieta nie potrafiłam pogodzić się z tym, że wczesne wstawanie wiązało się dla mnie niemalże z bólem. Wydawało mi się, że po prostu brakuje mi motywacji, że „skowronki” umieją zagryźć zęby i nie narzekać, a ja przed wyjściem do szkoły ledwo ogarniam mycie zębów i dopiero po pierwszej lekcji zaczynam rozumieć co się do mnie mówi. Dorosłe życie, dzieci, praca, Portos wyjący skoro świt: to wszystko sprawiło, że – mimo jasnych komunikatów ze strony mojego organizmu – wstaję codziennie przed siódmą i to się pewnie w najbliższej przyszłości nie zmieni. Niemniej jednak odczułam ulgę, gdy przeczytałam o  badaniach naukowych potwierdzających coś, co wszystkie „sowy” podświadomie wiedziały od dawna. To nie lenistwo decyduje o naszej niechęci do wczesnego wstawania, a geny. „Sowy” muszą dostosować się do życia społecznego ułożonego pod dyktando „skowronków” (lekcje i praca zaczynają się zwykle w godzinach porannych), a to oznacza, że przez większość życia funkcjonujemy w czymś, co można nazwać "mini jetlagiem", bo cały czas musimy lekko naginać nasz dobowy zegar. No i umówmy się – „skowronki” otrzymują jeszcze gratyfikację w postaci szeroko pojętej akceptacji, a wręcz aprobaty, tylko dlatego, że w losowaniu wypadł im inny gen. „Sowy” z kolei uznawane są za leniwe i chaotyczne i ciągle zachęca się je do tego, aby zmieniły swoje „złe przyzwyczajenia”.

  Badania pokazują, że bezbolesna zmiana naszego dobowego rytmu może się udać tylko wtedy jeśli chcemy go przesunąć maksymalnie o dwie godziny. Według uczonych "sowie" w świecie "skowronków" będzie się żyło łatwiej, jeśli będzie spać w całkowicie ciemnym pomieszczeniu, wieczorem nie będzie siedzieć przed jakimikolwiek ekranami, a rano, tuż po przebudzeniu wyjdzie na zewnętrz. Ja dodałabym do tego jeszcze nudną książkę wieczorem i zakończenie subskrypcji na platformach streamingowych.  

 3. Jesień bez streamingu.

  A skoro już mowa o bezsenności i kanałach streamingowych: tak jak „fast foody” miały swój niewątpliwy wpływ na upadek kultury jedzenia, tak platformy streamingowe zabrały mi sporo przyjemności z oglądania filmów (swoją drogą ciekawe czy badania nie udowodniłyby, że oglądanie serialowych tasiemców w łóżku nie przyczynia się masowo do pogorszenia jakości snu w krajach rozwiniętych – ja od dwóch tygodni męczę do nocy „Królową piękna z Jerozolimy” i nie mogę się od tego odciągnąć – RATUNKU!). Dokładnie tak jak w przypadku frytek, które można zjeść w samochodzie – niby dostęp do filmów jest łatwiejszy i można je obejrzeć gdziekolwiek, ale cały ten urok, który – zwłaszcza jesienią – miał dla mnie znaczenie terapeutyczne, gdzieś się ulotnił.

   Pozostało kino. Zwabiona zwiastunami nowej ekranizacji przygód Herculesa Poirota, wybrałam się na seans oczekując tych samych emocji, które znałam z dzieciństwa. Pamiętam jak wracałam ze szkoły, a w domu czekała na mnie mama z obiadem i nowy odcinek o ekscentrycznym detektywie rozwiązującym nierozwiązywalne sprawy. Mowa oczywiście o serialu z Davidem Suchetem, w którym świat Agathy Christie wyglądał dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam (tak, to prawda, że każdy odcinek był o morderstwie, ale oglądało się to z błogim uśmiechem na twarzy).

   Z kina wróciłam zawiedziona. Niestety, nie tylko na platformach streamingowych kinematografia mainstreamowa idzie w stronę rozemocjonowanej sieczki.  Chodzi chyba o to, aby w jak najkrótszym czasie wywołać w widzu jak najwięcej emocji o jak najwyższej amplitudzie i zostawić go później w roztrzęsieniu do końca dnia. Najważniejsze to nie dawać przestrzeni na kontemplację tylko atakować scenami, które wywołują co chwilę mikro zawały serca. To takie dziwne, że fundujemy sobie coś takiego chociaż dzisiejszy świat i tak stoi pod znakiem neurotyzmu, napięć i lęku.

  Chciałabym – zwłaszcza jesienią – takich filmów i seriali, które mają do zaoferowania coś więcej niż wciągającą fabułę. Które podnoszą na duchu, uczą, albo motywują do działania. Albo chociaż odprężają i sprawiają, że robi nam się miło. Poniżej znajdziecie listę kilku starych jak świat tytułów, do których mam zamiar wrócić w niedalekiej przyszłości. Są jesienne, pozytywne, czasem trochę straszne. Jeśli Was nie rozbawią to chociaż przypomną na czym polega jesienna magia.

 „Masz wiadomość”

„Miasteczko Twin Peaks”

„Uśmiech Mony Lizy"

„Kiedy Harry poznał Sally”

„Harry Potter i Kamień Filozoficzny”

"Na noże" (ale tylko pierwsza część)

„Przyjaciele”

  A na koniec (akapitu, a nie wpisu oczywiście – tak szybko mi nie uciekniecie): przepis. I to nie byle jaki, bo autorstwa samej Agathy Christie. Chodzi o zwykły omlet – ulubione danie jej najsłynniejszego bohatera. Dawno, dawno temu zapisałam sobie tę recepturę i do dziś żadna inna mi się tak nie sprawdziła (może napiszę dosadniej: omlety z innych przepisów po prostu mi nie smakują). Być może to magia literatury?

 

Idealny omlet dla Monsieur Poirot

 Składniki:

2 łyżki klarowanego masła

2 duże jajka

2 łyżki mleka

sól i pieprz

ulubiony dodatek (szpinak, rukola, grzyby, posiekana cukinia – sami wybierzcie)

 

A oto jak to zrobić: Na średniej patelni, na średnim ogniu rozpuszczamy masło. Do małej miski wbij jajka i dobrze ubij. Do jajek dodaj mleko oraz sól i pieprz do smaku. Dobrze wymieszaj. Gdy patelnia się nagrzeje na tyle, że zacznie syczeć kropla wody, wlej masę jajeczną. Nie mieszaj. Zostaw na ogniu przez minutę, przykryj i gotuj jeszcze jeszcze 3 minuty. Gdy środek mocno się zetnie, obrócić omleta i gotować jeszcze przez minutę. Nałóż na środek omleta wybrane dodatki a następnie złóż go na pół wyrównując brzegi. Zsuń omlet na talerz i podaj póki gorący.

Przepis pochodzi z książki "Recipes for Murder: 66 Dishes That Celebrate the Mysteries of Agata Christie".

Ciekawa jestem czy ktoś zorientował się, dlaczego ten przepis zapisałam akurat w tym notesie, bez czytania poniższej podpowiedzi. Niech poczuje się wywołany do dodania komentarza! :) A tak na poważnie: Herb Lester to wydawnictwo publikujące głównie przewodniki, ale w spektrum ich zainteresowań znalazły się również hotele, które znamy jedynie z kulturowych tworów – filmów, książek czy seriali. Produkty Herb Lester są drukowane w technice litografii w Anglii na papierze pochodzącym ze zrównoważonych źródeł. Jest to proces wolniejszy i droższy niż druk cyfrowy, ale różnica w jakości jest dostrzegalna dla każdego, kto wciąż pisze na kartkach. Na stronie Noteka znajdziecie też propozycje dla fanów innych kultowych filmów. Ja gorąco polecam zajrzeć też do działu „plannery” i poczekać aż otworzą się wszystkie zdjęcia (wiedzieliście, że są miejsca w sieci, gdzie można kupić prawdziwy papier do origami?!).  

 

4. Niespodzianka! Jesień wpływa na kobiety gorzej niż na mężczyzn!

   Naukowcy z National Institutes of Mental Health odkryli, że obniżony nastrój w okresie wczesnej jesieni sprawiał, że to przede wszystkim młode kobiety unikały kontaktów towarzyskich. Zwiększała się też u nich ochota na węglowodany proste, czyli słodycze i fast foody. Nie wiadomo dlaczego jesień wpływa na nas bardziej niż na mężczyzn, ale można wysnuć kilka teorii. Być może melancholijny nastrój jesieni odbija się bardziej na tych, u których emocje silniej „rezonują”? Nasza wrażliwość to wielki potencjał, ale nie wszystkie uczucia fajnie jest odczuwać mocniej, prawda? A może chodzi po prostu o to, że większość zadań, które pojawia się we wrześniu spada – mimo postępującemu równouprawnieniu – na barki kobiet, a to utrudnia znalezienie czasu na to, aby zadbać o siebie, o kontakty z innymi, czy o to, co jemy?

 Uzyskanie odpowiedzi wymagałoby pogłębienia badań, ale faktem jest, że to na nas ta pora roku ma silniejszy wpływ.Chciałabym teraz napisać coś, co rozwiązałoby ten problem, ale niestety naukowcy niczego takiego nie zaproponowali. Może trzeba się z tym po prostu pogodzić, a nie rozpoczynać kolejną walkę z układem słonecznym? – Jesienne obniżenie nastroju jest nam paradoksalnie potrzebne (Magdalena Nowicka, psycholożka, psychoterapeutka z Uniwersytetu SWPS dla magazynu "Zwierciadło").  W tym okresie przyroda zwalnia swój rozwój, przygotowuje się do zimowego snu. Dlatego też obniżenie jesienią aktywności przez człowieka jest naturalnym stanem rzeczy. Spadek nastroju sprzyja spadkowi aktywności. Gorszy nastrój jest więc niejako adaptacyjny. Zmusza nas do odpoczynku i regeneracji sił witalnych mocno nadszarpniętych w okresie letnim.

  No tak. Wiosną mamy kwitnąć, a jesienią raczej zadbać o korzenie. To idealny moment aby wtrącić reklamę suplementów, ale nigdy tu żadnych nie polecałam (chociaż – taka ciekawostka – jest to segment kobiecych produktów, który odzywa się do mnie najczęściej), bo zdecydowanie wolę stopniowo modyfikować swoją dietę niż łykać coś w pigułkach i proszkach. Polecam Wam jednak wprowadzenie zdrowszych zamienników podstawowych produktów i przede wszystkim nie kupowanie tego, co niezdrowe (bo gdybym kupiła i miała w domu, to z całą pewnością bym to zjadła).  

Może wygląda to tak, jakbym ten pyszny omlet zrobiła dla męża, ale tak się składa, że robię go dla siebie (i dla dzieci, bo one też go uwielbiają). Na blacie mojej kuchni, poza oliwą z oliwek, którą używam do podsmażania, mam też drugi olej, który dodaję do gotowych już potraw. Ma wdzięczną nazwę „Olej dla kobiet” (od Olini) ale spokojnie – nic się Waszym mężczyznom nie stanie jeśli też dostaną z nim kiedyś kanapkę czy sałatkę. W każdym razie, gorąco go polecam, jeśli chcecie wprowadzić do swojej diety coś, co wpłynie pozytywnie na Wasze zdrowie i wygląd. To moja trzecia butelka i na pewno nie ostatnia. Tutaj możecie poczytać o jego właściwościach. Chciałoby się napisać, że są one wręcz „magiczne” ale tak się składa, że to czysta nauka udowodniona badaniami. To specjalna mieszanka stworzona we współpracy z naukowcami z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi (zawiera między innymi olej z wiesiołka – kto wie ten wie). 

 

5. „Kobieta jako część dobytku.”

  Jesień jest ważna dla kobiet. Ale ta konkretna jesień jest dla nas ważniejsza niż inne. Jeśli ma ona – nam kobietom – dać coś, czego naprawdę potrzebujemy niech będzie to przywrócenie nam podmiotowości, opieki zdrowotnej bez tortur i zakończenie chorych dyskusji o tym, czy aby na pewno przysługuje nam prawo do edukacji. Polityka to trudny temat, który zwykle bardziej dzieli niż łączy, ale udawanie, że nie istnieje, nie tylko nie poprawi obecnego stanu, ale może go jeszcze znacznie pogorszyć. „Jak to pogorszyć?” – pewnie wiele z Was zapyta. Odsyłam chociażby do tegotego artykułu. Ostatnie lata dostarczyły nam naprawdę sporo emocji i pokazały, że podstawowe prawa nie są kobietom dane raz na zawsze. I że wybór władzy ma bezpośredni wpływ na zdrowie i życie nasze, naszych córek, mam czy sióstr. Radykalizm nagle staje się całkiem umiarkowany, gdy na scenie pojawia się ktoś, kto marzy i głośno mówi o tym, że fajnie by było, gdyby kobieta stanowiła część dobytku mężczyzny (ale na prawach wyższych niż zwierzęta – cóż za zaszczyt). Słysząc takie rzeczy można by nawet pomyśleć, że nie doceniamy kobiecego eldorado. Pamiętajmy jednak, że to, co parę lat temu wydawało nam się szokującym okrucieństwem dziś jest już obowiązującym prawem. W Polsce mamy dwie partie w sejmie, które głośno i wyraźnie mówią, że chcą i będę działać na naszą szkodę. Dla których – z niewiadomego powodu – upodlenie kobiet stało się misją do wykonania. 15 października pójdź na wybory i zagłosuj na inną partię niż PiS i Konfederacja, a będzie to najlepsza rzecz jaką możesz zrobić dla samej siebie tej jesieni.  

  Czasy się zmieniają, uwarunkowania kulturowe blakną, nasze role przechodzą transformację, ale wolność i poczucie bezpieczeństwa to wartości, których znaczenie się nie zmienia. Blog to przestrzeń, w której kobiety mają czuć się dobrze i pewnie – a nic tak nie dodaje wiatru w żagle, jak świadomość tego, że mamy kontrolę nad naszym życiem. No i że jest nas wiele – nawet jeśli w tym momencie składamy się przede wszystkim z koca, kubka kawy i wielu wątpliwości. 

Indoktrynacja Portosa nie idzie zgodnie z planem. Ktoś coś mówił o byciu ponad zwierzętami?

 

*  *  *

 

 

Last Month

Wpis powstał we współpracy z Apimelium, BasicLab, Krosno i Muduko. 

  Ostatnie tygodnie wakacyjnego rozprężenia. Upał na przemian z burzą. Plażowanie kontra planszówki w naszej bazie z koców, która najlepiej chroni przed piorunami. Potrójna porcja lodów o smaku Knoppersa na rozgrzanym deptaku, a kolejnego dnia gorące placki z malinami na kolację, gdy deszcz pada tak mocno, że za żadne skarby nikt z nas nie chce wyjść do sklepu po zakupy, które pozwoliłyby ugotować coś konkretniejszego.

  Schyłek wakacji to dla mnie mieszanina różnych emocji, których intensywność bardzo mnie w tym roku zaskoczyła. Nie miało być przypadkiem tak, że z wiekiem stajemy się twardsze i mniej rzeczy nas rusza? W każdym razie, starałam się aby dzisiejsze zestawienie było odpowiedzią na potrzeby tych wszystkich, którzy z nostalgią żegnają sierpień i z lekką niepewnością wchodzą we wrzesień. Zapraszam na kilka minut z moimi wspomnieniami. 

1. Gdy próbuję przedłużyć sen chociaż o kilka minut i w związu z tym mój telefon trafia w niepowołane ręce… a raczej stopy. // 2. Mamo, pokazuj gdzie chowasz te papierki po słodyczach! Ten kto dotarł do końca podcastu, który nagrałam razem z marką YES ten wie o co chodzi ;). Pewnego upalnego popołudnia w Sopocie. Gdy z nieba leje się żar nic tak nie cieszy jak zaproszenie od babci i dziadka na obiad. Na dzieci czeka dmuchany basen i ostatnia w tym sezonie miska kaszubskich truskawek. A na rodziców: Familiada. Słodka, chrupiąca i soczysta. Kukurydza to chyba jedno z niewielu warzyw, które nie doczekało się luksusu całorocznej dostępności. Dzięki temu niezmiennie pozostaję dla mnie symbolem sierpnia. 
Kolacja idealna. Szybko się robi. Jest zdrowa. Dzieci uwielbiają. I mama też. "Mamusiu, ale ja bez tego paskudnego zielonego". Wiadomo. Prosto z mojego ogrodu. Ależ to przyjemność móc po prostu wyjść i znaleźć kwiaty do pustego wazonu. A wszystko dzięki pani Ewie i Pracowni Florystycznej Narcyz.Moje kąty w sierpniowym (i pochmurnym) świetle. We wrześniu będzie tu bardziej kolorowo. Na mojej wiklinowej tacy leży kilka gałązek tak zwanej "hortensji bukietowej" – to najłatwiejsza w uprawie odmiana i pewnie dlatego tak ładnie mi kwitnie. Ma nieco drobniejsze kwiaty niż odmiany, które kojarzycie z kwiaciarni, no i mniej spektakularny kolor, ale rośnie w moim ogrodzie, więc jestem z niej dumna jak paw i doceniam każdą nową gałązkę. 
1. Wychodzę! Sukienki nie zmieniam, tylko koszyk trochę inny. // 2.  Gdy jesteś pewna, że po powrocie już cały dom będzie smacznie spał, a okazuje się, że wszyscy czekają na Ciebie z niecierpliwością… // Szybki mirror-check w poszukiwaniu kleszczy na nogach. Dzięki uprzejmości naszych przyjaciół spędziliśmy jeden dzień w prawdziwej leśnej głuszy. 

Komplet dresowy to stara kolekcja MLE (ależ żałuję, że nie zrobiłyśmy jeszcze grafitowego i kremowego koloru), a trampki to Balagan sprzed dwóch lat. Mamo nie bój się, to tylko żuk. Dzieci poza miastem to zupełnie inna bajka. Zupełnie inaczej spędzony czas. Inne zaangażowanie ze strony rodziców (i dzieci w sumie też). Inne potrzeby do spełnienia i inne zmęczenie pod koniec dnia. 
Moim zdaniem taki widok z okna lepszy jest od najpiękniejszej egzotyki. 
1. Marka, którą poznałam dzięki reklamom e-commerce atakujących nas na Instagramie z każdej strony. Temat ostatnio bardzo mi bliski – niestety im więcej o nim wiem, tym bardziej przeraża mnie, jakim narzędziem stają się nasze dane. // 2. Gdy mama przynosi kwiaty ze swojego ogrodu bez okazji. To onętki, które u mnie nie chcą za nic rosnąć, a u niej zaatakowały wszystko dokoła (tak, obok stoi podobizna Portosa). // Wygląda jakbym szła biegać, ale to niestety tylko Portos ciągnie mnie niczym sportowa bryka. W sierpniu mój powrót do porannych treningów umarł w ciszy. 
1. Kasza gryczana i pieczone warzywa, które zostały po wczorajszym obiedzie. Do tego orzechy i mięta. Nie chciałam być nigdy ortodoksyjna w kwestii wegetarianizmu – z czasem po prostu coraz mniej mam na mięso ochotę. // 2. "Ciiiii! Bawią się razem, nie przeszkadzaj!" // 

– Czy znajdzie się stolik dla piętnastu osóbi i piątki dzieci?

– W środku sezonu? Oczywiście!

Sempre to chyba najładniej położona restauracja w mieście.Z ukochaną prababcią. Patrzę na tę dwójkę i myślę sobie jak bardzo zmieniło się życie kobiet od czasu, gdy moja babcia była w wieku moich córek. I mimo wszystkich tych trudnych kwestii, które martwią mnie każdego dnia, mimo tragedii, które wciąż się wydarzają, to wiem, że powoli, w szerszej perspektywie idziemy do przodu. Nie zatrzymujmy się. Pamiątki po drugich urodzinach. Za parę dni, gdy przestaną być w formie, trzeba je będzie po kryjomu przekłuwać… 1. Ostatni dzień przed wyjazdem to zawsze spotkania, google-meet'y, rozdzwonione telefony i nerwy. Na szczęście wszystko w babskim gronie. // 2. Znalazłam to zdjęcie w kartonie z rzeczami, których nadal (!) nie rozpakowaliśmy po remoncie. Zrobiłam je wiele lat temu, o świcie, przed drzwiami Bazyliki Sacre-Coeur. Rozpościera się stamtąd piękny widok na dachy Paryża. Zostaje tutaj. Szkoda, żeby leżało schowane. "Fjaka" z polecenia Kary Becker. 
1. Nie zamyka się. Torebki zostają. Książka jedzie ze mną. // 2. Limit. //Wymarzone wakacje nad słynnym włoskim jeziorem to idealne zamknięcie tego sezonu. Mini przewodnik po Como pojawi się na blogu za parę dni. Będzie krótki i bardzo konkretny, tak aby łatwiej było Wam z niego skorzystać jeśli zawitacie w te strony. Powroty są zawsze słodko-gorzkie. Cieszy ulubiony kubek z kawą i dobrze znana rutyna, ale skrzynka pocztowa po kilkudniowej nieobecności trochę przytłacza. Rozpakowywanie walizek idzie sprawniej, zwłaszcza jeśli tylko jedna z nich dotarła na lotnisko w Gdańsku ;). A co można znaleźć w mojej podróżnej kosmetyczce? Produkty z BasicLab zachwalało mi już tyle osób, że sama też postanowiłam je przetestować. W mojej kosmetyczce znajdziecie antyoksydacyjne serum wyrównujące z witaminą C 15% i krem aktywnie rewitalizujący pod oczy na dzień. Co wyróżnia te dwa kosmetyki? Przede wszystkim skład, który jest mocno naszpikowany aktywnymi substancjami, a jednocześnie są one tak dobrane, aby zminimalizować ryzyko jakichkolwiek podrażnień. Serum stosowałam i na noc i na dzień. Krem pod oczy stosuję zaledwie od dwóch tygodni, ale od razu po jego użyciu mam wrażenie, że konsekwencje nieprzespanych nocy są mniej widoczne. 

Dziś ruszyła na BasicLab promocja -25% na wszystko, natomiast po jej zakończeniu 14.09 możecie korzystać z kodu rabatowego MLE, który daje 20% zniżki na stronie basiclab.shop (Kod nie łączy się z innymi promocjami na stronie).Podstawa pielęgnacji w jednej kosmetyczce. Minimalizm na wakacjach to coś co lubię. Można pomyśleć, że to szok pogodowy po powrocie z gorących Włoch sprawił, że po mieszkaniu chodzimy teraz w wełnianych płaszczach, ale nie tym razem. Tak się jakoś złożyło, że zatwierdzanie prototypów prawie zawsze ma swój finał w mojej kuchni. Nie ma chyba paczek, które cieszą mniej bardziej. Ta przyszła dokładnie dzień po tym, jak wydłubałam z ostatniego słoiczka pół łyżki pszczelego złota. Nadchodzi jesień, a wraz z nią kolejna edycja miodowej paczki od Apimelium – najcudowniejszej subskrypcji pod słońcem.Ja na sezon grypowy jestem już w pełni przygotowana (i z żalem przyznaję, że ten zestaw przydał się nam szybciej niż sądziłam). Niezawodne miody od Apimelium, imbir, czosnek, cytryna… wszystko naturalne i niezwykle skuteczne. W miodowej paczce znajdziecie słodkości, które smakują latem, a jesienią lądują w herbacie. Kolejna edycja miodowej paczki w listopadzie, więc warto już teraz zrobić zapasy.  "A mówiłaś, że po remoncie blaty będą puste…". No mówiłam, mówiłam…
Wybór kanapy czyli problemy pierwszego świata… Przeciągam decyzję w nieskończność – na szczęście kochane panie z Iconic Design to ostoja cierpliwości ;). Przy okazji mogłam sprawdzić jak prezentuje się nasza kolekcja. Jeśli chciałybyście obejrzeć, przymierzyć lub kupić rzeczy MLE stacjonarnie to zapraszamy na przykład w Sopocie na Alei Niepodległości 696.Uciekamy przed rozpoczęciem roku szkolnego w przedszkolu! Schowamy się tutaj! W tym artykule pod tytułem "Back to school" dowiecie się między innymi o tym: gdzie znaleźć idealne białe skarpetki dla dzieci za dziesięć złotych; co zrobić, gdy Netflix nie pozwala już dzielić się kontem; jaka jest tajemnica uniwersyteckiego stylu zza oceanu i co ma do tego Ralph Lauren; dlaczego Ania z Zielonego Wzgórza umiała odlaleźć szczęście, a do tego newsy ze świata sztuki, a nawet… rapu. No i zniżki do Waszych ulubionych marek kosmetycznych. Nazbierałam tych umilaczy, prawda? Plaża, Sopot i nasz zespół, który udaje, że pracuje. 
Wielozadaniowość to nasza specjalność ;). Sweterek Vigo nowym kolorze. A po mierzeniu zimowych płaszczy i gorącej dyskusji na temat nowej kampanii czas na ochłodę. Syrop z brzoskwiń robi się w moment – latem wyjdzie z niego lemoniada, a zimą najpyszniejszy napar. 

Składniki na domowy brzoskwiniowy syrop / lemoniadę: 
kilogram brzoskwiń 
2 cytryny 
3 łyżki brązowego cukru 
tymianek
lód i woda

A oto jak to zrobić: 
Do rondelka wlewamy 3 szklanki wody, wsypujemy cukier, wlewamy sok z dwóch cytryn i dodajemy umyte brzoskwinie pozbawione pestek i pokrojone na kawałeczki. Rondelek umieszczamy na kuchence i podgrzewamy na niewielkim ogniu, aż cukier się rozpuści. Doprowadzamy do wrzenia i gotujemy przez 2-3 minuty, a potem odstawiamy do wystudzenia. Syrop można zmieszczać z wodą i lodem lub zawekować na zimę. 

Niezawodne szkło z wieloletnią tradycją. Szklanki z kolekcji Fjord mają efektowną, chropowatą strukturę na dnie. Wyglądają bardzo elegancko, ale jednocześnie dobrze sprawdzają się na co dzień (wydają się delikatne, ale to zasługa projektu). Na zdjęciu wyżej możecie zobaczyć też dzbanek do kompletu. Taka lemoniada rozejdzie się w mig!

Cały komplet Fjord od Krosno (szklanki i dzbanek) wykonany jest z krystalicznie czystego szkła. Jeśli szukacie kieliszków lub innych szklanych elementów do mieszkania to pamiętajcie, że ta polska marka ma w tym temacie wielkie doświadczenie i własne tradycje. Kod rabatowy KASIA20 da Wam 20% rabatu na wszystkie nieprzecenione produkty i działa do 14 września. 

No to sprawdzamy, który ma za krótkie rękawy, a który w tym sezonie będzie już nosić młodsza siostra. Malujemy różowe jezioro. Lapis-lazuli? Błękit maryjny? A może królewski? Jak nazwać tę paletę niebiańskich barw, która rozpościera się nad Como, gdy słońce chowa się za alpejskimi szczytami? A schodząc na ziemię – opanowałam robienie naleśników z zamkniętymi oczami. Miało tu stać wielkie lustro, ale póki co jest tak (podobno żadna ze mnie influencerka skoro do teraz takiego nie mam). 
Chwilę trwało zanim załapałam reguły tej gry, ale moim dzieciom poszło to znacznie szybciej (o czym to świadczy – nie wiem). W każdym razie – jest super! Emocje i współpraca, których nie da dzieciom żaden pad.  Gra "Znajdź pluszaka" to nowość od Muduko

Gra dedukcyjna, w której dzieci nie rywalizują ze sobą, tylko bawią się razem i wspólnie zbierają wskazówki pozwalające rozwiązać zagadkę. Gra jest zalecana dla dzieci od 3 roku życia, ale ku mojemu zdziwieniu nawet dwulatka sporo rozumiała. Może sami chcecie spróbować? :) Z kodem PLUSZAK otrzymacie 20% rabatu na cały asortyment na stronie Muduko

1. Zabawy, które nic nie kosztują. // 2.  I miłe powroty do poszukiwań. //

Niech mi ktoś przypomni, z czyjego powodu postanowiłam w taką pogodę ruszyć za miasto na długi spacer? … już sobie przypominam.Gdy siedzę w szafie między zimowymi płaszczami i nagrywam podcast… Mój kanał dostępny jest do odsłuchania na iTunes i na Spotify – w tym miesiącu pojawiły się tam nowe odcinki i mam nadzieję, że za kilka dni wrócę do Was z kolejnym. Zaobserwujcie mój profil, aby nie przegapić nic nowego! Burza. Takie widoki sprawiają, że moje "jesienne ja" wygląda zza rogu i po cichu syczy "hygge". Bolognese i Harry Potter. I może padać bez końca.Och! Co za ulga, że pierwszy dzwonek jutro nas nie dotyczy!Na zdjęciu jeszcze o tym nie wiemy, ale tego wieczoru zobaczymy na niebie spadającą gwiazdę i w myślach powiemy życzenie. (Pasiasty golf to mój ideał, jutro wchodzi do sprzedaży.)Biegniemy do domu, co sił w nogach – goni nas ostatni letni deszcz!

Dobranoc :*

 

*  *  *

 

 

 

Last Month

Artykuł zawiera lokowanie marek Say Hi, Balagan, Bobux i Wydawnictwa Znak. 

 

  Od rana brzmi mi w głowie piosenka zasłyszana w radio. "To był maj, pachniała Saska Kępa szalonym, zielonym bzem…". Co prawda ten, który teraz prawie wchodzi mi przez otwarte okno do mieszkania jest soczyście fioletowy, a nie zielony, ale jego zapach faktycznie potrafi zbałamucić. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że maj to taki miesiąc, w którym najmilej się zakochać, bo dla natury to także czas pierwszej miłości. Wszystko jest nowe, świeże i jeszcze nie wiadomo, co się wydarzy. A dziś już wiem, że w maju wydarzyło się aż nadto. Liczba zdjęć chyba to potwierdzi! Zapraszam Was do długiej fotorelacji ze zwykłej/niezwykłej codzienności. 

Aby rozpocząć majowe historie według chronologii, cofam się wspomnieniami do Hiszpanii. To właśnie w pięknej i tajemniczej Andaluzji spędziłam tegoroczną majówkę. Są takie filmy, które wywołują we mnie jakąś dziwną mieszankę emocji – coś jak połączenie tęsknoty za czymś czego się nigdy nie poznało, wzruszenia i jednocześnie ekscytacji, że życie może być tak zaskakujące. No i że tak głęboko w środku każdy z nas marzy o tym samym, aby mimo wszelkim przeciwnościom móc być blisko osób, które kochamy najbardziej. Te filmy to przede wszystkim „Dom dusz”, „Angielski pacjent” i „Pożegnanie z Afryką”. Czy to przypadek, że wszystkie te historie dzieją się w krainach spalonych słońcem, na pustkowiach, gdzie łatwiej jest dostrzec to co najważniejsze? Pewnie nie. Andaluzja to miejsce, które świetnie wpisałoby się jako tło do kolejnej wielkiej epopei. Przez chwilę czułam się tu tak, jakbym sama stała się jej bohaterką. Ale tyczyło się to – na szczęście – tylko widoków i tej magicznej południowej atmosfery. Chciałabym, aby tak zostało jak najdłużej. 1. Dmuchane koła w kształcie koników, tęczowe okularki basenowe i pieluchy do kąpieli – wszystko to wraz z właścicielkami poszło się pluskać do wody. Mogę przez chwilę udawać na tym leżaku bezdzietną pannę ;). Uprzedzając pytania – klapki to Hermes, kosz jest z 303 Avenue, czarna kamizelka to oczywiście MLE, a okulary to Le Specs. // 2. Bujne drzewa oliwkowe, z których powstaje potem pyszna i intensywna w smaku Oliwa. // 

Gdy w kuchni szykuje się paella. 

Manipulacje w postaci buziaków dla mamy, podjudzanie młodszej siostry i symulowanie ucieczki z hotelowego pokoju – a wszystko po to, aby szybciej zaciągnąć rodziców na plażę. Udało się!Ciekawe czy klimat tego wnętrza udałoby się przenieść do mojej sypialni? Może czas na pościel w żywszym kolorze? A może trzeba się po prostu pogodzić z tym, że południowe światło współgra z żywymi kolorami inaczej?1. Moja wymarzona! W piątek wchodzi do sprzedaży, a ja mogę się tylko cieszyć, że już od miesiąca mam ją w szafie! // 2. Śpią! Obydwie! Ale… gdzie jest tata? Czyżby sam padł w trakcie usypiania? Czyżby czekała mnie godzina samotności na tarasie? Uwielbiam być mamą – to najpiękniejsza rola mojego życia ale… niezmienie też uwielbiam ten moment jak moje dzieci śpią ;). // 

Gdy ich torebki są fajniejsze niż moje…

1. Zapach wakacyjnej magii. // 2. Como estas? Estoy bien. Zwłaszcza gdy mam w ręku gorącego churrosa! / 3. Ach te drobne frezy! To surowe, niezabejcowane drewno! Ten kamień w formie progu! Mosiężna kołatka! Wspominałam już, że drzwi kamienic w starych miastach to moja mała obsesja? // 4. Zbieranie muszli to w pewnym sensie wakacyjna medytacja. // Małe waleczne stopy potrzebują dobrego wsparcia. Taki sam model kupiłam też dla naszego przedszkolaka. To już dla nas kolejny sezon z marką BOBUX.  W linku znajdziecie stronę, która pomoże Wam dopasować rozmiar.   1. A ta jest dla Ciebie! // 2. Walka o skarpetki przegrana. Skąd one już wiedzę, że do sandałów się ich nie nosi?! // 

Gdy stół do śniadania jest tak pięknie nakryty, to aż żal coś zamawiać.

1. Gdybym umiała pisać powieści, to moi bohaterowie mieszkaliby właśnie tutaj. // 2. Kolejny rok, kolejny dzień – ten sam kosz (303 avenue). // 

Hola!

Ulubiona forma zwiedzania z dziećmi? Włóczenie się! :)

Ten smak! Chciałabym odtworzyć, ale wiem, że to nie takie proste.

 Obiecałam sobie, że na tym wyjeździe zapomnę o pracy, a jeśli będę robić zdjęcia to tylko z wewnętrznej potrzeby. Tak więc, drugiego dnia skończyło mi się miejsce na karcie w aparacie, a trzeciego icloud w telefonie powiedział, że ma dosyć i chce podwyżkę. Ale to tylko potwierdzenie tego, co wiemy od zawsze. Ekspresja i twórczość potrzebują przestrzeni. 1. Zmiana perspektywy. // 2. Gdy wstaniesz na chwilę od stołu i zostawisz przy nim dzieci. // 3. Dobry filtr na twarz nałożony! // 4. Mam nadzieję, że za ten plasterek łososia przyniesiesz nam szczęście! // 

Gdy właściwie nawet nie podjęłaś takiej decyzji, ale krok po kroku jesteś coraz bliżej wegetarianizmu. 

No i powrót do domu, a w nim masa rzeczy do zrobienia. Zaczynamy od naprawy naszej ogrodowej huśtawki. 

1. Królowa zadowolona. // 2. Wiosna w rozkwicie – wersja słodka. // 3. Wyciągam z szafy ulubione letnie sukienki. Ta przetrwała próbę czasu. // 4. Prace ogrodowe. Zaraz, zaraz, czy ja dobrze widzę? Kto podlał magnolię płynem do robienia baniek?! // I znowu Bobux – z tymi sandałkami się teraz nie rozstajemy. Jeśli zastanawiacie się nad ich zakupem to z kodem 20MLE otrzymacie 20% rabatu na buciki ze sklepu Bobux a z kodu możecie korzystać do 4 czerwca (do końca dnia). Jaki cudowny próbnik kolorystyczny na nasze jesienno-zimowe swetry! A gdzie są próbki szarości, czerni i bieli? ;)Wieczór. Ten czas po kolacji, ale jeszcze przed kąpięlą. Krzątamy się po domu, w dobrych humorach, bo zaraz przyjdzie czas odpoczynku. I już rano! Dziś na sportowo? A może skorzystam z pogody i wskoczę w szorty? Dylematy, na które właściwie nie mam czasu.Następne pytanie! Na zielono czy żółto? Warzywa czy owoce? Ten kto mnie zna wie, że śniadanie dla mnie jest po lewej. Kolejny pojedynek zieleń vs. żółć. Albo raczej: mat vs. błysk. Dziś wybieram to pierwsze, bo dzień jest upalny i zależy mi, aby makijaż wytrzymał do wieczora. Te dwa kremy to produkty od marki SAY HI. Ten żółty daje piękny efekt nawilżenia i nie uczula nawet bardzo wrażliwej skóry (używałam go razem z mężem zimą i z przyjemnością do niego wrócę). Od kilku dni mamy w Sopocie prawdziwe lato i uznałam, że to dobra okazja aby zacząć testować zawartość tego zielonego słoiczka – ma bardzo odświeżający zapach i po jego nałożeniu skóra jest ładnie zmatowiona (ale nie daje uczucia ściągnięcia). Co ważne – substancje w kosmetykach są naturalne i wegańskie, kosmetyki nie są testowane na zwierzętach. Marka nie używa folii przy wysyłce ani żadnego plastiku. Przekazuję Wam kod na zakupy, gdybyście same chciały przetestować te produkty. Wpiszcie MLE20 przy dokonywaniu zakupów, a dostaniecie 20% zniżki (kod jest ważny do końca czerwca).

Naprawdę nie spodziewałam się, że ten model będzie wyglądał na żywo aż tak ładnie! Ja wybrałam rozmiar 37 i jest idealny. Buty są też zaskakująco wygodne – skórka jest delikatna, a obcas dobrze wyprofilowany. Żadnych obtarć przy pierwszym noszeniu. To oczywiście polska marka BALAGAN.

Portos próbuje zasugerować, że chce nagrać swój własny tutorial pod tytułem "make up no make up".
Czerń i granat. Tak czy nie? A co do tych butów, marka BALAGAN przygotowała ponownie kod -20% na cały nieprzeceniony asortyment. Wystarczy podać kod MLE20 (kod ważny do 14 czerwca).Jeśli spytalibyście naszą rodzinę, kto najchętniej wyszukuje książek do czytania na dobranoc, to z całą pewnością wszyscy wskazaliby na mnie. Uwielbiam wracać do tych z mojego dzieciństwa, a jeśli kupuję coś nowego, to bardzo krytycznie się przyglądam. Czy ma ilustracje? Czy jest mądra? Czy dobrze napisana? Czy zaciekawi małe dzieci? Czy jest ładnie wydana? W przypadku tej książki wszystkie odpowiedzi brzmią: TAK.
Być może obiła Wam się już informacja o książce dla dzieci, której autorką jest nie kto inny a Natalie Portman. W jej wydaniu klasyczne historie mają nie tylko ponadczasowe przesłanie, ale też mnóstwo odwołań do współczesności:  zając przechwala się modnym dresem, jedna ze świnek je chińszczyznę zamówioną na wynos, podczas gdy druga dba o planetę, a mysz domowa próbuje wyciągnąć mysz polną na imprezę. Do tego błyskotliwy przekład Michała Rusinka, który już nie raz udowodnił mi, że słowo czytane na głos rządzi się innymi prawami i wymaga specjalnego traktowania. Często mam wrażenie, że niektóre bajki powinni czytać także dorośli. 1. "Noc muzeów" to nasza tradycja. Dziś już trochę robimy miejsca młodszym i po Muzeum Narodowym w Gdańsku uciekamy na randkę. To właśnie tutaj można zobaczyć na żywo słynne dzieło Memlinga "Sąd ostateczny".Prześwitujące body z organzy wygrało plebiscyt na ulubiony strój wieczorowy (jest marki Undresscode, możecie je też znaleźć na Modivo).  1. "Pobożni i cnotliwi" to tytuł wystawy tymczasowej w Muzeum Narodowym w Gdańsku. // 2 i 3. Restauracja "Mielżyński" na terenach starej stoczni gdańskiej. Lubimy tu przychodzić. // 4. "Jak kradniesz mi ten makaron, to chociaż nie ubrudź sobie rękawa!"  // Szparagi. Moja domowa wersja z jajkiem wygląda zdecydowanie mniej szykownie. Miejsce dla gdańszczan szczególne.A tu kulisy pracy, które rzadko pokazuję, bo nie mam wtedy zwykle czasu aby sięgać za telefon. MLE i La Ronde jak każde przedsięwzięcie potrzebują zaangażowania – mamy cudowny zespół i to także dzięki niemu z miesiąca na miesiąc jestem z tych marek coraz bardziej dumna. Sesja produktowa – ubrania potrzebują odpowiednich dodatków, o które dbają nasze stylistki. 
Godziny spędzone w studiu to w naszej pracy standard. (Sukienka Asi po prawej to Arras, a buty są z Zary.)A to sukienka, którą noszę bardzo często (nawet w tym wpisie pojawia się kilkukrotnie). To nasz absolutny bestseller, a ponieważ od zadowolonych Klientek otrzymujemy wiele pozytywnych recenzji to postanowiłyśmy doszyć więcej sztuk. Tutaj możecie się zapisywać. Mała retrospekcja z Warszawy! Cudowny, szalony dzień w super towarzystwie!
Nowa torebka? Nie tym razem ;). W środku znalazłam piękny album o historii najsłynniejszych zapachów. 
 Źródła każdej niemal legendy skrywają jakąś tajemnicę, a miejsca ich narodzin są zazwyczaj trudno dostępne, trochę zagadkowe, owiane swoistą aurą mistycyzmu i zapachem natury i przeszłości. Wiem, że nie zawsze to łatwa sprawa, że nie każda mama może, nie każda chce. Gdy przyszłe mamy pytają mnie o karmienie piersią to szczerze odpowiadam – warto próbować. Od dawna wiemy, że naturalny pokarm jest dla dziecka najzdrowszy, ale czy wiedziałyście, że naturalne karmienie to także wymierne korzyści zdrowotne dla kobiet? Tutaj znajdziecie naukowe potwierdzenieMorele. Nie każdemu smakują, ale ja je uwielbiam. Przypominają mi trochę owocowe wersje pączków – to pewnie dlatego. W tej szklanej wazie wyglądają jak dzieło sztuki – zresztą ta waza (czy może raczej patera?) to naczynie, w którym wszystko wygląda ładnie. Proste linie, gładkie zatopione obrzeże i wysokiej jakości przejrzyste szkło pasuje zarówno do nowoczesnej, jak i klasycznej zastawy.To tylko kilka kadrów z wielu w moim telefonie, które powstały przy okazji pieczenia słynnego morelowego ciasta. Gdy po raz pierwszy dzieliłam się z Wami tym przepisem tutaj, to żadne małe rączki jeszcze mi nie pomagały więc czas przygotowania był szybszy :D. Pomoc to sprawa drugorzędna – mamy tu kolejkę do oblizywania łyżki wymazanej w roztopionej białej czekoladzie…… dokładnie tej tabliczki.

BANALNE CIASTO JOGURTOWE Z MORELAMI

(lub innymi owocami, jak kto lubi)

Skład:

(forma o wymiarach 20 na 30 cm, można użyć okrągłej)

3 jajka

200 g mąki pszennej

150 g cukru pudru

120 ml oleju roślinnego

1 mały jogurt naturalny

1 tabliczka białej czekolady

1/2 kg moreli

skórka z 1 cytryny

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżeczka naturalnego aromatu z wanilii 

A oto jak to zrobić: 

1. Morele dokładnie myjemy, kroimy w połówki i usuwamy pestki. 2. Jajka z cukrem pudrem ubijamy na puszystą masę. 3. Do małego rondelka dodajemy łyżkę oleju i na małym gazie rozpuszczamy białą czekoladę (nie chce mi się tego robić w kąpieli wodnej, więc garnuszek trzymam na ogniu dosłownie kilkanaście sekund, potem stawiam obok – delikatne ciepło sprawi, że czekolada się rozpuści ale nie przypali).
4. Do jajek i cukru dodaję jogurt, aromat waniliowy, skórkę z cytryny i pozostały olej, dokładnie mieszam. Wsypuję powoli mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia. Dodaję rozpouszczoną czekoladę. Po połączeniu wszystkich składników, włączam piekarnik na 180 stopni. Formę wykładam papierem do pieczenia. Lubię gdy w cieście jest dużo owoców, więc wykładam nimi najpierw spód blachy (tak aby się nie stykały), zalewam ciastem i dodaję resztę (zawsze przekrojoną częścią moreli do góry, w przeciwnym razie w trakcie pieczenia sok pójdzie w dół i może za bardzo rozwodnić ciasto). Pieczemy ok. 40-45 minut (do momentu, aż pośrodku będzie lekko ścięte). Jeśli zobaczycie, że ciasto za bardzo przypieka się od góry, to zmniejszcie temperaturę to 150 stopni. Przed podaniem posypujemy cukrem pudrem.

Zarówno waza z wcześniejszego zdjęcia z morelami, jak i szklana patera z kloszem są z kolekcji Glamour KROSNO. Zostały wykonane z dbałością o każdy detal przez najbardziej doświadczonych hutników. Nasze ciasto nie jest może zbyt zjawiskowe ani eleganckie, ale przy takim anturażu nawet ono przezentuje się dostojnie. Bardzo się cieszę, że w Polsce produkowane są tak świetnie gatunkowo rzeczy i z przyjemmnością polecam produkty od KROSNO. Z kodem KASIA 20 dostaniecie rabat na zakupy w sklepie krosno.com.pl (jest aktywny do 10 czerwca).Pierwsze plażowanie za nami. Musimy znaleźć jakiś sposób, aby częściej móc tu przychodzić. Biała lniana koszula i dżinsy. Ale jestem nudna. Znam doskonale wszystkie te wymówki pod tytułem „nie mam kiedy czytać”. Ba! Sama dopisuję do tej długiej listy nowe pozycje. A jednocześnie wiem doskonale, że jeśli trafię na coś genialnego, to zyskam nagle magiczne moce (a może po prostu odpowiedni stopień motywacji) i niespostrzeżenie, to tu, to tam, jakoś tak wyjdzie, że 250 stron pyknę w jeden wieczór. Czy następnego dnia zasypiam na stojąco robiąc poranny makijaż? Być może. Ale czasem warto zarwać noc, aby dać się porwać epopei noblisty. „Noce zarazy” opowiada o dwoistości ludzkiej natury, o tym, do czego doprowadza utracona wolność, o tym jak groźne jest nadużywanie władzy i ograniczanie praw, o propagandzie i strachu, który ją karmi. I chociaż „Noce zarazy” można by po prostu uznać za świetny kryminał o fikcyjnej wyspie Imperium Osmańskiego, na której wybucha epidemia dżumy, to ciężko nie dostrzec, że literacki świat Orhana Pamuka stawia przede mną aż nazbyt aktualne pytania i każe sądzić, że to tak naprawdę współczesna powieść o nas samych.
Sprawdzony sposób na to, aby namówić dzieci na spacer? Wystarczy powiedzieć, że to jest ten moment, kiedy trzeba posprzątać pokój…… i oporny przedszkolak sam rzuca się do ucieczki.Biuro marzeń! Co prawda tylko przez krótki czas, ale i tak było miło! W maju MLE przeniosło się do niesamowitej przestrzeni stworzonej przy udziale @comune.obj czyli @thegoodliving.co i @lexavala. Wrzeszczańska Willa Putkamerów zyskała świeżego ducha, bo w mieszkaniu na parterze, stworzono pop-up z meblami marki @thegoodliving.co oraz z pracami zaprzyjaźnionych artystów. The Good Living&Co powstała w Chojnicach a Lexavala w Nowym Sączu. O ich działałności napisał nawet Vogue Living! "Właściciele marek są jednocześnie głównymi projektantami a ich wspólną cechą jest między innymi zamiłowanie do tworzenia w metalu, przywiązanie do perfekcjonizmu oraz funkcjonalizm. Flagowym modelem marki Lexavala jest lampa Oblivion w kształcie prostopadłościanu, w której zastosowana technologia pozwala. 98% odwzorować naturalne światło. Marka The Good Living natomiast bardzo lubuje się w metalu – z czarnej polerowanej stali uzyskują srebrne komody i krzesła, z falujących prętów – kute parawany. Zimny metal chętnie łączą z tapicerowanymi walcami. Meble projektantki – Moniki Szyca-Thomas to abstrakcyjne obiekty, geometryczne formy zmieniające wnętrze w plastyczną kompozycję."Dostawa świeżego bzu i biurko "marzenie". No i sukienka Alken od MLE.A tu przestrzeń zespołu MLE od kuchni. Tworzenie treści i zdjęć na bloga i mój Instagram to zwykle praca z domu, w pojedynkę, z aparatem w dłoni, albo z dziećmi biegającymi wokół nóg. Ale gdy chodzi o MLE i La Ronde to czasem mam wrażenie, że w 10 minut z kury domowej muszę zmienić się w bohaterkę filmu "Diabeł ubiera się u Prady". I chyba lubię te kontrasty. Co robią koleżanki z pracy, gdy masz zły humor? Traktują to jako wymówkę, aby kupować słodycze! Z najbliższymi chcemy się dzielić tylko tym, co najlepsze. Jeśli chciałabyś pokazać mamie coś nowego, albo jeśli Twoja córka poszukuje swojego stylu i chcesz jej w tym pomóc, to dziś jest najlepsza okazja, aby powiedzieć najbliższym kobietom o MLE. Uczciłyśmy hucznie Dzień Mamy i z tej okazji po raz pierwszy ruszamy z promocją dla tych z Was, które do tej pory do nas nie zaglądały. Dla wszystkich nowych użytkowniczek mamy kod „MLEMAMA” na -25%. Dla mam, córek i każdej kobiety, która wierzy w to, że idealne ubrania naprawdę istnieją. Z kodu możecie korzystać jeszcze dzisiaj (1 czerwca) do końca dnia. A tuż obok biura – sala balowa! Stary Wrzeszcz kryje w sobie piękne tajemnice. 
Nie wiem czy ze mną jest coś nie tak (to znaczy „coś nie tak” jest na pewno, ale czy w tej kwestii to „nie tak” jest dużo silniejsze niż u innych?) ale Dzień Mamy to dla mnie od dawna huśtawka emocji i to nie zawsze tych łatwych. Mam ogromne szczęście, że wychowywała mnie (i chyba nadal trochę wychowuje gdy trzeba) najkochańsza mama na świecie, a i moja relacja z córkami jest taka o jakiej zawsze marzyłam (nawet jeśli nie zawsze jest idealna). A mimo tego wszystkie wzruszenia na przedszkolnych przesłodkich przedstawieniach podszyte są jakimś niewypowiedzianym żalem, że czas ucieka tak szybko. Że przed chwilą to ja robiłam laurki dla mamy, a dziś to ja je dostaje. Za to moja mama musi czekać na Dzień Babci aby dostać swoje. Że tak niepostrzeżenie to wszystko płynie, a to co wydaje się niezmienne jest w gruncie rzeczy tak kruche. Zalatana ale szczęśliwa!A tu już moje cztery kąty – wciąż w fazie remontu, ale już coraz bliżej końca. Jak to mawiają fachowcy "nie obiecuję, ale do Wigilii powinniśmy skończyć".  

Zaległe prace domowe to mój stary sposób na to, aby chociaż na chwilę odzyskać spokój. Mieliśmy zostawić to piłowanie i wiercenie na weekend, ale zmieniono nam plany. Wiem, że nie zaglądacie tutaj po to, aby czytać o cudzych problemach, a ja szukam wsparcia wśród najbliższych – nie w internecie. Dlatego zamiast użalać się nad sobą powiem tylko, że bardzo dziękuję za Wasze życzliwe słowa – gdy ma się wrażenie, że cały aparat państwa próbuje zniszczyć ukochaną ci osobę docenia się każde wsparcie. Mam nadzieję, że w niedzielę w Warszawie spotkam wiele z Was, a tymczasem cieszę się, że mogłyśmy spędzić tutaj razem kilka miłych chwil. Niech ten nadchodzący czerwiec będzie dla Was dobry!