If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Last Month

   Gdy cofnęłam się w galerii zdjęć mojego telefonu do początku sierpnia, to aż nie chciało mi się wierzyć, że tyle rzeczy wydarzyło się w ciągu kilku tygodni. Przypominam sobie palące słońce w Normandii i błogie wieczory z kieliszkiem francuskiego wina w dłoni, a potem przyrównuję to sobie do wczorajszej pogody urywającej głowy i mam wrażenie, że to jakieś dwie odmienne pory roku. Wakacje skończyły się z przytupem i gdyby nie perspektywa nowych projektów i wyzwań, to żal by mi było, że w tym roku już nie pójdziemy z moją córeczką na plażę w Sopocie, turniej badmintona na "największą liczbę odbić" nie zostanie rozstrzygnięty, a rowery trzeba będzie schować do piwnicy. Taka kolej rzeczy oczywiście i ten jeden dzień smutków zostanie zaraz stłamszony przez wielką michę spaghetti bolognese, wieczory z puzzlami i maraton Harry'ego Pottera. Co ja plotę – jesień to tak naprawdę moja ulubiona pora roku (ale tak poza tym, to wszystko ze mną w porządku ;)) i mam nadzieję, że na blogu będzie to widać! Tymczasem czeka na Was naprawdę bogata fotorelacja z ostatnich tygodni wakacji. 

Szykujemy nasze ulubione letnie śniadanie. Truskawek już nie ma, ale gruszki z cynamonem też będą niezłe!

1. Początek sierpnia spędziłam na wyczekanym urlopie. Podróżowanie wygląda teraz jednak trochę inaczej… // 2. A już myślałam, że nie uda się zrealizować naszych planów! // 3. Plaża w Normandii. Jedyna w swoim rodzaju. // 4. Nie znoszę się pakować! I zawsze o czymś zapomnę. //

Tym razem omijaliśmy restauracje szerokim łukiem i gotowaliśmy sami. 

1. Coraz bliżej. W drodze do Saint Michel. // 2. Najlepsza pamiątka – po każdym odpływie można było znaleźć mnóstwo pięknych muszelek. // 3. Praca na wakacjach z moją małą asystentką. Jeśli nie miałyście okazji, to w tym wpisie możecie zobaczyć więcej zdjęć. // 4. Udoskonalam skoki na bombę. //

Popołudniowe słońce, senne spojrzenie i różowy pegaz. 

1. Zbudowaliśmy zamek z piasku. Zaraz zniknie pod wodą. // 2. Raczej nie widać tego na zdjęciu, ale właśnie tutaj, w trakcie taplania się w basenie doszłam do połowy książki, którą zawsze chciałam przeczytać (Hrabia Monte Christo). Audiobooki to wielkie odkrycie tych wakacji! // 3. Faktury, struktury i beże. // 4. Gdy na stół trafia słodki deser radość jest niewyobrażalna. Kto by się tam przejmował łyżką czy widelcem. //

Koronaselfie. 1. Moje jedyne uzależnienie. // 2. O takim przejściu między domem a tarasem marzę. // 3. No i to są wakacje! // 4. Odrobina banalnych zachodów słońca jeszcze nikomu nie zaszkodziła. //W miejscu, do którego pojechałam, nie było nie tylko ludzi, ale też zasięgu. I chyba to i lepiej. Zamiast ciągłego weryfikowania liczby zakażeń na pomorzu zapewniłam sobie pandemiczny nastrój lekturą. „Dziennik roku zarazy” o epidemii dżumy wygrzebany z biblioteczki mojej mamy pasował jak ulał. Ale od razu uprzedzam, że to bardziej ciekawostka historyczna niż wciągająca powieść ;). Tak – mam wszystkie miski i talerze z innej parafii. Miody z kolei kupuję w Apimelium. Kilka z Was pytało mnie o miodową paczkę, o której kiedyś pisałam i miło mi Was poinformować, że wróciła ona w nowej odsłonie (pasieka Apimelium kontynuuje ideę regularnych dostaw kremowanych pysznych miodków). Dodatkowo mam dla Was niespodziankę w postaci kodu rabatowego, dzięki któremu nabędziecie miodową paczkę za 89 zł (zamiast 99 zł). Wystarczy, że użyjecie hasła MLE (kod jest ważny do 4 września). Radzę zrobić zapas na jesień i schować dobrze przed łasuchami! Z początku myślałam, że tę książkę szybciej przeczyta moja córeczka niż ja, ale po kilku stronach zmieniłam zdanie. Publikacja jest dedykowana wszystkim, w każdym wieku. Cóż to była za przyjemność poczytać o różnicach między naturalizmem, a realizmem, dowiedzieć się o kulisach tworzenia najsłynniejszych europejskich teatrów i poznać sylwetki wielkich twórców. Cała książka napisana jest bardzo przystępnym językiem i naprawdę przy niej odpoczęłam. Jeśli sami tęsknicie za czymś lekkim, a jednocześnie niegłupim, to polecam Wam "Jak ugryźć teatr współczesny" autorstwa Tomka Żarneckiego i Gosi Kulik. 1. Historia teatru w pigułce. // 2. Miodowa paczka od Apimelium wreszcie przybyła i wraz z moimi Puchatkami będziemy testować zawartość słoiczków. // 3. Sięgamy już coraz wyżej i w końcu pasują na nas kalosze! // 4. Z czym najchętniej pijecie herbatę? //A Wam co serwują na śniadanie? U nas można połamać zęby, ale i tak zjadamy wszystko ze smakiem.1. Dzień dobry Panie Portosie! Dziś są Twoje czwarte urodziny! Z tej okazji przypominam niezwykle popularny blogowy artykuł o tym, jak Portos zdobył Europę. // 2. Suszymy wakacyjne bukiety. // 3. Słońce wstało, ale ja jeszcze trochę podsypiam. // 4. Poranne czytanie bajek. //Ten kubełek (który zresztą mogłyście zobaczyć w tym wpisie) jest od marki Balagan. Dodałam do niego jedwabną apaszkę Meshi, która trochę podkręca moje biało-czarne zestawy. Można ją również zawiązać jako opaskę na włosy albo nosić klasycznie na szyi. W ofercie są jeszcze inne wzory, a wszystkie powstały we współpracy z cenionym polskim ilustratorem – Tomkiem Opalińskim.Nie wiem jakim cudem udało nam się to wszystko przytaszczyć na plażę w Sopocie. Na szczęście było wiele rąk do pracy! Za wcześnie na cokolwiek. Takie pustki na plaży w sezonie mogą oznaczać tylko jedno – jest grubo przed siódmą rano. Jednym z naszych flagowych produktów będzie tej jesieni ten długi płaszcz. 1. Z jednej strony naprawdę uwielbiam te sesję wizerunkowe dla MLE, a z drugiej, to po prostu kupa roboty. // 2. Spakowana! // 3. Nawet nie wiecie jak się naszukałam tych pięknych hortensji… na szczęście uratowała mnie Pani z niezawodnego Narcyza. // 4. Piękna Asia w garniturze, który pokazywałam Wam ostatnio we wpisie "Look of The Day". //Założycielki MLE Collection patrzą z nadzieją na nadchodzący sezon… Czy ktoś kiedyś nie powiedział, że kto z kim przystaje takim się staje?Niestety, repertuar naszych pozycji jest dosyć ograniczony i czasem się powtarza…1. Powrót do domu. I do dobrze zaopatrzonej biblioteczki. // 2. Walizka rozpakowana. To wychodzi nam znacznie lepiej! // 3. Lato w Gdańsku (choć wygląda niczym z paryskiej alejki). // 4. Nie ma mnie tu! Ta ręka służy tylko do włączania kolejnej drzemki. //A to zestaw od NAGO1. Nowości od marki Sisley. // 2. Puchate niczym chmury. // 3. Odpoczywamy w Park Cafe w Konstancinie. // 4. Jeden z kilku powodów, które sprawiają, że cieszę się na zimną jesienną szarugę – swetry z MLE. //Wieczorna aranżacja szafki nocnej. W takiej wersji również bardzo mi się podoba. 1."Proszę nam zarezerwować najlepszy stolik w mieście!" // 2. Tak. To moja najważniejsza rola i najpiękniejsze chwile. // 3. Ten krem ma super skład i zapach niebios. // 4. Wieczór w sierpniu. Książki, gruba warstwa kremu na rękach i kwiaty z łąki, które, no cóż… szybko kończą swój żywot. //Jeśli na bieżąco śledzicie mojego bloga, to wiecie, że markę Bioecolife pokazywałam Wam już nie raz, więc polecam ją z czystym sumieniem. Krem kojąco-nawilżający do twarzy z aloesem i ogórkiem to prawdziwa uczta dla skóry. Składniki aktywne kremu to: hydrolat z igieł sosny, wyciąg z pestek ogórka, olej arganowy, sok z liści aloesu, olej jojoba, ekstrakt z pestek arnoty właściwej, witamina E, olej z pestek słonecznika. Krem ma też bardzo dobry stosunek ceny do jakości. Moja pomoc jest już tutaj zbędna.Pierwsza nasza randka we dwoje od dawna (bo tych we trójkę mamy co nie miara). O restauracji Treinta Y Tres, mieszczącej się na ostatnim piętrze budynku Olivia Star, słyszeliśmy już dawno temu i trochę wstyd, że ja – gdańszczanka z urodzenia – trafiłam tu tak późno.  
Niesamowity widok na Trójmiasto w pięknej oprawie.Wnętrze restauracji zostało zaprojektowane przez pracownię Sandry Taruelli. Z kolei szef kuchni to utytułowany hiszpański restaurator Paco Perez, który na swoim koncie ma już pięć gwiazdek Michelin. Dobranoc. Wracamy do pieluch, ale jeszcze tu zawitamy!Buciki dla dzieci to dla mam często niemniej kontrowersyjny temat niż karmienie piersią. No dobrze, trochę przesadzam, ale to naprawdę ważna rzecz, aby maluch miał dobrze trzymające stopę buciki. Mamy trochę par z sieciówek, ale niektóre z nich nie nadają się na dłuższe spacery. Jeśli więc są tu mamy, które szukają czegoś naprawdę solidnego, to gorąco polecam polską markę Mrugała (i to nie jest reklama). 

Złoto i czerń. 

Sopocianie już czują ten wiatr z północy. W tym wpisie znajdziecie więcej zdjęć i cały opis stroju.Z moją małą kucharką. Dostałyśmy od kochanej teściowej zapas jabłek, więc upiekłyśmy wspólnie pierwsze jesienne ciasto!1. Lody pasują do wszystkiego. // 2 i 3. Dobre, bo polskie. // 4.Tylko ja i mój kawałek ciasta.  //Cały przepis pochodzi z fantastycznej książki Elizy Mórawskiej – "O jabłkach".1. Jak stary obraz. // 2. Jeszcze gorące! // 3. Czysta biel. // 4. Gdy chodzi o jedzenie Portos jest zawsze na posterunku. //Moje ukochane Kaszuby. I ostatni dzień w tym składzie, bo tata wrócił już do pracy w Brukseli. Gdybym umiała, to zaśpiewałabym teraz "już kormorany odleciały stąd", ale lepiej dla innych, że potrafię się powstrzymać…Jestem w niebie!1. Ostatnie chwile wakacji. // 2. Kaszubskie akcenty. // 3. Pogoda w kratkę, sweter w paski. // 4. Podziwiamy ostatnie letnie krajobrazy. // Pozdrawiamy i czekamy na babie lato!

*  *  *

 

Trzy książki do poduszki, trzy książki dla dzieci i kilka innych lipcowych umilaczy

   Jak wygląda mój wymarzony lipcowy wieczór? Pół godziny bujania na hamaku i czytanie historii Eli i jej psa. A później, gdy trzeba będzie już wracać do domu i powoli myśleć o łóżku, talerz jeszcze ciepłych jagodzianek, szklanka mleka, świeża „zimna” pościel i chociaż kilka stron prawdziwej, poważniejszej literatury, gdy brzdącowi śnią się już bajkowe stwory.

   Lipcowe „umilacze” to idealna okazja do zrecenzowania kilku książek – dla dzieci i dla nas. Pozwólcie, że zacznę od tych dla dorosłych (tak aby nie zniechęcić Czytelniczek, które nie mogą już słuchać o dzieciach ;)), a między wierszami podzielę się z Wami wartymi uwagi linkami – idealną, „nie-sieciówkową” pościelą i ulubionymi białymi sukienkami dla mnie i dla małej. Ach, no i dwoma sprawdzonymi przepisami na jagodzianki!

1. „Sapiens. Od zwierząt do bogów” Yuval Harari.

    W maju polecałam Wam książkę „21 lekcji na XXI wiek” Yuvala Harariego – traktującą o wyzwaniach współczesności w kontekście historycznych doświadczeń ludzkości. W praktyce mówiąc językiem filmowym, niczym George Lucas z Gwiezdnymi Wojnami, zaczęłam od końca – bo ta pozycja to ostatnia z trzech głośnych książek tego autora. Od razu się usprawiedliwię – kolejność ich czytania nie ma żadnego znaczenia. „Sapiens. Od Zwierząt do Bogów” różni się od „21 lekcji” tym, że jest to książka historyczna, opowiadająca o rozwoju ludzkości od czasu pojawienia się gatunku Homo Sapiens na ziemi do czasów dzisiejszych (i według mnie jest chyba lepsza niż tytuł, który polecałam Wam ostatnio). Na tym różnice się kończą. „Sapiens”, podobnie jak „21 lekcji” czyta się jednym tchem, hipotezy autora są pociągające, choć często obrazoburcze (ale sprawiedliwe, bo Harari w równym stopniu dezawuuje religie, systemy gospodarcze czy liberalne dogmaty). Tutaj muszę zrobić pewne zastrzeżenie – pozycję tę należy traktować jako zachętę do otwartego myślenia, stawiania mądrych pytań i zbiór bardzo ciekawych, ale ciągle hipotez. Wiele zaproponowanych przez Harariego rozwiązań problemów historycznych budzi kontrowersje wśród jego kolegów historyków, antropologów czy kulturoznawców, choć wszystkie opierają się na uznanej bibliografii czy badaniach archeologicznych. Sam autor zresztą zastrzega wielokrotnie w tekście, że przy skąpych materiałach źródłowych, na przykład dotyczących czasów przed starożytnych, skazani jesteśmy na spekulacje i snucie domysłów.

2. "Wyzwanie Stoika" William B.Irvine.

   Kontynuując klimat filozoficznych rozważań proponuję – z kolejną książką – skierować uwagę na nas samych. Filozofia to nie tylko rozważania teoretyczne o pochodzeniu i przyszłości ludzkości, ale także źródło całkiem praktycznych rozwiązań codziennych problemów. Nie przepadam za książkami „samodoskonalącymi” więc z początku byłam sceptyczna, ale ta pozycja nie jest typowym coach-owo-motywującym laniem wody. Myślę, że będziecie nią bardzo mile zaskoczone. Wyzwanie Stoika Williama Irvine’a to poradnik radzenia sobie z codziennymi przeciwnościami, a w zasadzie z będącą ich efektem złością. Wszystko to za pomocą metod opracowanych w starożytności m.in. przez Senekę, Marka Aureliusza czy Chryzypa – czyli współtwórców ruchu filozoficznego znanego pod nazwą Stoicyzmu. Ich przemyślenia, połączone z osiągnięciami nowoczesnej psychologii, składają się razem na spójną i łatwą do wprowadzenia (przynajmniej w założeniu) metodę radzenia sobie z własnym gniewem, złością i smutkiem. Książka tą polecam wszystkim tym, którzy po uderzeniu małym palcem w mebel nie mogą się powstrzymać i muszą mu „oddać”, potrafią zwyzywać w samotności kierownictwo sieci komórkowej po piątym przerwanym połączeniu, a przejazd samochodem przez miasto łączą zawsze z tyradami przekleństw na innych kierowców.  Trochę jednak infantylizuję, bo ta książka w żadnym wypadku nie sprawia wrażenia trywialnej. Profesor Irvine w wyjątkowy sposób łączy naukę z prawdziwym życiem, a książkę czyta się jednym tchem. 

„Musisz ją przeczytać! I musi ją przeczytać Twój brat! I tata! W ogóle wszyscy powinni ją przeczytać” ta wypowiedź to wyjątkowo wyczerpująca recenzja mojej bratowej na temat książki "Wyzwanie Stoika", którą zafundowała mi, gdy zapytałam ją o opinię na jej temat, i z którą (już po wykonaniu rozkazu Ani) jak najbardziej się zgadzam. A tak na poważnie – to krzepiąca, mądra i wciągająca pozycja, którą gorąco polecam. (muszę tu wspomnieć o perfekcyjnie wykonanej pracy edytorskiej – oczywiście, że najważniejszą robotę zawsze wykonuje autor, ale format tej książki, czcionka, jej rozmiar, rozplanowanie na stronie jeszcze bardziej uprzyjemniło mi tę lekturę).  

3. „Historia piękna” Umberto Eco.

   Obie powyższe książki czyta się łatwo i szybko. Ale czy łatwość czytania musi być warunkiem dobrej lektury? Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie, warto sięgnąć po „Historię Piękna” Umberto Eco. Autora nie muszę chyba przedstawiać. Włoski filozof i pisarz, autor światowego bestselleru „Imię Róży” (kto nie czytał ten gapa) ma na swoim koncie kilkadziesiąt prac naukowych i esejów. Jednym z nich jest „Historia Piękna” – książka o encyklopedycznym charakterze, w szczegółowy, ale jednocześnie finezyjny sposób odnosząca się do rozwoju zmian idei piękna, ilustrowana setkami grafik, obrazów i fotografii. Według mnie, pozycja obowiązkowa dla każdego, kto interesuje się – w profesjonalnym tego słowa znaczeniu – estetyką, a więc fotografią, modą czy makijażem. Nie jest to książka w typie powieści. Jej encyklopedyczno – podręcznikowy charakter przekłada się na konieczność skupienia umysłu podczas lektury. Nierzadko trzeba będzie cofnąć się o kilka stron by spojrzeć na wspomniany szczegół na grafice, czy przeczytać jeszcze raz przywołany później fragment, by przemyśleć go w innym, nowym kontekście. Eco piszę jednak o sztuce tak, że nawet laik bez problemu wyłapie wnioski autora. Tę książkę „podczytuję” sobie od kilku miesięcy, bo nie jest to pozycja „na raz”. Lubię mieć do niej odpowiedni nastrój i czysty umysł, aby móc analizować każdą myśl i bez pośpiechu przyglądać się dziełom wielkich twórców. 

"Historia piękna" Umberto Eco na ulubionej lnianej pościeli. 

   Polecane przeze mnie dzisiaj książki dla dzieci to bardzo subiektywny wybór. I bardzo niestabilny, bo właściwie z tygodnia na tydzień jedne wypadają z podium, a inne z impetem zajmują pierwszą pozycję. Pozwólcie więc, że z czasem będziemy aktualizować nasze wybory.

1. „Moja babcia, mój dziadek” Małgorzata Swędrowska, Joanna Bartosik.

   O książkach dla dzieci mogłabym gadać i gadać. Chętnie opowiedziałabym Wam o tym, jakie książeczki ja kochałam, gdy byłam dzieckiem i jak bardzo się cieszę, że moja mama, szepcąc przed laty pod nosem „może będzie kiedyś dla Twoich dzieci” przetrzymała jednak tę „Martynkę i Przyjaciół” pod łóżkiem. Albo o tym, dlaczego stare baśnie nie raz sprawdziłyby się w nowym świecie lepiej niż większość kreskówek na dziecięcych kanałach.  Nie będę jednak zanudzać Was moimi refleksjami (błagam! Napiszcie w komentarzach, że jednak byście chciały!) i spróbuję ograniczyć się do kilku zdań polecenia książeczki „Moja babcia, mój dziadek” od bardzo fajnego wydawnictwa Wytwórnia. Ostrzegam, że książeczka w nas – dorosłych – może wywołać nieopanowaną lawinę wzruszenia i łez, ale dla naszych dzieci będzie po prostu pięknie wydaną, mądrą opowieścią tłumaczącą reguły tego świata. 

2. Książeczki Erica Carle'a.

   Fakt, że książeczki Erica Carle'a, słynnego amerykańskiego grafika i pisarza, posiadam w języku angielskim nie jest bynajmniej efektem mojego snobizmu – dostałam je po prostu od kuzyna, który na stałe mieszka w Anglii. Dobrze się jednak złożyło, bo wspólne czytanie było miłym i subtelnym wprowadzeniem do obycia z językiem. Większość mam pewnie świetnie kojarzy „Miś patrzy” i „Bardzo głodną gąsienicę” ale być może któraś z Was jednak te pozycje przeoczyła. Z jakiegoś powodu dzieci już od ponad pięćdziesięciu lat kochają efekt pracy tego zdolnego artysty. Ciężko mi jednoznacznie stwierdzić w czym tkwi ich magia. Być może chodzi o technikę, z której korzysta Carle tworząc ilustracje do książek. Bazą każdej grafiki są kawałki papieru, które następnie pokrywane są kolorowymi farbami akrylowymi. Dopiero później autor nadaje im kształty, wycinając przeróżne postaci, tworząc ciekawe kompozycje, często z efektami dźwiękowymi czy migającymi światełkami.

3. „Piłka Eli” Catarina Krussval.

   Książeczki Catariny Krussval to udany kompromis między tym, co lubi moja córeczka (psiaki), a tym, co lubię ja (piękne ilustracje). Polujemy jeszcze na „Wszystkie psy Eli” i coś czuję, że ta książeczka będzie strzałem w dziesiątkę. Wydawnictwo Zakamarki ma zresztą w swojej ofercie wiele pięknych tytułów, ale większość z nich jest jednak dla starszych dzieci. A może Wy polecicie mi coś wyjątkowego dla półtoraroczniaka?

Bawełniana sukienka z podszewką od polskiej marki Louisse. Świetnie się pierze i po wielu imprezach z jagodziankami nadal wygląda jak nowa… 

   "Umilacze" bez słowa o modzie byłyby czymś nietypowym, ale dziś będą (już zresztą tradycyjnie) bardziej o oporze wobec niej niż podążaniu za nią. Biel to zdecydowanie mój ulubiony kolor na lato. Po przejrzeniu zawartości mojej szafy widać wyraźnie, że to właśnie takie ubrania służą mi najdłużej (najstarsza biała sukienka, którą mam, liczy sobie siedem lat i w tym sezonie też była już noszona). Niektóre z Was często się dziwią jak mama małego dziecka może w takim kolorze funkcjonować, co mnie osobiście trochę dziwi, bo moje doświadczenie pokazuje mi, że to właśnie białe ubrania najłatwiej doprać. I nie jest to bynajmniej kryptoreklama jakiegoś proszku do prania. W przypadku plam na kolorowych rzeczach ich wybawianie jest po prostu znacznie trudniejsze. Trzeba jednak pamiętać o jednej rzeczy! Materiał ubrań musi być na tyle trwały, aby przetrzymać wysoką temperaturę w pralce, czy potraktowanie odplamiaczem. W dzisiejszym wpisie widzicie bawełnianą sukienkę (dwa lata temu mogłyście przyjrzeć się jej lepiej), koszulę nocną (bardzo podobną znajdziecie tutaj) i kreację mojej córeczki od polskiej marki Louisse (w sklepie znajdziecie również podobny model Rose z rękawkiem). 

Pościel wykonana ze stuprocentowego lnu, uszyta w Polsce. Marka Bebelin dopracowała swoje modele do perfekcji. W ofercie znajdziecie też pościele dla dzieci. 

   Skoro tytuł dzisiejszego wpisu brzmi „książki do poduszki” to naturalną scenerią do zdjęć była oczywiście moja sypialnia. A ponieważ niezależnie od objętości czy tematu artykułów, które tutaj publikuję, pierwszym pytaniem od Was jest zwykle „skąd jest pościel?” to dziś Was przechytrzę :). Kiedyś lubiłam pościele z IKEA, ale odkąd mój mąż zażyczył sobie kołdrę o długości 220 centymetrów (ja mam co prawda zaledwie nieco ponad metr sześćdziesiąt wzrostu ale on nieco więcej), to oferta tego szwedzkiego giganta już mi nie wystarczała. Pościele kupuję bardzo rzadko (na pewno nie częściej niż raz na kilka lat) i dlatego sporo uwagi przywiązuję do tego, aby dobrze trafić. Wolę pościele z troczkami, bez guzików, bo niestety słabo znoszą maglowanie, z odpowiednio dużą zakładką, najlepiej wykonane z lnu typu prewashed, który z czasem tylko zyskuje na szlachetności, no ale jednocześnie materiału musi być na tyle gruby, aby pościel nie prześwitywała i… właściwie tych cech idealnej pościeli mogłabym wymieniać bez końca. Nie dziwię się więc Wam, że z taką skrupulatnością pytacie o markę moich pościeli, bo trafić na idealną nie jest łatwo. Ja wyszukałam taką i taką (a tę z dzisiejszych zdjęć znajdziecie tutaj). 

I obiecane dwa przepisy na jagodzianki. Pierwszy, który wypisałam poniżej jest autorstwa Zosi oczywiście – z tego przepisu uzyskacie około osiem niedużych jagodzianek. Więcej zdjęć z realizacji przepisu znajdziecie tutaj. Jeśli jednak nie uznajecie jagodzianek bez kruszonki i lukru to spróbujcie tego przepisu od Tosi

Skład:

Przepis na ciasto:

400 g mąki

150 ml ciepłego mleka

30 g świeżych drożdży

50 ml oleju roślinnego

2 jajka

60 g cukru

80 g masła

farsz:

ok. 200 g świeżych jagód

5-6 łyżek twarogu

2-3 łyżki brązowego cukru

A oto jak to zrobić:

 Świeże drożdże rozpuszczamy w ciepłym mleku z łyżką cukru i 2 łyżkami mąki. Zaczyn odstawiamy w ciepłe miejsce pod przykryciem folii. Po 15 minutach powinien podrosnąć. Aby przygotować farsz: oczyszczone jagody łączymy z twarogiem i cukrem. Do oddzielnej miski przesiewamy pozostałą mąkę, cukier i jajka. Dodajemy wyrośnięty zaczyn i jednocześnie mieszamy. Następnie dodajmy rozpuszczone i ostudzone (nie gorące!) masło i wyrabiamy ciasto (wyrabiam mechanicznie za pomocą haka). Po kilku minutach wyrabiania ciasta dolewamy cienkim strumieniem olej i ponownie ugniatamy ciasto. W efekcie końcowym ciasto nie powinno kleić się do rąk. Gotowe ciasto umieszczamy do naczynia i przykrywamy lnianą serwetką. Pozostawiamy ciasto na ok. 1,5 godziny do wyrośnięcia. Wyrośnięte ciasto ponownie zagniatamy i dzielimy na 6-9 części. Z jednej części formujemy kulkę, lekko spłaszczamy i umieszczamy na niej gotowy farsz. Formujemy podłużną bułeczkę i układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w rozgrzanym piekarniku w 200 stopniach C przez 15-18 minut.

Komentarz: Aby ciasto szybciej rosło, naczynie z zaczynem umieszczam na płycie grzewczej i włączam mały palnik. Z farszem możemy kombinować, np. zamienić twaróg na ricottę, cukier zastąpić miodem, skorzystać z przypraw – kardamon, cynamon lub odrobinę otartej skórki cytrynowej.

Last Month

   Skłamałabym twierdząc, że w ostatnich tygodniach nic się u mnie nie działo, a czas mijał błogo i spokojnie. Po pięciu latach prowadzenia MLE Collection zdecydowałyśmy się w końcu na duży krok wprzód, i to w niepewnych czasach epidemii. Wszystkie przygotowania do "startu" pochłonęły sporo czasu i nerwów, ale jesteśmy już na ostatniej prostej. Nie będę też ukrywać, że duże emocje w mojej rodzinie budzą wybory – dysputom w ostatnich tygodniach nie ma końca i czuć w powietrzu mobilizację ;). A skoro już mowa o rodzinie – w czerwcu wrócił też do nas mój tata, który przez ostatnie miesiące był "uwięziony" w Brukseli – powitanie pochłonęło sporo chusteczek ;). Na zdjęciach zobaczycie jednak przede wszystkim moją codzienną rutynę w roli mamy – bo mimo wyzwań, zmian i dziwnych zdarzeń właściwe proporcje muszą być zachowane (a odpowiednia liczba kilogramów truskawek zjedzona ;)). 

W czerwcu sporo czasu poświęciłam swojej drugiej firmie – MLE Collection. Przez pandemię znacznie trudniej było mi realizować wszystkie promocyjne działania, tym bardziej, że do samego końca nie miałyśmy pewności czy dane produkty wejdą do sprzedaży. W końcu udało się zebrać wszystkie modele sukienek i wyruszyć w plener, wcześniej trzeba jednak było zaplanować scenografię i wszystko skrupulatnie zapakować. 
1. Wielkie przygotowania do sesji. // 2. Stadniny przy Pałacu Ciekocinko. // 3. Chwila przerwy na kawę. // 4. Wszystkie zdjęcia i więcej zbliżeń na nasze flagowe produkty znajdziecie w tym i tym wpisie. //

Sukienka Kalgoorlie raz jeszcze.Wieloletni staż u Zosi jak widać bardzo się przydaje :D. 
Takie zdjęcia to ja rozumiem!Tak zwane "klamoty". Widok z tylnego tarasu pałacu. Ale MLE czynne jest całą dobę! :)1. Poarnki po burzy. W ogrodzie pachnie mokrą trawą, w dłoni trzymam kubek gorącej kawy, a Portos właśnie zaczął kopać błotną dziurę przy mojej ukochanej dalii. // 2. W komplecie najweselej! mój ulubiony i najdyskretniejszy fotograf na świecie na drugim planie. // 3. Czasem warto nie wierzyć prognozom pogody – miała być burza, a jest pełna lampa. Na zdjęciach moje Orłowo. Piszę „moje” bo kiedyś przez chwilę tu mieszkałam, a kto raz pokocha to miejsce już zawsze wraca do niego, jak do domu. // 4. No to jazda! Domowe biuro równa się domowy plac zabaw. //Przy orłowskim molo. Czytałyście artykuł o wakacjach w czasie pandemii? Sama nie wiem dlaczego te teksty na blogu wychodzą mi takie obszerne – może nie lubię, gdy ciekawe tematy są traktowane po łebkach? W każdym razie, artykuły na blogu nie blakną po pierwszym akapicie, nie trzeba wykupywać do nich dostępu ani rocznych prenumerat – zapraszam więc wszystkich do czytania bez wyjątku. W artykule pojawia się też mini recenzja mąk bezglutenowych i przepis dla perfekcyjnej niedorajdy kulinarnej.1. Kasztanowa, migdałowa, jaglana… mąki do wyboru, do koloru. Wszystko znalezione w moim ulubionym sklepie ze zdrową żywnością – Jadłosferze.  // 2. Szukamy książeczek na popołudniowe czytanie. // 3. Sto dni czekania na dziadka – bardzo tęskniliśmy! // 4. Nasze typowe śniadanie w ostatnich dniach.  //

Nie musi być wykwitnie…

… byleby truskawek nie zabrakło!1. Pachnący jaśmin z ogrodu mojej mamy. // 2. Gdy wszyscy goście, współpracowniczki, kurierzy i nie wiadomo kto jeszcze zamkną za sobą drzwi i w końcu mogę zjeść tę ostatnią babeczkę kajmakową w spokoju. // 3. Wersja dla bobasa i wersja dla mamy.  // 4. Grunt, żeby bałagan był kolorystycznie uporządkowany :D. //Wszystkie książeczki przeczytane trzy razy, myszki położone do łóżeczek, szuflada z kosmetykami mamy "posprzątana". Co tu robić gdy pada? Jeśli z kolei Wy chciałybyście przeznaczyć pięć minut na coś konstruktywnego, to chciałabym Was zaprosić do udziału w badaniu „Uczucia w słowach”. Jeśli interesujecie się rozwojem osobistym i macie trochę czasu, aby zaangażować się w trening kompetencji emocjonalnych i pogłębienie naukowego rozumienia emocji, to myślę, że warto spróbować i dołączyć do badania. Autorką treningu jest Profesor Ewa Trzebińska, która stworzyła hasło „piękna emocja” i jest to hasło przewodnie tego projektu. Zachęcam Was, aby dołączyć do badania na komputerze/laptopie, a jeśli to niemożliwe to możecie je zrobić również na telefonie (pamiętajcie o możliwości obrócenia ekranu).

"Telefonistka" autorstwa Berg Gretchen to coś w rodzaju kobiecego kryminału. Akcja tej książki toczy się w latach pięćdziesiątych w małym amerykańskim miasteczku. Bohaterka powieści zatrudniona jest w centrali telefonicznej i pomimo zakazu, z ciekawości często podsłuchuje rozmowy. Pewnego dnia podsłuchała plotkę, która dotyczy jej rodziny i za wszelką cenę próbuje zweryfikować szokujące informacje. Jak to jednak bywa w niewielkich miasteczkach – jedna tajemnica ciągnie za sobą kolejną. Takie czekanie na słońce nie jest najgorsze…Hmm… kiciusia Portos jest w stanie wypatrzeć z trzystu metrów, ale akurat tego jegomościa zupełnie nie zauważał. Czy ktoś tu czuje zapach tchórza? ;) Takie widoki w naszej okolicy nie są rzadkością. Mieszkamy blisko lasu i często zdarza się, że otwierając rankiem drzwi na zewnątrz kamienicy prawie mijamy się z dzikiem (czasem stoi tak, jakby chciał powiedzieć, że domofon nie działa i dlatego czeka pod drzwiami, aż jakiś miły sąsiad go wpuści). Niemniej jednak ostrożności nigdy za wiele – w takiej sytuacji powolutku się wycofujemy. Po raz kolejny odwiedziłam showroom Iconic Design w Gdańsku. I tym razem wcale nie chodziło o kanapę :). W ciągu najbliższych dni będę mieć dla Was naprawdę dużą niespodziankę i aż przebieram nogami, aby móc Wam o niej opowiedzieć.1. Poproszę o spakowanie tego pokoju i wysłanie na mój adres! // 2. O kostium pytało wiele z Was – to model od Kornelii Rataj. // 3. Praca na świeżym powietrzu i mój mały pomocnik. // 4. Wiele z Was zasypało mnie wiadomościami o tym jak dbam o włosy przy małym dziecku oraz jak podcinam grzywkę. Jeśli przeoczyłyście ten wątek to na moim Instagramie znajdziecie go w zapisanych relacjach. //Kiedy jest 28 stopni, a ty nadal jesteś blada jak ściana. 

Najpiękniejsze bukiety tylko w Narcyzie!

No i znów mamy niebieskie niebo! Korty w Gdyni to idealne miejsce dla "rekreacyjnych tenisistów" ;). Jak dobrze widzieć tę dwójkę razem! Przez pandemię moi rodzice zostali rozdzieleni na rekordowo długi czas. Mama na cztery dni przed zamknięciem granic wróciła do Polski, tata niestety już nie zdążył. Ale podobno nie ma tego złego – nadrabiamy stracony czas.
1. Gdy po dwunastu latach ktoś nadal daje "kwiaty bez okazji". // 2. Rzucam torbę i biegnę do wody! // 3. Porządki w szafie. Jak się pewnie domyślacie, te buty zostają ze mną! // 4. Na miły sen.  //

W ostatnim "Look'u" pokazywałam Wam wersję bez rękawów, natomiast ta sukienka sprawdzi się w chłodniejsze dni – piękny dekolt, obniżona linia ramion i pasek podkreślający talię. Ten model pochodzi ze sklepu Nudyess.

Bo dobrego nigdy za wiele! Bezglutenowe płatki owsiane to u mnie produkt pierwszej potrzeby. Znajdziecie je w Jadłosferze. Te perfumy w niczym nie odstępują tym najznakomitszym. Polska marka BOHOBOCO wypuściła kolekcję ośmiu niszowych zapachów unisex i od razu odniosła gigantyczny sukces – doczekała się nawet nominacji w prestiżowym konkursie The Fragrance Foundation UK Awards, określanym "Oskarami" branży perfum. Ja zakochałam się w dwóch zapachach: Vanilla Black Pepper oraz Olibanum Gardenia. Na koniec dodam tylko, że butelki są prawdziwą ozdobą łazienkowego blatu. Tłoczno w lokalach wyborczych (i to było super!) i na ulicach (z tym trochę gorzej), ale tubylcy mają swoje sposoby, aby cieszyć się Tym miastem nawet w sezonie – na słynne Molo lepiej wybrać się wieczorem.Takie upominki od mojej kochanej babci! Zabieram trochę tej łąki do domu.

Moja para rzezimieszków…
Czekamy na zachód w Jastrzębiej…

I kojący widok na koniec dzisiejszej relacji. Niech lipiec będzie jeszcze piękniejszy!

*  *  *

LAST MONTH

"Zimny kraj, zimny maj, koty śpią, miasto śpi, czarodziejskie śnią się sny…". Podobno mamy za sobą najzimniejszy maj od trzydziestu lat więc słowa piosenki Kory bardzo pasowały mi do klimatu ostatnich tygodni. Rok temu o tej porze grzałam już brzucha na sopockiej plaży, dla kontrastu w miniony piątek mimo kurtek i swetrów uciekliśmy z niej po pięciu minutach, bo wiatr urywał głowy. 

Chociaż epidemia coraz mniej daje się nam we znaki, to wyraźnie widać, że niechętnie ruszałam się z domu. Comiesięczne sesje dla MLE w Warszawie są już teraz odległym wspomnieniem, nie mówiąc już o majówkowych wyjazdach za granicę. Skłamałabym jednak, gdybym powiedziała, że jakoś szczególnie doskwierają mi te zmiany – codziennie staram się "miniprzestrzeń" wokół nas ulepszać i widzę efekty tej pracy. W końcu wykorzystujemy nasz mały ogród, tak jak należy i na nowo poznajemy okolicę. 

Pewne rzeczy pozostają jednak niezmienne – w dzisiejszym zestawieniu znajdziecie więc sporo truskawek, piwonii i sielskich domowych scenerii. 

1. Ktoś zaczyna mieć już własne zdanie i odkrył, że łóżko rodziców jest najfajniejsze. // 2. I jak tu się dziwić, że malarze kochają kwiaty?  // 3. Wyklejamy kolejne pamiątkowe albumy. // 4. Ten wpis wywalił serwer w kosmos. //

Tak było jeszcze na początku miesiąca. Spacery w maseczkach żegnam z dużą ulgą.1. Chyba nigdy w historii MLE nie pracowałam nad jedną sukienką tak długo. Teraz mogę jednak z czystym sumieniem powiedzieć, że leży idealnie (jeśli macie większy biust od naszej boskiej modelki, to wytnijcie specjalne gumki między rękawkami). // 2. i 3. Stawiamy pierwsze kroki na spacerze. I ciągle walczymy, aby nie lizać ławki w parku ;|. // 4. Kiwi, banan, bezglutenowe płatki owsiane, kokos i migdały. Trzy śniadania w mgnieniu oka. Dla małej opcja bez kokosu i migdałów. Nareszcie nadszedł czas, żeby te wszystkie piękne sukienki nosić na co dzień. Wygladają bardzo elegancko, ale materiał w dotyku jest wyjątkowo przyjemny – nie trzeba się obawiać, że małej królewnie będzie niewygodnie i nastąpi próba rozbierania się w trakcie wizyty u teściowej ;). Sukienki znajdziecie w ofercie polskiej marki Louisse. W swoim asortymencie marka posiada także ubrania dla mam, które w delikatny sposób nawiązują do strojów dla dzieci. 1. A tak prezentuje się sukienka od Louisse na małej modelce. // 2. Modigliani. // 3. Takie światło o zachodzie tylko w Polsce. // 4. Ulice Sopotu dodają otuchy. //

Mój ulubiony kącik w mieszkaniu.1. Jeśli mała królewna wybierze coś w języku Szekspira to służba służy. // 2. Pamiętacie to pyszne zielone ciasto? Zrobiło ogromną furorę! Przepis znajdziecie tutaj. // 3. Moje miejsce pracy. // 4. Piwonie są jak kobiety. W każdym momencie piękne. //Bajki autorstwa Beatrix Potter. Stare wydania. Inni, ale jednak tacy sami. Ty też jesteś ważny Porti! 

Maj był dla Portosa miesiącem wielkiej zmiany. Musieliśmy poszukać dla niego nowej karmy – spaniele to bardzo wrażliwe psy i wszystko wskazuje na to, że Portos nabawił się jakiejś alergii. Po długiej konsultacji zdecydowaliśmy się na tę od Fitmin. Marka przekonała mnie do siebie przede wszystkim tym, że posiada własne Centrum Hodowlane, w której jakość i smak karm testują psy rasy border collie prowadzące aktywny tryb życia. Psy z tej hodowli wyróżniane są na wystawach, biorą udział w zawodach agility, frisbee i z powodzeniem zdają egzaminy psów pasterskich. Uczestniczą też w zajeciach dogoterapii. Ich dobra kondycja stanowią dla marki Fitmin najlepsze referencje. W swoim asortymencie mają także jedzenie dla kotów oraz koni.

Portos szczególnie upodobał sobie karmę, którą widzicie na zdjęciu.1. Produkty niezbędne na sesji zdjęciowej, w moim przypadku zalicza się do nich również pluszowa lama. // 2. Gdy brzdąc śpi i mamy chwilę na rozmowy we dwoje. // 3. Czy tylko ja podziwiam przekwitnięte piwonie? // 4. Ja śpię po lewej stronie, a Wy? //

Studio polowe. Zdjęcia z tego dnia znajdziecie w tym wpisie.1. Gdy mama chce skorzystać z łazienki… // 2. Takie miseczki z mieszaniną różnych zdrowych produktów to ostatnio moje ulubione posiłki. // 3. Domowa biblioteka. // 4. "Mamo wstawaj, przegapisz wschód słońca!". //

Mała aktualizacja samoopalaczy. Wiele z Was prosiło o takie zestawienie – mam nadzieję, że nie obrazicie się, że podam je w telegraficznym skrócie. Obecnie używam tych trzech produktów (poniżej znajdziecie dokładniejsze opisy). Wszystkie te produkty kupiłam w Douglasie.Collistar 360 Self-Tanning to spray samoopalający. Czemy go polecam? Przede wszystkim można go użyć bez rękawicy – po prostu spryskujemy nim całe ciało. Dyfuzor bardzo dobrze rozprowadza kosmetyk więc nie robi plam ani zacieków. No i można go łatwo nałożyć na całe ciało (działa również do góry nogami, więc można nim spryskać plecy czy tył nóg). 

James Read H20 krople do twarzy to moje najnowsze odkrycie. Jeśli do tej pory musiałyście wybierać czy użyć na twarz samoopalacz czy krem, to ten produkt rozwiąże problem. Wystarczy dodać kilka kropel do kremu, którego używacie na co dzień i delikatnie wymieszać, a następnie nałożyć na twarz. 

Self-tanning Lotion Balsam samoopalający daje mocny efekt jak na produkt, który powinien dawać stopniową opaleniznę, ale właśnie to mi się w nim podoba :). Ma bardzo przyjemny zapach i jest to produkt, którego używam teraz najczęściej. Zakupy. 
Miał być wypad na kaszuby i opalanie na leżakach, była ulewa i mokre buty.Ktoś tu miał imieninową kolację. bezglutenowe płatki owsiane, truskawki i syrop klonowy. Jogurt oddałam córeczce. 1. Kawa w ogrodzie smakuje lepiej. // 2. Kocham to miejsce! // 3. Po tak intensywnej lekturze czas na chwilę odpoczynku. Mój piękny koc znalazłam w Iconic Design w Gdańsku. // 4. Sezon na szparagi rozpoczęty! //A jak Wy wyglądacie, gdy obudzą Was w sobotę o szóstej rano? Uprzedzając pytania o dresik – nie, to niestety nie jest MLE. Wiem, że już od kilku miesięcy obiecywałam Wam coś podobnego, ale końca poszukiwań odpowiedniego materiału nie widać. Z czystym sumieniem mogę jednak podrzucić tu link do podobnego zestawu od marki, która ma moje zaufanie. HIBOU teoretycznie jest naszą konkurencją, bo również szyję swoje ubrania w Polsce i ma podobny przedział cenowy, ale szczerze uwielbiam ich rzeczy, mam ich w szafie pełno i nie będę zawistną przekupą ;). W ofercie HIBOU znajdziecie też wiele innych wersji kolorystycznych dresów i bardzo szeroki wybór ubrań domowych. Uprzedzam, że produkty HIBOU znikają równie szybko, jak te od MLE więc jeśli coś wpadnie Wam w oko to kupujcie od razu :). "Jak przestać się bać. Dla introwertyków, nieśmiałych i tych, którzy odczuwają lęki społeczne." Skąd u mnie ta książka? Coraz częściej widzę wokół siebie osoby, którym szerokopojęty lęk utrudnia szczęśliwe życie. Nie jest to zresztą moja subiektywna obserwacja – we współczesnym świecie dorośli coraz częściej mierzą się z wysokim poziomem lęku społecznego. Nie przepadam za psychologicznymi poradnikami, ale ten, autorstwa Dr Ellen Hendriksen przekazałam jednej z moich przyjaciółek z nadzieją, że trochę jej pomoże – jest mądry, wyważony i pomaga zrozumieć mechanizmy, które źle wpływają na nasze samopoczucie. 1. To był długi deszczowy dzień. Herbata i miód pomogły. // 2. Hamak i książka. // 3. Kocham resztki z zamrażalnika. // 4. Praca nad zdjęciami produktowymi. //

My też! Życzę powodzenia całej gastronomii!
1. Zestaw mydełek od Bebe Concept. // 2. Kolejna miseczkowa wariacja. // 3. Strój z tego wpisu możecie zobaczyć tutaj. // 4. Biuro. A może jednak przedszkole? //

Czym byłaby majowa relacja bez rzepaku?
Paryż, październik 2018 roku. Przy stoliku siedziały już trzy pokolenia kobiet (bo ktoś rósł w brzuchu). Dziękuję, że całe życie pokazywałaś mi jak być najlepszą mamą na świecie.1. Już prawie wyprzedana, a dopiero co weszła do sprzedaży :). / 2. Truskawkowe niebo. // 3. "Mleczny" wianek. // 4. Nareszcie zaczynasz jakoś wyglądać! Dziękuję Pani Ewie z Pracowni Florystycznej Narcyz w Gdyni za wszystkie kwiaty i sadzonki! //

Mogłabym tak bez końca. Tylko trochę kleszczy się boję. 

Kadr z ostatniego "Looku".

Przysięgam, że umiem za głowę! 

Wracamy do gry! (albo raczej do ćwiczenia serwisu)Najbardziej cieszą kwiaty z własnego ogrodu. Bez już mi przekwita, ale przez kilka pięknych wieczorów jego zapach otulał nasze sny. 

Drodzy turyści. Jeśli planujecie odwiedzić naszą plażę, bądźcie dla niej delikatni. Dziękuję. 

*  *  *