If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

If you are interested in advertisment on the site about interiors, send the message here:

Jeśli chciałbyś wykupić reklamę na blogu poświęconym wnętrzom to napisz tutaj:

[email protected]

Pappardelle z kurkami, pomidorkami koktajlowymi w kremowym sosie.

Skład:

400 g makaronu pappardelle

150 g kurek

2 łyżki masła

3 łyżki jogurtu greckiego

150 g serka topionego, kremowego

1 średnia cebula, drobno posiekana

30 g świeżo startego parmezanu

20 pomidorków koktajlowych, pokrojonych w ćwiartki

250 g wędzonego boczku, pokrojonego w kostkę

pieprz i sól

A oto jak to zrobić: 

1. Gotujemy makaron al dente w dużym naczyniu z wrzącą, osoloną wodą.

2. Na patelni na średnim ogniu rozpuszczamy 2 łyżki masła. Dodajemy kurki i obsmażamy przez 5 minut, aż nabiorą złotawego koloru. Następnie dodajemy boczek oraz cebulę i również doprowadzamy do podobnego koloru. Zmniejszamy ogień do minimum i łączymy serek topiony ze smażonymi składnikami. Nieustannie mieszając, stopniowo dodajemy jogurt grecki, smażone kurki a na końcu pokrojone w ćwiartki pomidorki. Łączymy z ugotowanym makaronem. Przed podaniem posypujemy parmezanem.

 

Kurki, boczek i cebulę smażymy na maśle.

Nieustannie mieszając, dodajemy serek topiony

wraz z jogurtem greckim.

Łączymy smażone kurki wraz z sosem, makaronem pappardelle

oraz pokrojonymi w ćwiartki pomidorkami koktajlowymi.

Co by tu zjeść przed telewizorem, czyli jak się pozbyć złych nawyków?

    Nic mnie tak nie cieszy, jak perspektywa spędzenia wieczoru przed telewizorem w towarzystwie czegoś pysznego.  Najchętniej jem wtedy coś konkretnego, ale wszyscy wiemy, że duże posiłki spożywane o późnej godzinie nie są dobrym rozwiązaniem dla naszego żołądka, więc staram się aby nie było to normą.

  Moją ulubioną przekąską zawsze były (o zgrozo!) chipsy (i to nie tylko w trakcie seansu filmowego). Dla mojej tuszy nie było to co prawda zbyt znaczące, ale to tylko uśpiło moją czujność i pozwoliło w spokoju delektować się najbardziej niezdrowym przysmakiem na świecie. Całe szczęście, w którymś momencie wyszły na jaw negatywne skutki mojego złego odżywiania i siłą rzeczy musiałam się nastawić na zmianę. 

  Nie jestem typem osoby, która z łatwością potrafi sobie czegoś odmówić, dlatego pierwsze moje próby niejedzenia chipsów i innych paskudnych przekąsek były zupełnie nieskuteczne. Postanowiłam więc wykorzystać odrobinę wiedzy zdobytej na studiach i wymyślić inny sposób, skoro moja silna wola w ogóle nie była silna.

1. Pierwszym krokiem było zdobycie jak największej ilości informacji o świństwach będących składem tego co jemy. Każdej z nas zależy na tym, żebyśmy były zdrowe. Spożywając przetworzone produkty dostarczamy naszemu organizmowi potężną dawkę konserwantów i poprawiaczy smaku, które mogą odkładać się w naszym ciele i po jakimś czasie skutkować poważnymi chorobami. Zainteresowałam się więc trochę bardziej tym tematem (dowiedziałam się na przykład, że według amerykańskich badań glutaminian sodu  może być przyczyną nowotworów).  

2. Kiedy już miałam świadomość tego, ile chemii znajduję się w niepozornej paczuszce, przeszłam do drugiego etapu – wyuczenia się niechęci do produktów zawierających niezdrowe składniki –  za każdym razem kiedy sięgałam po paczkę chipsów, zanim ją otwierałam dokładnie czytałam skład – odczuwałam lekki dyskomfort widząc wszystkie możliwe odmiany E, składniki raczej nie będące częścią ziemniaka kończące się na …gatory, oraz całe mnóstwo rzeczy "identycznych z czymś tam".

3. Na początku nic to nie dawało, chipsy pojawiały się w moim brzuchu tak samo szybko jak wcześniej, jednak za którymś razem,  podczas chrupania naszła mnie myśl: 

"Chyba faktycznie te chipsy są dosyć niezdrowe" co prawda zaraz potem pomyślałam  " Już je otworzyłam, więc zjem do końca" ale po zakończonej konsumpcji nie byłam już w tak błogim i beztroskim stanie jak zwykle…

Kolejnym razem, po przeczytaniu składu, ale jeszcze przed otwarciem paczki pomyślałam:

"Te chipsy nie smakowały mi ostatnio już tak dobrze, chyba zaczęli do nich dodawać jakieś dziwne rzeczy" (oczywiście w składzie nic się nie zmieniło, ale świadomość tego, co znajdowało się w moich ukochanych przekąskach zaczęła wpływać na odczuwanie smaku), tę paczkę oczywiście też otworzyłam, ale nie zjadłam jej do końca.

  Parę razy zdarzyło mi się zjeść tylko jednego chipsa (no może dwa) i odłożyć paczkę ze szczerym niesmakiem. W końcu  dotarłam do momentu, w którym nie otworzyłam paczki myśląc:

"Nie zjem tego. To smakuje dokładnie tak, jak to z czego jest zrobione "

  Sama się dziwię, że dzięki skrupulatnemu czytaniu składu, udało mi się oduczyć jedzenia niezdrowych produktów, bez jakiegokolwiek poczucia straty. Teraz wieczorami wybieram inne przekąski, z warzyw albo z owoców. Moja ulubioną jest  jabłko pokrojone w półksiężyce:). 

PS: Na świecie jest tyle pysznych, zdrowych potraw, że naprawdę szkoda naszego żołądka na zapychanie się czymś co nie jest jednocześnie zdrowe jak i smaczne.

 

 

Idealna zupa na letnie upały.

Skład:

5 ogórków gruntowych

2 ugotowane jajka

2-3 średnie peczki botwinki

1 pęczek szczypiroku

1 pęczek koperku

5-6 rzodkiewek

1 papryczka chilli

2 starte ząbki czosnku

1 duży jogurt grecki

1 duży kefir

3 łyżki oliwy

sok z cytryny

sól i pieprz

 

A oto jak to zrobić:

1. Botwinkę (liście i małe buraczki) kroimy na drobne kawałki, wrzucamy do średniego garnka i dodajemy wodę, tak by całość była zalana (ok. 1 szklanki). Dodajemy 1/2 łyżeczki soli i  kilka kropli cytryny. Gotujemy ok. 20 minut na małym ogniu.

2. Pozostałe warzywa: ogórki, szczypiorek, rzodkiewkę, papryczkę chilli, koperek kroimy na drobne kawałki. Jajka gotujemy na twardo.

3. Po ugotowaniu wywar z botwinki chłodzimy. Jogurt z kefirem łączymy i dodajemy starty czosnek, doprawiamy solą i pieprzem a następnie łączymy z wywarem i oliwą. Na końcu dodajemy pokrojone warzywa i mieszamy. Przed podaniem warto schłodzić nasz chłodnik w lodówce, a ugotowane jajka pokorojone w ćwiartki, umieścić w miseczkach.

 

Z cyklu: Przepisy na Dzień Matki – Truskawkowe Tiramisu.

Skład:

4 żółtka 

100 g cukru pudru

1 duża szklanka truskawek pokrojonych w plasterki

500 g serka Mascarpone

1 opakowanie podłużnych biszkoptów

1 opakowanie okrągłych biszkoptów

mus truskawkowy:

1 szklanka zmiksowanych truskawek

3 kropelki esencji migdałowej

2 łyżki cukru

1 łyżeczka soku z cytryny

A oto jak to zrobić:

1. W szerokiej misce ucieramy żółtka z cukrem pudrem na gładką, jednolitą masę. Powinno nam to zająć ok. 5 minut. Stale mieszając dodajemy serek Mascarpone. W efekcie końcowym powinna nam wyjść gładka, biała masa. Następnie odcinamy końcówki podłużnych biszkoptów (patrz na 1 zdjęciu) i odstawiamy.

2. Do małego rondla przekładamy zmiksowane truskawki, sok z cytryny i cukier. Gotujemy ok. 6-7 minut na małym ogniu, stale mieszając. Powinien wyjść nam mus truskawkowy, w którym zamaczamy okrągłe biszkopty. Układamy je na płaskim naczyniu w kształcie koła (patrz na zdjęciu), nakładamy masę z Mascarpone a następnie pokrojone w plasterki truskawki. Czynność powtarzamy, w zależności od tego ile pozostało nam masy. W trakcie nakładania masy Mascarpone, doklejamy podłużne biszkopty w kształcie okręgu.

3. Gotowe Tiramisu wstawiamy na co najmniej 1 godzinę do lodówki. Przed podaniem udekorujmy kolorową wstążką.

 

Odcianamy końcówki podłużnych biszkoptów oraz ucieramy żółtka z cukrem pudrem. Warto wcześniej sparzyć jajka.

Okrągłe biszkopty zanurzamy w wcześniej przygotowanym musie truskawkowym (patrz w przepisie).

 

Na warstwę okrągłych biszkoptów, nakładamy masę z serka Mascarpone.

.. a następnie układamy pokrojone w plasterki truskawki.

W trakcie nakładania warstw, doklejamy podłużne biszkopty. Warto wcześniej posmarować serkiem końcówkę podłużnego biszkoptu.

 

Na samym wierzchu, układamy plasterki truskawek w kształcie rozety.

 Proponuję udekorować Tiramisu odpowiednią wstążką. To zawsze miły akcent! (choć trudno się zdecydować na odpowiedni kolor :)