If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie lub na moich kanałach SM, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

Last Month

   I always try to share my smile with you, but today it will be more difficult than usually. The blog has never been a space where I would air my grievances. Regardless of the problems and various crisis situations that I’ve faced over the past few years, I never allowed the negative emotions to cloud the content that you could find here. Today, it’s not about my smaller or larger concerns – all of us, without exceptions, are in dire straits and pretending that it doesn’t affect my mood would rather be a sign of ignorance than a sign of strength.

   In the last month’s photos, you can easily notice how our life has changed overnight. In the first half of March, everything was just beginning – the disturbing news from Italy were only starting to reach us, but the threat seemed to be far away. For the last several days, following the top-down guidelines, I’ve stayed home – for years, we’ve been talking about the importance of slowing down, so now everyone has slowed down…

* * *

   Staram się zawsze dzielić z Wami uśmiechem, ale dziś będzie to trudniejsze niż zwykle. Blog nigdy nie był dla mnie miejscem do wylewania swoich żali. Niezależnie od problemów i różnych kryzysów, które spotykały mnie w ostatnich latach, nie pozwalałam sobie na to, aby moje złe emocje przysłoniły treści, które tu znajdowałyście. Dziś nie chodzi jednak tylko o moje mniejsze lub większe troski – wszyscy, bez wyjątku, znaleźliśmy się w trudnej sytuacji i udawanie, że nie odbija się ona na moim nastroju byłoby nie tyle oznaką siły, co przejawem ignorancji.

W relacji z minionego miesiąca łatwo zauważyć, jak nasze życie zmieniło się z dnia na dzień. W pierwszej połowie marca ledwie czuliśmy na karku oddech zbliżającej się epidemii – z Włoch dochodziły niepokojące wieści, ale zagrożenie wydawało się być daleko stąd. Od kilkunastu dni, zgodnie z odgórnymi wytycznymi, siedzę jednak w domu – od lat dużo mówiło się o tym, że trzeba "zwolnić", no więc zwolniliśmy…

1.Warszawska kawiarnia. // 2. Wnętrze Authorrooms, w którym zatrzymaliśmy się na noc. Byliśmy w Warszawie całą rodziną, więc podróż w dwie strony jednego dnia nie wchodził w grę. // 3. Ta sukienka miała być naszą propozycją na Wielkanoc ;). // 4. Co wybierasz? Wszystko! //Plan był taki, aby kampanię letniej kolekcji MLE Collection zrealizować w marcu na Sycylii, ale wirus pokrzyżował nam plany. Dobrze, że w Warszawie też są fajne miejsca. Nad zdjęciami do MLE Collection zawsze pracuję zupełnie inaczej niż w przypadku bloga. Już teraz musiałyśmy fotografować produkty, które wejdą do sprzedaży późną wiosną – zadbałyśmy więc o odpowiedni anturaż i trochę poudawałyśmy, że jest ciepło. … że niby południowa Francja…a tak naprawdę północna Norwegia ;). 

Proszę nie sprzątać, nie dokończyłyśmy jeszcze zawartości słoików. 

Asia w kardiganie Mackay czeka już na śniadanie.Tym razem w Warszawie mieliśmy wyjątkowego pomocnika!Warszawska Wozownia była naszą kolejną lokalizacją. 1. Tyle nieodkrytych miejsc… // 2. I niezjedzonych rogalików… // 3. I świeżych brioszek… // 4. Na zdjęciach zawsze jest też dużo śmiechu! //Ostatnia nasza wizyta na psiej plaży.
1. Kolejni koledzy Portosa poznani na spacerze. Przez kwarantannę Portos musiał ograniczyć spotkania z psimi znajomymi. // 2. Mały kawałek świata. // 3. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem (lub kawą). To cud, że mój laptop jeszcze nie oberwał. // 4. Niebo nad sopockim molo.  // Gdy zobaczyłam tę szafkę nocną, wiedziałam, że po nią wrócę! :) To stary mebelek, ale na pewno można gdzieś upatrzeć coś podobnego. Piątek w domowym biurze. Tutaj wciąż jeszcze myślałam, że nasze plany z MLE Collection uda się zrealizować. Mój wymarzony model. Upinamy i podpinamy. To ostatni moment na poprawianie prototypów.
1. Ten wzór i opalona skóra… // 2. Bałagan. // 3. Stokrotki, niezapominajki, tymianek – czyli zakupy do ogródka w moim ulubionym Narcyzie. // 4. Portos zawsze zaśnie we właściwym miejscu i o właściwym czasie.  //Wizyta w showroomie Iconic w Gdańsku.Super miejsce i piękne rzeczy. Słodkie poranki.W ostatnich tygodniach prezentuję przede wszystkim styl domowo sportowy :). Tę białą kurtkę kupiłam jeszcze nim okazało się, że będę w niej chodzić głównie do ogrodu :).  Model od CARRY jest idealny, ale od razu uprzedzam, że wybrałam większy niż normalnie rozmiar (M) dzięki czemu kurtka jest oversizowa i (przy opuszczonych rękach ;)) sięga za pupę.  1. Tak pięknie kwitła a teraz marznie. Pogoda oszalała. // 2. W mojej garderobie ostatnio więcej bieli. // 3. Mamo wstawaj, wstawaj! Jest już 5:30! // 4. Peeling, który pozwala mi teraz przetrwać bez zabiegu dermapen :). //Naturalny peeling enzymatyczny to nowość od MIYA Cosmetics. Jestem pewna, że wiele z Was zna już tę markę i ceni sobie jej produkty. Pamiętam bardzo dobrze, że pytałyście o kod zniżkowy i w końcu go mam! Jeśli macie ochotę wypróbować peeling, bądź pozostałe kosmetyki od MIYA Cosmetics, to wystarczy, że w koszyku użyjecie kodu mlexmiya20 i od razu otrzymacie 20% rabatu na wszystkie produkty w cenach regularnych (kod jest ważny 7 dni).1. Ostatki z gałązek Magnolii.  // 2. Najlepszy zjadacz kanapek na świecie. // 3. Chyba w końcu zaczniemy doceniać ten nasz malutki ogródek… // 4. Lubię tu siedzieć i patrzeć na wędrujące światło. //Sweter do kostek to jest to!I tu oto znalazły miejsce moje ogródkowe zakupy. Póki co nie ufam pogodzie i nie sadzę ich do ziemi. 1. To jest najpopularniejszy wpis tego miesiąca. Przeczytajcie o zdrowiu psychicznym w czasie kwarantanny. // 2. Trampkowy zespół. // 3. Kto trzyma zabawki w pokoju dziecka? Na pewno nie ja ;). // 4. Tak małe torebki były ostatnio modne, gdy chodziłam do przedszkola, ale cieszę się, że wróciły do łask. On mówi „ja się nimi zajmę, a ty spokojnie sobie popracuj” a ja mówię „to patrz i licz do dziesięciu”.Ten wpis znajdziecie tutaj1. Nietypowa ale niezwykle urokliwa odmiana tulipanów. Nie widać na pierwszy rzut oka, ale wyglądają trochę jak rośliny owadożerne :)  // 2. Przerwa w pracy. // 3. Wiosenny rumianek na naszej ukochanej kołderce. // 4. Zlew nigdy nie zawodzi. Zlew zawsze znajdzie dla ciebie zajęcie. //A tu już rumiankowa kołderka w całej okazałości. Ten piękny wzór stworzyła pani Agata, absolwentka Akademii Sztuk Pięknych. To już drugi komplet pościeli od Layette który trafił do naszego domu (mam też wersję zimową). Na stronie znajdziecie także między innymi ręczniczki czy prześcieradła z tym motywem, ale również wiele innych akcesoriów.1. Chciałybyśmy pójść na plażę albo do babci :(. // 2. Tę tartę pokazywałam Wam na Instastories i wiele z Was pytało mnie o przepis. Dla tych co przegapili link odsyłam tutaj (chociaż prawda jest taka, że trochę go zmodyfikowałam). // 3. Zostań w domu. Można spędzić miło czas i napić się… soku, albo poćwiczyć jogę jak ta pani na obrazie. // 4. Nasze okno na świat. //Pobudki coraz wcześniejsze. 1. Szukamy ptaszków do pary. // 2. Pobiliśmy w tym miesiącu rekord jeśli chodzi o ilości placków z jabłkami, racuchów i domowych frytek. // 3. No i skończyły nam się drożdże. A więc teraz kruche tarty.  // 4. Efekt uniesienia u nasady do pozazdroszczenia ;).  //

Portos ma już poranną jogę za sobą.Łóżko mnie zjadło i jestem mu za to wdzięczna.Biuro, kawiarnia, restauracja i salon kosmetyczny w jednym. Na długie godziny przed kompem polecam nie tylko pyszne kanapki, ale jakiś kosmetyk pod ręką. Skoro nie można wyjść i podziwiać wiosny, sprowadziłam ją sobie do domu.Ten fotel jest przyczyną niekończących się pytań, dlatego postanowiłam dodać jego zdjęcie w całej okazałości. To kolejny stary mebel, któremu postanowiliśmy dać nowe życie. Fotel ma ponad sto lat i należał do pradziadka mojego męża. I kolejne pytanie, które pojawia się bardzo często – boazeria ścienna, którą mamy w pokoju dziecka to nie jest dzieło stolarza – można ją kupić w sklepie internetowym i zamontować samemu.                              Coraz cięższy ten pakunek. 
Ostatnie zapasy.Polecam tę książeczkę wszystkim mamom, które chcą pomóc dzieciom chociaż trochę zrozumieć dzisiejszą sytuację. Pewnego poranka szkoła dla wilczków zostaje zamknięta. Wielki zły wilk musiał zatem zająć się czternaściorgiem swoich dzieci! Znajoma historia, prawda? W bardzo delikatny sposób są tu ujęte różne rodzinne trudności, którym trzeba umieć zaradzić. Bardzo podoba mi się ta opowieść. Ta książeczka jest super!1. Ulubiona scena z książeczki "Wielki Zły Wilk i czternaście małych wilczków", kiedy wszyscy wspólnie czytają. // 2. Sobotnie śniadanie. // 3. Kawa i praca. // 4. Tak zwane "odkłaczanko". //Ulice Sopotu. 
Mniej więcej rok temu. Dwa tygodnie temu mój kolega Psycholog powiedział mi, że niedługo będę tęsknić nawet za zwykłą jazdą samochodem. Wolałabym żeby się mylił…

Dziś rano świętowaliśmy czyjeś urodziny. Wszystkiego najlepszego Kochanie. Albo raczej: wszystkiego najnormalniejszego! Nam wszystkim!

* * * 

 

LOOK OF THE DAY – #zostańwdomu czyli odrobina ruchu w czterech kątach.

pants / spodnie – ALO

hoodie & t-shirt / bluza z kapturem i T-shirt – MLE Collection

silk hair band / jedwabna gumka do włosów – MOYE

baby clothes / dresiki brzdąca – A Baby Brand 

   I don’t know if it’s sadder or funnier that I needed a national quarantine in order to finally go back to regular exercises. After pregnancy, I suspected that was owing to breastfeeding, all of the extra kilogrammes disappeared in next to no time so my motivation for sports had stayed at the same level that equalled to total zero. And even though I know that we should workout for health benefits and not for the looks, apart from short bursts of motivation, I hadn’t worked out almost at all for the past two years. And I’m not proud of that. Indeed! I feel stupid to confess it to myself, not to mention all to my readers!

   Since I became a mum, I couldn’t run around the forest while walking out Portos anymore. Now, I’ve got a toddler in my scarf and the walks, despite bringing me great pleasure, have attained a slightly different and slow pace. I imagine that what might pop in some people’s minds is “that’s a typical excuse of a total slacker” and that will be a comment that is quite on point: if I wanted to work out, I would simply do that at home, near my baby, and then go for a walk will all three. On tap, I’ve got a whole bunch of reasons that I would like to enumerate here and bring up all the everyday duties, along with combining professional life with taking care of my child and the house, but since I’m not convinced by them myself, you won’t be convinced either. The truth is that if someone wants to work out, they will always find the time to do that. Unfortunately, that rule works the other way round as well – if someone doesn’t want to do that, they will use all of the minute reasons to skip a workout (or even 10 workouts).

   Despite the fact that I’ve been working out in front of my laptop for at least four weeks now (I decreased leaving the house before there was any top-down regulation), I haven’t felt a drop in motivation yet. The other way round – each work out is done more easily and sometimes I don’t even fall face down to the carpet at the end of it. Today’s outfit usually becomes my workout outfit, but sometimes I wear it as my at-home uniform. Besides, it looks quite cool with a pair of white sneakers and a long caramel coat so I don’t have to change whenever I feel an urgent need to walk out Portos to the garden or to throw out the garbage ;). I hope that you don’t mind the slight humour during these difficult times. If you can stay at home – out of respect for those who can’t stay because of a number of reasons. Stay healthy and I wish you a calm Sunday!

Update: You’ve hailed me with questions about my workouts and their frequency so I’m coming with an answer. I work out four times a week, and two times out of four I do my stretching routine and hula hoop exercises and I do Ewa Chodakowska’s Hot Body the remaining two times. I need to warn you right away that I haven’t tested any online workouts – this one was recommended to me by my sister-in-law a long time ago and it just stayed that way. I don't want to get involved in a discussion that is blown out of proportions by the gossip websites about which Polish trainer is the coolest, was the first, or produces more protein bars – I think that all of them do their job great, and the most important thing is that many Polish women started feeling better with themselves thanks to their workouts. Not to mention the many beautiful gestures and charity work that we can credit to them.

* * *

   Nie wiem czy to bardziej smutne czy śmieszne, że potrzebne było ogłoszenie ogólnokrajowej kwarantanny abym w końcu wróciła do regularnych ćwiczeń. Po ciąży, podejrzewam, że dzięki karmieniu piersią, wszystkie nadprogramowe kilogramy zniknęły w try migi, więc moja motywacja do uprawiania sportu utrzymywała się na równym poziomie zera. I chociaż wiem, że powinniśmy ćwiczyć przede wszystkim dla zdrowia, a nie dla wyglądu, to pomijając kilkurazowe zrywy, od dwóch lat właściwie nie ćwiczyłam. I nie jestem z tego powodu dumna. Ba! Głupio mi się do tego przyznać przed samą sobą, a co dopiero przed Wami!

   Odkąd zostałam mamą, nie mogłam już pozwolić sobie na bieganie po lesie przy okazji wyprowadzania Portosa. Teraz w chuście siedzi brzdąc i spacery, choć sprawiają mi jeszcze więcej przyjemności, nabrały jednak innego, powolnego charakteru. Domyślam się, że u kilku z Was pojawi się w głowie myśl "głupia wymówka typowego lenia" i będzie ona trafna: przecież jakbym chciała ćwiczyć, to robiłabym to po prostu w domu, przy dziecku, a potem ruszyła na spacer z całą trójką. Mam w zanadrzu całą masę argumentów, które chciałabym teraz tutaj wypunktować i zasłonić się codziennymi obowiązkami, łączeniem pracy zawodowej z opieką nad dzieckiem i prowadzeniem domu, ale ponieważ nie przekonują one nawet mnie, to Was raczej też nie przekonają. Prawda jest taka, że jeśli ktoś chce ćwiczyć, to zawsze znajdzie sposób, aby to robić. Niestety, ta zasada działa też w drugą stronę – jeśli ktoś nie ma ochoty, to wykorzysta nawet najmniejszy drobiazg, aby odpuścić sobie trening (albo dziesięć treningów). 

   Chociaż ćwiczę z moim laptopem już od dobrych czterech tygodni (ograniczyłam wychodzenie z domu jeszcze nim zostało to odgórnie nakazane), to na szczęście nie czuję jeszcze spadku motywacji. Wręcz przeciwnie – każdy kolejny trening wykonuję "na większym luzie", czasem zdarza się nawet, że pod koniec nie padam twarzą na dywan. Dzisiejszy strój najczęściej spełnia u mnie rolę zestawu treningowego, ale ostatnio noszę go też po prostu jako domowy uniform. Poza tym, wygląda całkiem fajnie z białymi sportowymi butami i karmelowym długim płaszczem, więc nie muszę się w nic przebierać, gdy najdzie mnie szaleńcza ochota na wyjście z Portosem do ogrodu albo wyrzucenie śmieci ;). Mam nadzieję, że nie przeszkadza Wam odrobina żartu w tym ciężkim czasie. Jeśli możecie zostańcie w domu – z szacunku dla tych, którzy z różnych powodów tego zrobić nie mogą. Trzymajcie się w zdrowiu i spokojnej niedzieli!

Aktualizacja: Zasypałyście mnie pytaniami o to, jakie treningi wykonuję i  z jaką częstotliwością więc śpieszę z informacją. Ćwiczę cztery razy tygodniu, z czego dwa razy wykonuję swój zestaw ćwiczeń rozciągających i z hula-hoop, a dwa razy wykonuję trening Ewy Chodakowskiej „Hot Body”. Od razu uprzedzam, że nie testowałam innych wirtualnych treningów – ten akurat dawno, dawno temu poleciła mi bratowa i tak już zostało. Nie chcę dać się tutaj wciągnąć w dyskusję nadmuchiwaną przez portale plotkarskie na temat tego, która polska trenerka jest fajniejsza, była pierwsza, czy produkuje więcej batonów – uważam, że każda robi świetną robotę, a meritum jest takie, że dzięki nim wiele Polek poczuło się ze sobą lepiej. Nie mówiąc już o wielu pięknych gestach i charytatywnych aktywnościach, które są ich zasługą. 

Słodkie wspomnienia z Warszawy, czyli zdjęcia produktów MLE które Wam obiecałam.

Gdyby ktoś powiedział mi tamtego dnia, że za kilka tygodni będę musiała diametralnie zmienić swój styl życia, a pójście z koleżankami do kawiarni na śniadanie stanie się niedostępnym dla nikogo marzeniem, to pewnie kazałabym się tej osobie puknąć w głowę.

Koronawirus bardzo szybko pokrzyżował nam nasze służbowe plany. Na początku marca zrezygnowałyśmy z planowanej miesiącami kampani reklamowej we Włoszech. Kilka Czytelniczek wypomniało mi wtedy, że przesadzam i niepotrzebne sieję panikę (dziś chciałabym aby miały rację), ale dla nas było jasne, że nawet najlepsze działania promocyjne nie są warte narażania czyjegoś zdrowia. 

Spotkałyśmy się więc na szybko w Warszawie i przy okazji wizyty w szwalni, przygotowałyśmy parę zdjęć naszych nowych produktów. Zdjęć jest mało, bo nowe okoliczności uniemożliwiły nam uszycie trzech modeli. Mamy co prawda prototypy, z którymi wykonałyśmy zdjęcia, ale rozpoczęcie ich produkcji nie jest w tym momencie możliwe. 

Takiej czarnej, klasycznej szmizjerki od dawna brakowało w mojej szafie. Sukienka wejdzie do sprzedaży w kwietniu. Tej sukienki już na pewno nikomu nie oddam ;). Jeśli szukacie czegoś eleganckiego i wygodnego zarazem to ten model na pewno Was zachwyci. Wprowadzamy go do sprzedaży już jutro. Ta sukienka jest już w sprzedaży. To kolejny model, który z powodzeniem można nosić wczesną wiosną, a latem łączyć go z klapkami albo sandałami. Przy tym produkcie wykorzystałyśmy wysokogatunkową wiskozę. Biała sukienka z ażurowej bawełny powinna wejść do sprzedaży w kwietniu. 
Sukienka na jedno ramię w końcu została przez nas ostatecznie zatwierdzona – niestety, z uwagi na obecną sytuację musieliśmy wstrzymać się z jej produkcją aż do końca kwietnia. Z kolei kardigan, o który pytałyście mnie w komentarzach nareszcie jest już dostępny. 

 

Uruchamiamy domowe zapasy i pieczemy zapiekankę z gulaszem

 Our generation is not used to stockpiling – quite the opposite, there were times when we were discreetly smiling to one another at the table when hearing how many jars of preserves landed in the larder. When I come to think about it, there were seasons so abundant that my hands were becoming numb with all the peeling and cutting. Who would have thought that a time would come when a jar with fried white transparent or cooked tomatoes would be treated with the greatest gravity. The current situation is imposing limitations on us that we are rigorously following. We occasionally leave our home to do the shopping at a local store and buy a few basic products. What will the future bring? Well, I don’t know. We live from one day to the next. The only thing that we’re planning are meals together and just like everyone, we are glad that we can spend time together.

*    *   *

Nasze pokolenie nie przywykło do robienia zapasów – wręcz przeciwnie, bywały chwile, że dyskretnie uśmiechaliśmy się do siebie przy stole, słysząc ile to słoików zapraw znów wylądowało w spiżarce. Sięgając pamięcią, zdarzały się sezony tak obfite w owoce, że dłonie nam drętwiały od obierania i krojenia. Kto by wtedy pomyślał, że nadejdzie chwila, kiedy słoiczek podsmażonych papierówek albo gotowanych pomidorów, traktowany będzie z największym namaszczeniem. Obecna sytuacja wymusza na nas ograniczenia, których trzymamy się rygorystycznie. Sporadyczne wyjścia z domu odbywają się wyłącznie do osiedlowego sklepiku, po kilka podstawowych produktów. Co będzie dalej, nie wiem. Żyjemy z dnia na dzień. Planujemy jedynie wspólne posiłki i tak jak każdy, cieszymy się, że jesteśmy razem.

Ingredients:

(recipe for 4-6 portions)

approx. 1 kg of beef in one piece (e.g. beef shoulder, shank, or chine)

1-2 tablespoons of smoked paprika (it’s best to not omit it for the sake of the taste)

2 onions

approx. 250 g of champignons

4 cloves of garlic

approx. 600/800 ml of home-made tomato sauce or passata

4 – 5  allspice corns / 4 bay leaves / dried oregano

freshly ground pepper / sea salt

2 pieces of puff pastry

for spread:

1 yolk

served with:

sour cream mixed with a tablespoon of olive, a handful of fresh coriander or parsley

* * *

Skład:

(przepis dla 4-6 osób)

ok. 1 kg mięsa wołowego w kawałku (np. łopatka, pręga lub karkówka wołowa)

1-2 łyżki wędzonej papryki (dla dobra smaku lepiej nie pomijać)

2 cebule

ok. 250 g pieczarek

4 ząbki czosnku

ok. 600/800 ml domowego przecieru pomidorowego lub passaty

4- 5 ziarenek ziela angielskiego / 4 liście laurowe / suszone oregano

świeżo zmielony pieprz ziołowy / sól morska

2 płaty ciasta francuskiego

do posmarowania: 1 żółtko

do podania: kwaśna śmietana wymieszana z łyżką oliwy, garść świeżej kolendry lub pietruszki

Directions:

1. To prepare the stew: dice the washed and dried meat (I recommend sharpening the knife beforehand as you’ll have a lot of cutting). In a wide, iron-cast dish, heat up some olive oil and slightly fry chopped garlic, onion, bay leaves, allspice corns, and smoked paprika (it’s an important moment as it’s all about filling the dish with the fragrance of all the spices). Add cut meat pieces and fry until the meat is ready. Season everything with salt and freshly ground pepper. Pour the tomato passata into the dish, decrease the heat, and cook for at least 40 minutes, stirring from time to time, so that the stew doesn’t stick to the bottom.

2. To prepare the casserole: line a greased heat-resistant dish or baking tray with puff pastry. Note: you can slightly bake the bottom first in an oven pre-heated to 200ºC. That’s how you can avoid a raw bottom. Then, spread the stew on the bottom (you don’t need to heat it up beforehand). Cover it with the remaining piece of the puff pastry. Incise the top layer and cover it with whipped yolk. Bake everything in an oven preheated to 200ºC for approx. 20 minutes. Serve hot with sour cream mixed with a little bit of olive oil and fresh coriander.

* * *

A oto jak to zrobić:

1. Aby zrobić gulasz: umyte i osuszone mięso kroję na małe kawałki (tu polecam wcześniej naostrzyć nóż, bo krojenia jest sporo). W szerokiem, żeliwnym naczyniu rozgrzewamy oliwę i delikatnie podsmażamy posiekany czosnek, cebulę, pieczarki, liście laurowe, ziele angielskie oraz wędzoną paprykę (to ważny moment, gdyż uwalniamy zapach wszystkich ziół). Dodajemy pokrojone kawałki mięsa i smażymy, aż mięso będzie gotowe. Doprawiamy solą, oregano i świeżo zmielonym pieprzem. Całość zalewamy passatą, zmniejszamy płomień i gotujemy min. 40 minut, od czasu do czasu mieszając, aby gulasz nie przywarł do dna.

2. Aby zrobić zapiekankę: natłuszczoną żaroodporną formę lub blachę wykładamy ciastem francuskim. I tu uwaga: spód możemy wcześniej lekko podpiec w rozgrzanym piekarniku w 200 stopniach C, wówczas unikniemy surowego spodu. Następnie na podpieczony spód rozkładamy gulasz (wcześniej nie trzeba go podgrzewać). Przykrywamy pozostałą porcją ciasta. Nacinamy wierzch i smarujemy roztrzepanym żółtkiem. Pieczemy w rozgrzanym piekarniku w 200 stopniach C przez ok. 20 minut. Podajemy na ciepło z kwaśną śmietaną wymieszaną z odrobiną oliwy i świeżą kolendrą.

Dice the washed and dried meat (I recommend sharpening the knife beforehand as you’ll have a lot of cutting). In a wide, iron-cast dish, heat up some olive oil and slightly fry chopped garlic, onion, bay leaves, allspice corns, and smoked paprika (it’s an important moment as it’s all about filling the dish with the fragrance of all the spices). Add cut meat pieces and fry until the meat is ready. Season everything with salt and freshly ground pepper. Pour the tomato passata into the dish, decrease the heat, and cook for at least 40 minutes, stirring from time to time, so that the stew doesn’t stick to the bottom.

* * *

Umyte i osuszone mięso kroję na małe kawałki (tu polecam wcześniej naostrzyć nóż, bo krojenia jest sporo). W szerokiem, żeliwnym naczyniu rozgrzewamy oliwę i delikatnie podsmażamy posiekany czosnek, cebulę, liście laurowe, ziele angielskie oraz wędzoną paprykę (to ważny moment, gdyż uwalniamy zapach wszystkich ziół). Dodajemy pokrojone kawałki mięsa i smażymy, aż mięso będzie gotowe. Doprawiamy solą i świeżo zmielonym pieprzem. Całość zalewamy passatą, zmniejszamy płomień i gotujemy min. 40 minut, od czasu do czasu mieszając, żeby gulasz nie przywarł do dna.

Line a greased heat-resistant dish or baking tray with puff pastry. Note: you can slightly bake the bottom first in an oven pre-heated to 200ºC. That’s how you can avoid a raw bottom. Then, spread the stew on the bottom (you don’t need to heat it up beforehand). Cover it with the remaining piece of the puff pastry.

* * *

Natłuszczoną żaroodporną formę lub blachę wykładamy ciastem francuskim. I tu uwaga: spód możemy wcześniej lekko podpiec w rozgrzanym piekarniku w 200 stopniach C, wówczas unikniemy surowego spodu. Następnie na podpieczony spód rozkładamy gulasz (wcześniej nie trzeba go podgrzewać). Przykrywamy pozostałą porcją ciasta.

Incise the top layer

Nacinamy wierzch ciasta

and cover it with whipped yolk.

i smarujemy roztrzepanym żółtkiem.

Bake everything in an oven preheated to 200ºC for approx. 20 minutes.

Pieczemy w rozgrzanym piekarniku w 200 stopniach C przez ok. 20 minut.

Serve hot (e.g. with sour cream mixed with a little bit of olive oil) and fresh coriander.

Podajemy na ciepło (np. z kwaśną śmietaną wymieszaną z odrobiną oliwy) i świeżą kolendrą.