5 Ways to Relieve Holiday Stress

Over the past few years I got a little lost and mostly unnecessary I have spent lot of the time before Christmas in shopping malls looking anxiously for gifts. I have forgotten long ago, what I felt as a child waiting for Santa Claus, or helping my mom in our traditional family preparations. This time I want to really feel this wonderful mood again and not get caught up in the holiday madness. How to live peacefully in today's fast world? Is it even possible? This year, in order to not get mad or get caught in the wild race I decided that every day I would do something, which allows me to find the true spirit of Christmas. I wish that the upcoming Christmas will be quiet and truly family-oriented (finally!).

….

Przez ostanie kilka lat trochę się pogubiłam i niepotrzebnie większość czasu przed świętami spędzałam głównie w centrach handlowych na nerwowym poszukiwaniu prezentów. Już dawno zapomniałam, co czułam jako dziecko czekając na Świętego Mikołaja, czy pomagając mamie w naszych tradycyjnych rodzinnych przygotowaniach. Tym razem chcę naprawdę poczuć ten piękny nastrój i nie dać się wciągnąć w świąteczne szaleństwo. Jak w dzisiejszym szybkim świecie żyć spokojnie? Czy to w ogóle możliwe? W tym roku, chcąc nie dać się zwariować i wplątać w gonitwę postanowiłam, że codziennie będę robić coś co pozwala mi odnaleźć prawdziwego ducha Świąt. Chciałabym, aby nadchodzące Boże Narodzenie było spokojne i rodzinne (i koniec kropka). 

spodnie / trousers – Nelly.com ; sweter /  jumper – Mosquito.pl

Kuchenne szamotanie wokół świątecznych wypieków.  

Odkąd pamiętam, moja mama samodzielnie zmagała się z przygotowaniem dwunastu różnych dań dla naszej licznej rodziny. W tym roku, z rodzeństwem, postanowiliśmy podzielić się obowiązkami kulinarnymi. Do moich zadań należy zrobienie sernika (rezultat będziecie mogli zobaczyć na moim instagramie) oraz upieczenie ciasteczek. Wypiekanie bożonarodzeniowych smakołyków pochłania mnie całkowicie. W tym czasie jestem w stanie zapomnieć o wszelkich aktualnie trapiących mnie zmartwieniach. Zapach dobiegający z piekarnika i obserwowanie rumieniących się w środku ciasteczek, to coś co przypomina mi najpiękniejsze chwile z dzieciństwa. Z tą różnicą, że moje wypieki są trochę inne niż te z masłem, cukrem i mąką pszenną. Zapraszam do zapoznania się z moją wersją super zdrowych ciasteczek – nie zawierają glutenu, jajek ani cukru.  

Potrzebne składniki (wszystkie produkty do upieczenia ciasteczek udało mi się kupić przez internet w biosklepie.com.pl): 

1/2 szklanki mąki jaglanej 

1/2 szklanka mąki gryczanej

1/2 szklanki mąki kukurydzianej

1/2 szklanka wody

2 czubate łyżki zmielonego siemienia lnianego 

6 łyżek oleju z kokosa

3 czubate łyżeczki karoba lub prawdziwego kakao

2 łyżka cynamonu

3/4 szklanki syropu klonowego lub 6 dużych łyżek miodu

1/2 łyżeczki zmielonych goździków 

1/2 łyżeczki kardamonu

1/2 łyżeczki zmielonej gałki muszkatołowej 

szczypta soli 

Sposób przyrządzania:  

1. Do dużej miski wsypujemy wszystkie rodzaje mąk i szczyptę soli. 

2. Do małego garnuszka wlewamy wodę i wsypujemy siemię lniane, na małym ogniu podgrzewamy przez około 3 minuty.

3. Do kolejnego małego garnka wlewamy olej z kokosu, syrop klonowy (lub miód), cynamon oraz pozostałe przyprawy. Słodką konsystencję podgrzewamy na małym ogniu do uzyskania jednolitej masy. 

4. Po wystygnięciu siemienia lnianego oraz słodkiego sosu obydwie zawartości garnuszków łączymy ze sobą (konsystencja sosu powinna być „glutowata”). 

5. Sos łączymy z mąką i ugniatamy ciasto.

6. Do wałkowania ciasta, tortownicę posypujemy mąką jaglaną. 

7. Piekarnik rozgrzewamy do 160 stopni.

8. Nasze wykrojone ciasteczka pieczemy około 6-12 minut (zależy od grubości).

Zrelaksuj się czytając pasjonującą książkę. Wolny od zajęć świąteczny czas to nasz moment na chwilę z dobrą lekturą. 

W Święta czas zawsze płynie wolniej, a nasz plan dnia jest zupełnie inny niż w zwykłe weekendy. Sklepy są nieczynne, a obowiązki związane z pracą nie muszą nas zupełnie interesować. To jeden z niewielu momentów w roku, kiedy możemy robić to na co mamy ochotę. Czytanie jest moim ulubionym sposobem na zrelaksowanie się, wyciszenie i odpoczynek. Coroczną tradycją stało się dla mnie wyszukiwanie ciekawych pozycji książkowych jeszcze przed okresem świątecznym. Nie ma nic piękniejszego niż świadomość, że w domu czeka na mnie dobra książka. Tym razem w moje ręce trafił tytuł  „Na Zdrowie! Jak osiągnąć harmonię ciała, ducha i umysłu” doktora Jana Pokrywki oraz Filipa Żurakowskiego. Jest to poradnik o zdrowiu, właściwej diecie i znaczeniu psychiki człowieka dla zachowania dobrej kondycji fizycznej. Autorzy nie skupiają się wyłącznie na tym co powinniśmy, a czego nie powinniśmy jeść. Pokazują nam również, jak osiągnąć i rozwijać harmonię ducha. Gorąco zachęcam do zapoznania się z tą pozycją. Od dawna nie natrafiłam na tak trafne i ciekawe spostrzeżenia. Dla wszystkich chętnych Czytelniczek tutaj mam link do strony wydawnictwa (uwaga! dobra wiadomość, teraz można ją kupić o dwadzieścia procent taniej). 

Odnajdźmy spokój podczas obcowania z naturą. Tylko w lesie poczujesz prawdziwy zapach choinek.

Mam ogromne szczęście mieszkać blisko lasu. Wystarczy, że podejdę pod trzystumetrową górkę i już jestem otoczona wysokimi drzewami. Nie słychać w nim szumu i zgiełku miasta tylko delikatny świergot ptaków. Przez ten czas, kiedy spaceruję z córeczką nie myślę o tym, ile jeszcze prezentów zostało mi do zapakowania i czy na pewno już wszystkich zaprosiłam na kolację Wigilijną. Zrelaksować się podczas świątecznej gonitwy jest naprawdę ciężko, ale każdy z nas ma swoje ukochane miejsca na świeżym powietrzu. Odwiedźcie je w najbliższych dniach – obiecuję, że doda Wam to energii. Chwila wytchnienia na świeżym powietrzu pozwoli nam się nie tylko nacieszyć czasem z bliskimi, ale także zregenerować nasze siły. A dzięki temu powrót do pracy nie będzie aż tak bolesny ;). Cisza w otoczeniu przyrody jest też idealnym momentem, aby poszukać z dziećmi śladów Świętego Mikołaja i pierwszej gwiazdki lub opowiedzieć im o tym, jak sami spędzaliśmy Święta w dzieciństwie – mały powrót do przeszłości jeszcze nikomu nie zaszkodził.

 Pomagajmy potrzebującym. Nawet zwykłe „dziękuję” wywoła uśmiech na naszych twarzach i doda energii do życia.

Święta to czas, kiedy zdajemy sobie sprawę, że nie wszyscy mają takie szczęście jak my. Na około nas z pewnością jest ktoś, dla kogo czekolada czy batonik to prawdziwy prezent. Istnieją różne formy pomocy. Jeśli dzięki naszej pomocy, ktoś będzie miał lepsze święta, będzie to najlepszym dowodem, że prawdziwy Duch Świąt wciąż istnieje. W okresie świątecznym rusza wiele akcji charytatywnych, w których z łatwością możemy wziąć udział. W tym roku postanowiłam wesprzeć akcję Pajacyk. Dochód ze sprzedaży pajacykowych bransoletek przeznaczony jest na dożywianie dzieci.

Wyłączmy perfekcjonizm, nie wszystko musi być idealne! Święta to przede wszystkim czas na wypoczynek! 

Najwięcej stresu przysparzają nam nasze nierealne oczekiwania. Dążymy do doskonałości, którą widzimy w reklamach, programach telewizyjnych i filmach. W prawdziwym życiu, tym nie wykreowanym przez media, nie jesteśmy w stanie wszystkiego ogarnąć idealnie. Nieperfekcyjna pani domu, to nie powód do wstydu! Spróbujmy zaakceptować fakt, że nie na wszystko mamy wpływ. Ideałów nie ma! Nic się nie stanie jeśli jedno okno będzie nieumyte, lub przypalą nam sie pierogi. Nasz uśmiech na ustach i zrelaksowana buzia są o wiele lepszym wyznacznikiem świątecznej atmosfery niż dwanaście potraw na stole. 

Na myśl o świątecznych przygotowaniach dostajemy gęsiej skórki i już jesteśmy zmęczeni. Nie możemy do tego dopuścić! Nadchodzi magiczny czas, który jest przepełniony cudownymi chwilami. Od nas zależy jak go spędzimy i czy będziemy umieli w szaleństwie świątecznych prac odnaleźć chwilę na zwolnienie tempa. Taki relaks pomoże poczuć magię świąt i cieszyć się wspólnymi chwilami z rodziną. Życzę Wam wielu radosnych chwil w rodzinnym gronie oraz spokojnych i Wesołych Świąt :)

 

 

 

 

 

7 ways to boost your metabolism without exercise

 Wszystkie doskonale wiemy, że nasza przemiana materii zwalnia wraz z upływającym wiekiem. Pamiętam, że jeszcze za czasów studenckich mogłam pozwolić sobie na codzienne pałaszowanie białej bułki z pastą jajeczną i nie borykałam się ze zrzucaniem zbędnych kilogramów. Nie musiałam dużo ćwiczyć, żeby moje ciało wyglądało zgrabnie (piękne czasy :)). Dziś, mając dwadzieścia osiem lat, muszę przywiązywać znacznie większą wagę do kaloryczności spożywanych dań. Między dwudziestym piątym, a sześćdziesiątym piątym rokiem życia nasz metabolizm zwalnia, aż o dwadzieścia pięć procent. Nic dziwnego, że jest nam coraz trudniej pozbyć się oponki wokół brzucha. Pocieszające jest to, że osoby aktywne fizycznie i stosujące się do zasad zdrowego odżywiania są w stanie podkręcić nieco swój metabolizm – spowolnienie przemiany materii nie jest nieodwracalne! Możemy temu zapobiec lub nawet odwrócić ten proces. W dzisiejszym poście przygotowałam dla Was kilka propozycji tego co powinno zaleźć się w naszym codziennym jadłospisie.

Mała czarna

Picie z rana małej czarnej kawy szybko rozrusza naszą przemianę materii. Filiżanka tego aromatycznego napoju jest w stanie nawet o 15 procent przyśpieszyć nasz metabolizm. Jeżeli tak jak ja, wolicie pić ją w domowym zaciszu, warto zainwestować w ciśnieniowy ekspres do kawy (godny polecenia jest Siemens EQ.6, bo dzięki niemu przygotujemy też latte i cappuccino). Pomimo, że na początku musimy wydać spore pieniądze na jego kupno, to w dłuższej perspektywie jest to bardziej opłacalne niż codzienne spacery do pobliskiej kawiarni. Z kawą nie można przesadzić (maksymalnie 2-3 filiżanki dziennie), ale jedno wypite espresso w zaciszu kuchni, to mój ulubiony codzienny rytuał.

Śliwkowa kanapka

Śmiało można powiedzieć, że suszone śliwki są jednym z najbogatszych źródeł błonnika, który przyspiesza trawienie i zapobiega wchłanianiu się tłuszczu z pokarmu. Wystarczy jeść trzy śliwki dziennie. Starając się urozmaicić mój śliwkowy jadłospis wymyśliłam kanapkę do której dodałam kilka sztuk. Na chlebie z pełnoziarnistej mąki, kładę garść liści rucoli, plasterek pieczonego indyka i śliwki, które wcześniej upiekłam razem z mięsem. Gdybyście znali inne zastosowania śliwek w potrawach, czekam na Wasze przepisy w komentarzach.

 Kwaśne orzeźwienie 

Mój każdy poranek zaczynam od wypicia ciepłej wody z cytryną. Doskonale oczyszcza organizm z toksyn, porządnie go nawadnia i rozkręca metabolizm na cały dzień. Ma podobne działanie do herbatek oczyszczających, ale jest znacznie zdrowszy. Zaledwie po kilku dniach regularnego picia wody z cytryną, o poranku (na czczo) możemy zobaczyć poprawę kondycji naszej skóry. Dodatkowo cudownym działaniem tej mikstury jest hamowanie łaknienia. To wszystko mogłoby się wydawać zbyt piękne, ale uwierzcie mi na słowo – to naprawdę działa :)!

Magiczna zupa  

Zupa z białej kapusty to lekki i mało kaloryczny przysmak (w ogóle nie zawierający tłuszczu). Jest bogatym źródłem błonnika, który usprawnia przemianę materii. Najlepiej od razu ugotować większą porcję (spokojnie może stać w lodówce nawet tydzień). Oto przepis na magiczną zupę z kapusty: 

Składniki:

1 główka kapust białej lub włoskiej

3 cebule

3 pomidory

1 papryka

2 marchewki

pietruszka 

przyprawy: czarny pieprz, curry, koper, oregano, estragon, czosnek, bazylia, liść laurowy, ziele angielskie, kminek, majeranek 

Sposób przygotowania: 

1. Kroimy wszystkie warzywa na średniej wielkości kostki

2. Pokrojone warzywa wrzucamy do głębokiego garnka i zalewamy 2-3 litrami wody

3. Wywar gotujemy około 1 godziny (tak aby warzywa zmiękły) 

4. Pod koniec wsypujemy dowolną ilość przypraw

Orzeszki prosto z pieca 

Czy często zdarza się Wam jeść orzechy? Z badań wynika, że osoby regularnie spożywające tę przekąskę znacznie rzadziej borykają się z zaburzeniami metabolicznymi i otyłością. Nie wymagają żadnego przygotowania, więc świetnie nadają się na przykład do pracy. W sklepach znajdziemy mnóstwo propozycji. Ostatnio przechadzając się między sklepowymi półkami natrafiłam nawet na orzeszki z pieca nie brudzące rąk, które w trakcie przygotowywania są dwukrotnie prażone. Znajdziecie je w ofercie Felix. Pomimo, że jest to dość kaloryczny przysmak, regularne jedzenie orzeszków w rozsądnych ilościach, może pomóc nam w dążeniu do wymarzonej sylwetki.

Zielone na talerzu 

Zielone warzywa to bogactwo witamin. Mają dużo błonnika, mało kalorii, zero tłuszczu. Na kolację najczęściej przygotowuję brokułówe puree z parowaru (dzięki temu warzywo nie jest rozgotowane i nie traci swoich wartości odżywczych). Wcześniej ugotowane brokuły rozgniatam widelcem dodaję smakowe oliwy (truflową i chilli), a na koniec wszystko posypuję parmezanem. Potrzebujemy 15 minut, aby przygotować tę pyszną zdrową przekąskę.

Ostre jak diabli 

Naukowcy potwierdzają, że przyprawy o ostrym smaku mogą nawet o dziesięć procent przyśpieszyć pracę naszego metabolizmu. Każda z nas w ciągu dnia spala około tysiąc osiemset kalorii, czyli sto osiemdziesiąt stracimy tylko dzięki dosypaniu do kawy cynamonu. Innymi pomysłami na wykorzystanie pikantnych przypraw jest posmarowanie kromki chleba musztardą lub posypanie pieczeni z indyka pieprzem cayenne. Gdybyście piekły kruche ciasteczka nie zapomnijcie dodać do nich imbiru. Voila! Dzięki tym paru trikom możemy w ciągu dnia pozwolić sobie na zjedzenie kilku dodatkowych kostek czekolady (oczywiście gorzkiej ;)).

Ulepszenie naszej codziennej diety nie jest trudne. Wystarczy wprowadzić kilka z powyższych rad, a same szybko przekonamy się jak pozytywnie wpłyną one na nasze samopoczucie i szczupłą sylwetkę. Pamiętajmy! Drogą do sukcesu jest systematyczność! Nie zapominajmy o ruchu i po raz kolejny zachęcam Was do chodzenia na siłownię (samo cardio na nic się nie zda). Tradycyjnie już czekam na Wasze sposoby i rady w komentarzach. 

50’s GLAMOUR LOOK – How to look like Marilyn Monroe

Despite the fact that fashion seems to be in constant transformation, the fifties are still considered as the time of the iconic movie stars and their dazzling outfits. Grace Kelly, Audrey Hepburn, Elizabeth Taylor, Sophia Loren together with my favorites Brigitte Bardot and Marilyn Monroe, were the style icons of that era. When they ruled on the big screen, their fans wanted to look equally refined. That's when women came up with the best makeup tricks, ideas to make the perfect curls or with the outfits enhancing the feminine shapes. Some of those still works amazing. For example; is there many women out there without at least one bloody red lipstick in their make-up bag? In today's post I wanted to create a look straight out of 50’s.

Lata pięćdziesiąte to czas gwiazd filmowych, których wizerunek i kreacje zachwycają pomimo wciąż zmieniającej się mody. Ikonami stylu i elegancji tamtej epoki były Grace Kelly, Audrey Hepburn, Elizabeth Taylor, Sophia Loren oraz moje ulubienice Brigitte Bardot i Marilyn Monroe. W czasach gdy królowały na dużym ekranie, ich wielbicielki pragnęły wyglądać równie wytwornie. To właśnie wtedy płeć piękna wypracowała najlepsze triki na makijaż, perfekcyjnie zakręcone loki, czy stroje uwydatniające kobiece kształty. Część z nich świetnie sprawdzi się również dzisiaj. Bo która z nas nie ma w swojej kosmetyczce krwisto czerwonej szminki? W dzisiejszym poście chciałam spróbować stworzyć look prosto z lat pięćdziesiątych.

Seksowne fale

W latach pięćdziesiątych kobiety najczęściej układały włosy w loki i fale. Popularnymi sposobami poprawiania codziennej fryzury było nakręcanie włosów na wałki. Farbowanie włosów (często na kolor blond) było na porządku dziennym. Marilyn Monroe aby uzyskać kolor platyny, regularnie utleniała włosy (naturalne były ciemne i kręcone). W tamtych latach dużą sławę zdobył lakier do włosów. Możemy sobie tylko wyobrazić jak po tylu szkodliwych zabiegach prezentowały się fryzury na żywo.

Teraz mamy dużo większy wybór kosmetyków i sprzętu do układania włosów, nie musimy aż tak obawiać się o ich przypalenie, wysychanie i łamliwość. Aby uzyskać efekt sprężystch loków użyłam nowości marki Babylisss. Curl Secret to nowoczesna lokówka, dzięki której nie trzeba mozolnie nawijać włosów i długo czekać na efekt. Urządzenie automatycznie wciąga kosmyk, owija go wokół ceramicznych elementów grzejnych i po kilku sekundach uwalnia w formie pięknie skręconego loka. Efekt możecie zobaczyć na zdjęciach. 

Zapach kobiety

Każda z legendarnych gwiazd kina miała swój ulubiony flakonik perfum. Bridgiet Bardot kochała  L'Heure Bleue, marki Guerlain. Audrey Hepburn uwielbiała jaśminowy, najdroższy na świecie aromat; Joy by Jean Patou. Perfumy Fleurissimo Creed zostały specjalnie stworzone dla Grace Kelly na dzień jej ślubu z Księciem Monako. Chanel numer 5 upodobała sobie Marilyn Monroe (podobno zawsze przed pójściem spać spryskiwała się swoim ulubionym zapachem). Też mam te perfumy w swojej kosmetyczce, ale w odświeżonej wersji (kiedyś ten zapach w ogóle mi się nie podobał, ale dom mody Chanel delikatnie zmienił recepturę tego znanego na całym świecie flakoniku).

Czerwień niczym z horrorów Alfreda Hitchcocka

Podstawowym elementem stworzenia looku z lat pięćdziesiątych jest mocny makijaż. Elizabeth Taylor czy Sophia Loren chcąc wyeksponować piękno swoich twarzy, stosowały dobrze teraz nam znaną technikę, polegającą na podkreśleniu czarną kreską linii oczu tak, aby wychodziła mocno poza jej kontur. Nadawało to spojrzeniu głębi i tajemniczości. Z kolei Marilyn Monroe, aby optycznie powiększyć swoje usta stosowała, aż siedem różnych odcieni czerwonej szminki. Starając się uzyskać u siebie pełen zmysłowości image z lat pięćdziesiątych zagęściłam rzęsy (jeśli macie dosyć tuszów i ciągłego demakijażu to polecam nową metodą Volume Russian Style by Secret Lashes). Efekt jest spektakularny i opiera się na doczepianiu kilku ultra-cienkich rzęs 0,03 mm do jednej naturalnej. Gdybyście chciały same spróbować tej innowacyjnej metody polecam Instytutu Urody Abacosun w Gdańsku, przy ulicy Partyzantów 3. Po tego typu zabiegu wyglądam dobrze nawet bez makijażu, prosto po przebudzeniu.

Porcelanowa cera

Idealnie gładka, lśniąca i nieskazitelna cera to marzenie każdej z nas. Brigitte Bardot nigdy nie używała żadnych kosmetyków pielęgnacyjnych do twarzy. Jedynymi produktami, którymi posługiwała się na co dzień były olejki i mleczka do opalania. Marilyn Monroe wklepywała w twarz grubą warstwą wazeliny, by uczynić skórę miękką i promienną. Najbardziej zaskakującym sposobem jej pielęgnacji był krem hormonalny, który stosowała zarówno na noc jak i na dzień. Efektem ubocznym tej kuracji było delikatne owłosienie na jej brodzie (którego nigdy nie chciała się pozbyć, ponieważ uważała, że dzięki niemu twarz ma miękką poświatę i lepiej prezentuje się na zdjęciach – pozostawię to bez komentarza). Dobrze, że w dzisiejszych czasach nie musimy sięgać po tak drastyczne metody pielęgnacji. Moim nowym kosmetycznym odkryciem jest krem na dzień firmy Caronlab Australia. Wybrałam ten z serii Byothea do każdego typu cery. Jedną z jego wielu zalet jest delikatna konsystencja, która doskonale sprawdza się jako baza pod makijaż. Jest to kosmetyk naturalny, bez dodatku parabenów. 

Hollywoodzki uśmiech

Idealnie białe i równe zęby – rzadko kiedy natura obdarza takim walorem. A jednak wszystkie aktorki, modelki i gwiazdy lat pięćdziesiątych je miały. Wniosek jest prosty – już w tamtych czasach specjaliści wiedzieli jak stworzyć hollywoodzki uśmiech. Dokładnie miesiąc temu zdjęłam aparat ortodontyczny. Stan moich zębów pozostawiał dużo do życzenia. Zanim udałam się do zaprzyjaźnionego dentysty, Kasia poleciła mi wybielającą pastę do zębów. Denivit Express White jest to, skuteczny środek, a efekty widać po pierwszym szorowaniu. Nie używajcie jej jednak za często, najlepiej tylko przed ważnymi wyjściami, bo bardzo podrażnia dziąsła.

Talia jak u osy

Kobiety lat pięćdziesiątych pragnęły podkreślić wąską talię i szersze biodra. Christian Dior w 1947 zaprezentował kolekcję "New Look", w której można było wyróżnić dwie linie kobiecej sylwetki. Corrole (przysłowiowe A), to rozkloszowana spódnica, marszczona, szyta z koła, wymagająca wielowarstwowych halek płóciennych lub nylonowych. Sylwetka „ósemka” (przysłowiowe B), to przede wszystkim bardzo wąska ołówkowa spódnica. Obydwa wzory ideału kobiecej figury obowiązywały przez dziesięciolecia.

Moda, styl i elegancja lat pięćdziesiątych inspiruje nas do dzisiaj. Kobiety tamtych lat stały się ikonami wdzięku, dobrego gustu i wyczucia smaku, który po dziś dzień próbujemy naśladować. Chcąc poczuć się, chociaż na chwilę, jak jedna z nich powinnyśmy zacząć od określenia typu sylwetki i dobrać odpowiedni strój. Następnie przejrzeć kilka zdjęć modelek i aktorek z lat pięćdziesiątych i dopasować do twarzy odpowiednią fryzurę. Aby uzyskać końcowy efekt musimy wykonać perfekcyjny makijaż. Napiszcie w komentarzach, czy macie swoją ulubioną gwiazdę z tamych lat i czy próbowałyście już stworzyć look inspirowany jej stylem? Czekam na Wsze komentarze.

 

#nikewomen #newyork #perfectmix

Do you know how many women in recent years began to fight for their fitness condition and better look? In Europe alone, half of women are engaging themselves in some form of sport activity (while thirty years ago, it was only four women among a hundred). Before 1984’ we could not even take part in the Olympic marathon. That year Joan Benoit was the first women who won the long distance run and started a revolution that continues to this day. Setting new sport goals and achieving  them is no longer an issue for women all over the world. Running, fitness, dance are a part of our everyday life today. 

I spent the last few days in New York City with Nike and other sports enthusiasts from all over the world. Every day we were examining the clothes designed for women and their needs while testing them on our own skins as well. Tracksuits, leggings, sports bras and of course the shoes released by Nike are not just nice gadgets, but most importantly an instruments that makes exercises safe and much more enjoyable. Well, go ahead and take a look at the Nike collection for spring / summer 2015 with the latest models of shoes. What an amazing campaign! :)

Czy wiecie ile kobiet w ostatnich latach zaczęło walczyć o swoją sprawność fizyczną i lepszy wygląd? W samej Europie prawie co druga z nas regularnie uprawia sport (przy czym jeszcze trzydzieści lat temu wśród stu kobiet, tylko cztery próbowały swoich sił w sporcie). Przed osiemdziesiątym czwartym rokiem nie mogłyśmy nawet brać udziału w olimpijskim maratonie. Joan Benoit wygrywając pierwszy koronny dystans rozpoczęła rewolucję, która trwa do dziś. Kobiety na całym świecie nie mają już oporów przed wyznaczaniem i zdobywaniem nowych sportowych celów. Bieganie, fitness, taniec stały się elementem naszego codziennego życia.

Ostatnie kilka dni spędziłam w Nowym Jorku wraz Nike i innymi wielbicielkami sportu z całego świata. Codziennie oglądałyśmy i testowałyśmy na własnej skórze ubrania, zaprojektowane z myślą o kobietach i ich potrzebach. Dresy, legginsy, staniki sportowe i oczywiście buty w wydaniu Nike nie są tylko ładnym gadżetem, ale przede wszystkim narzędziem, dzięki któremu wykonywanie ćwiczeń jest bezpieczne i o niebo przyjemniejsze. Zresztą sami oceńcie kolekcję wiosnę/ lato 2015, najnowsze modele butów i całe przedsięwzięcie :).

Spring Studios to kilkupiętrowy budynek mieszczący się w samym sercu Nowego Jorku. Każde z pięter było zaadaptowane przez Nike. Na drugim piętrze znajdowały się gabloty z kolekcjonerskimi rzeczami i pamiątkami po zwycięstwach różnych sportowców. Na trzecim, sala z wybiegiem była przeznaczona na pokazy i wywiady. Na czwartym, poza salą lunchową, można było przez cały dzień oglądać kolekcję kolorowych zestawów sportowych, lekkich jak piórko kurtek do biegania, dopasowanych koszulek i legginsów. Na piątym piętrze znajdowała się wielka sala treningowa z widokiem na panoramę miasta.

Kolekcję prezentowały znane osobistości świata sportowego i sławne modelki, między innymi Karlie Kloss (Aniołek Victoria’s Secret).

W ciągu dwudniowych prezentacji, odbywających się w samym sercu Nowego Jorku poznałam wiele wyjątkowych kobiet, osiągających największe z możliwych sukcesy sportowe (między innymi Angelica Bengtsson, Sofia Boutella, Leticia Bufoni, Skylar Diggins, Brianne Theisen-Eaton , Allyson Felix, Joanna Jóźwik, Sally Kipyego, Daria Klishina, Carissa Moore, Li Na, Alana Nichols, Paula Radcliffe, Sarah Reinertsen, Laura Robson, Brianna Rollins, Sanya Richards Ross, Carolina Salgado, Maria Clara Salgado, Joan Benoit Samuelson, Dafne Schippers, Adelina Sotnikova i Katarina Johnson-Thompson).

1. Jako wielka fanka tenisa nie mogłam przepuścić takiej okazji. Li Na jest zwyciężczynią wielu turniejów tenisowych. / 2. Gabloty z kolekcjonerskimi rzeczami / 3. W gablotach również można było podziwiać całe sety ubrań na przykład Marii Sharapovej / 4. Od lat jestem wielką fanką tanecznego talentu Sofii Boutelli. Gdy zobaczyłam ją, wchodzącą swoim płynnym krokiem na scenę oniemiałam. Już kilka lat temu z zachwytem podziwiałam spoty reklamowe z jej udziałem dla Nike, teledyski i niesamowite wyczyny na koncertach Madonny. To, że zobaczyłam ją na żywo do dziś wydaje mi się nierealne.

Nike przy współpracy z Brazylijskim projektantem Pedro Lourenço stworzył niezwykle kobiecą kolekcję. Od razu rzuciły mi się w oczy czarno-pudrowo-różowe ubrania. Teraz, wylewając z siebie siódme poty na siłowi nadal możemy czuć się seksowne i dobrze ubrane. Chętnie zaopatrzyłabym się w kilka kompletów.

1. Zdrowy lunch – komosa ryżowa, awokado i warzywa  / 2. Biorę wszystko! / 3. Modelki bez mrugnięcia okiem prezentowały kolekcję / 4. Wzorzyste nadruki – hit czy kit?

Nie bójmy się kolorów, to one będą królować w nadchodzących trendach sportowych.

Aplikacji Nike+ Training Club, to urządzenie stworzone z myślą o osobach, które niezależnie od tego gdzie się znajdują, chciałyby trenować. Nike przygotowało wiele zróżnicowanych treningów dla każdego. Będąc w NYC mieliśmy okazję zapoznać się z jej funkcjami. Nic dziwnego, że zdobywa ogromną popularność na całym świecie bo jest łatwa w obsłudze i naprawdę pomaga w utrzymaniu kondycji. Pobrało ją już ponad 9 milionów ludzi.

Allyson Felix (biegaczka), Skylar Diggins (koszykarka), Joan Benoit (biegaczka), Li Na (tenisistka) opowiadały nam o swojej drodze do kariery.

1.Trening NTC odbywał się na Wall Street zaraz obok sławnego byka / 2. Widok z Brooklyn Bridge / 3. Ubrania wszystkich uczestniczek treningu w ciemności świeciły się na różne kolory / 4. Treningowy zestaw. który czekał na mnie w hotelu /

Zajęcia z pilatesu (można było się zmęczyć). Bardzo mi się spodobało – zaczynam regularne treningi.

Na wyjeździe towarzyszyła mi Marta Kowalska z Elle.pl, Alicja Szewczyk z Glamour, nasza Kasia (jako mój dzielny fotograf) oraz Maciej Lasoń (Nikowiec :)).

1. Limitowane buty Nike, specjalna edycja NYC / 2. Trening boxing (ja się obijam) / 3. Widok z okien był olśniewający / 4. Przez te kilka dni pełnych emocji sport pokochałam jeszcze bardziej.

Moja nowojorska przygoda z Nike dała mi jeszcze więcej motywacji do ćwiczeń i podejmowania kolejnych wyzwań. Cieszę się, że mogę być częścią społeczności #nikewomen, w której kobiety wspierają się nawzajem i wspólnie czerpią radość ze sportu. A czy Wy macie ochotę na mały trening? :)

I did it! My first marathon completed. I am the happiest and most tired person in the world

Last Sunday in Poznań I completed 42.190 kilometers run. Counting with me there was 6.315 people who finished the marathon ( I congratulate everyone!). I woke up this morning as a marathon girl, fulfilling one of my biggest dreams.

W zeszłą niedzielę, w Poznaniu, pokonałam czterdzieści dwa kilometry i sto dziewięćdziesiąt pięć metrów. Razem ze mną bieg ukończyło sześć tysięcy trzysta piętnaście osób (wszystkim ogromnie gratuluję!). Dzisiejszego dnia obudziłam się jako maratończyk, spełniając tym samym największe marzenie swojego życia :).

Po biegu nie było żadnych otarć. Przed maratonem testowałam różne zestawy ubrań, aby wybrać ten najwygodniejszy. Nike Flyknit Lunar2 spisały się na medal, podobnie jak wazelina, która ochroniła newralgiczne miejsca.

Dziewięć miesięcy – tyle zajęło mi przygotowanie się do przebiegnięcia maratonu. Przez ten czas przebiegłam tysiąc trzysta trzydzieści pięć kilometrów.

1. T-shirt – ForPro.pl 2. Spodenki – Nike 3. Czapka – Nike 4. Zegarek – Suunto 5. Pas – Nelly.com 6. Buty – Nike Flyknit Lunar2

Na trasie wspomagałam się żelami nowej polskiej marki ALE – Active Life Energy. Zdecydowałam się na nie w ostaniej chwili, wcześniej ich nie testując. Teraz sama mogę je śmiało polecać – dawały dobrego kopa i były smaczne (o ile tak można powiedzieć o żelach ;)).

Pan stojący obok nas mówił, że Pani ze zdjęcia jeszcze zmieni zdanie (ciekawa jestem czy się nie pomylił).

Co tam robi żyrafa?

Ratownicy medyczni na mecie mieli pełne ręce roboty. Sama zaraz po zakończeniu biegu udałam się do jednego z punktów medycznych. Ból w nogach był okropny. Na następny dzień czułam się znacznie lepiej, ale musiłam unikać schodów.

Atmosfera panująca na imprezach sportowych jest niepowtarzalna. Wszyscy emanują pozytywnym nastawieniem, duch sportowej walki unosi się w powietrzu, a radość widać w oczach każdego. Kibice są równie ważni co zawodnicy! Bez Was zawody nie miałby racji bytu!

Wielokrotnie powtarzno mi żebym biegła spokojnie, bo pierwszy raz należy po prostu przebiec. Tak też zrobiłam – całą trasę pokonałam równym stałym tempem. Na metę dotarłam z sporym zapasem energii. Dzięki temu teraz czuję się bardzo dobrze. Mięśnie już się zregenerowały i w sobotę znowu idę biegać :).

Nie mogłabym sobie wymarzyć lepszego debiutu. Organizatorzy spisali się na medal. Kibice wspierali nas na każdym kilometrze. Wolontariusze odwalili kawał dobrej roboty. Poznań w moim sercu na zawsze zapisuje się jako idealne miejsce do biegania maratonu.

Maraton ukończyłam w czasie 4:32 (z któtką przerwą na toaletę). Pomimo małych problemów z kontuzją mogę oficjalnie powiedzieć, że zostałam MARATOŃCZYKIEM.

1. Leginsy – Gatta 2. Bluza – Vila

Nadal do mnie nie dociera, że debiut mam już za sobą. Siedząc teraz przed ekranem komputera, wspominając wydarzenia z ostatnich dziewięciu miesięcy łezka kręci mi się w oku. Na swojej biegowej ścieżce spotkałam dużo wspaniałych ludzi. W szczególności muszę podziękować Michałowi Tomaszewskiemu za przeprowadzenie ze mną wielu ciężkich treningów na siłowi oraz Leszkowi Meringowi, dzięki któremu udało mi się wystartować w biegu bez dokuczliwego bólu w łydce. Teraz czas na zasłużony odpoczynek. Wiosną chciałabym jeszcze raz sprawdzić się na koronnym dystansie. Bo jak to mówią maratończycy – do stu razy sztuka.

Just a girl who decided to go for it

W zeszłą niedzielę wraz z wieloma biegaczami z całego świata stanęłam na starcie piętnastej edycji Poznańskiego Maratonu. Mam dla Wam przedsmak tego jak było – krótki filmik oddający atmosferę panującą wśród przyszłych maratończyków. Już dzisiaj wieczorem wszystkich serdecznie zapraszam na moją relację z biegu oprawioną zdjęciami zrobionymi przez Kasię.

Jeżeli macie problem z wyświetleniem filmiku zobaczcie go tutaj.