
Pisanie o modzie w ciągu ostatnich lat zupełnie zmieniło swój charakter. Dziś brakuje mi w Internecie dłuższych i ciekawych artykułów, które podchodziłyby do tego tematu pod socjologicznym kątem albo w praktyczny, a jednocześnie nietrywialny sposób, opisywały, jak być modną w codziennym życiu. W magazynach chciałabym częściej czytać o tym, co zrobić aby fajnie się ubierać, a nie w mgnieniu oka orientować się, że natrafiłam na kolejną krótką recenzję nowej sieciówkowej kolekcji, która pisana jest według dokładnie tego samego schematu, co reklama samochodu.

Kiedyś chętnie zaglądałam na bloga Joanny Glogazy, bo chociaż bardzo różnimy się stylami, to doceniałam fakt, że Joasia wychwytywała ciekawe zjawiska w modzie i potrafiła o nich pisać w lekki sposób. Swojego bloga wciąż prowadzi Harel, ale poza tym, dłuższych tekstów o modzie jest w Internecie tyle co kot napłakał. Instagram, mimo właściwie nieograniczonych profili, nie potrafi u mnie zapełnić tej luki. Dostarcza mi sporo wizualnych bodźców i to oczywiście w mojej pracy jest bardzo przydatne, ale marzy mi się, aby któraś z bohaterek dzisiejszego wpisu wróciła do pisania. A może Wy polecicie mi kogoś, kogo warto czytać?


Pernille urodziła się w 1984 roku w Kopenhadze, swoją karierę w modzie zaczęła już w wieku 16 lat, kiedy to pojechała do Paryża aby zająć się modelingiem. Z początku miał to być jednak tylko epizod, bo szybko wróciła do Danii i poszła na wymarzone studia, dzięki którym miała zostać dentystką i kontynuować rodzinną tradycję. Stomatologia okazała się jednak mniej interesująca niż moda – po roku odeszła z uczelni i postanowiła rozpocząć pracę w magazynie „ALT for Damerne”. Od tego momentu jej kariera potoczyła się błyskawicznie. Pracowała jako stylistka, pisała artykuły do magazynów, w porannej telewizji miała swój stały czas antenowy. Przyznaje jednak, że najbardziej przełomowym momentem było założenie własnego bloga w 2012 roku (niecały rok po tym jak powstało Makelifeeasier.pl). Juz po czterech miesiącach po uruchomieniu serwerów, jej strona zaczęła przynosić stały dochód. Dla Pernille był to ważny moment, bo w końcu mogła publikować dokładnie to, co chciała.
Niestety, tak jak większość blogerek, które śledziłam, Pernille również zamknęła bloga i przerzuciła się na Instagram. W tym momencie śledzi ją ponad milion użytkowników, a ona nie może narzekać na brak współprac. Nie nazwałabym jej stylu „minimalistycznym”, to raczej taki skandynawski twist z najbardziej topowymi markami, który ma w sobie pewną charakterystyczna surowość, ale jednocześnie sporo w nim ekstrawagancji. Od jakiegoś czasu mam też wrażenie, że Pernille nieco zwolniła – niedawno została mamą po raz trzeci, kończy budowę wymarzonego domu i nie ukrywa, że design coraz częściej zaprząta jej głowę.


W niedawnej rozmowie z moją przyjaciółką i jednocześnie wspólniczką w MLE Collection, zażartowałam, że chciałabym, aby nasza marka kojarzyła się jednoznacznie ze stylem „frandynawskim”. Zlepek słów „francuski” i „skandynawski” chyba najlepiej oddaje to, jak ja miksuję rzeczy… i co lubię oglądać u innych. Filippa Hagg mieszka co prawda w Londynie, ale zestawy, które pokazuje, byłyby dobrym przykładem dla mojego słowotworu. Wiele z jej ubrań wyszukuję później w sklepach lub szukam zamienników i myślę, że jej profil jest dobrą inspiracją, gdy po wstaniu z łóżka nie wiemy, co na siebie włożyć.


O ile styl Pernille jest nieco ekstrawagancki, o tyle projekty od innej skandynawskiej influencerki – Elin Kling – to już minimalizm w najczystszej postaci. Część z Was być może śledziła blog Elin, który swojego czasu był bardzo popularny. Gdy w 2014 roku wraz z mężem postanowiła założyć markę Toteme, Kling ogłosiła, że zamyka blog i skupia się w całości na prowadzeniu firmy odzieżowej. Jej projekty zostały docenione przez branżę modową na całym świecie i chociaż Elin podkreślała, że wcale nie chce podążać za trendami, to sama zaczęła je wyznaczać. Profil Toteme śledzi w tym momencie ponad pół miliona ludzi. Jest niezwykle spójny, przemyślany, estetyczny, świetnie oddający klimat marki. Dzięki niemu można też podejrzeć wnętrza butiku w Sztokholmie i jego witryny – podobno każda zmiana ekspozycji wzbudza wśród fanów marki wiele emocji.


Profil Karoliny Gruszeckiej obserwuję już od kilku lat – jeszcze nim przeszła z Elle do polskiego wydania Vogue, gdzie objęła stanowisko dyrektora działu mody. Ma charakterystyczny ekstrawagancki styl, który bardzo różni się od mojego, ale lubię podpatrywać, jak łączy ze sobą przeróżne trendy i zawsze wychodzi z tego obronną ręką. Na jej profilu znajdziecie sporo koloru, życia i niedużo – jak na przedstawicielkę branży modowej – lukrowanego świata. I chociaż Karlę śledzi ponad 50 000 użytkowników to nie ma się wrażenia, że podchodzi do Instagrama na poważnie, że traktuje go jak profesjonalne narzędzie – być może to zmyślna kreacja, a może prawdziwy luz. Karolina stylizuje sesje dla największych marek w Polsce, zdaje relacje z pokazów (akurat o to w czasie pandemii trochę trudniej), pokazuje kulisy pracy w modowej branży. W ostatnich tygodniach pracowała między innymi nad świetną sesją inspirowaną stylem księżnej Diany dla Vogue, którą naprawdę warto zobaczyć.


Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że Leia to kolejna przedstawicielka paryskich elit, która wyniosła swój wysmakowany i jednocześnie niewymuszony styl z domu. A raczej z jakiegoś arystokratycznego Chateau, w którym lokaj nakrywa od śniadania. Tymczasem Leia lubi podkreślać, że jest dokładnie na odwrót. Wychowała się, jak to mówi „w zupełnie zwyczajnej rodzinie” i nie zdobyła żadnego prestiżowego wykształcenia. Mówiąc wprost – rzuciła szkołę, szybciej niż życzyli sobie jej rodzice i przez parę lat ślizgała się między jedną pracą, a drugą nie bardzo wiedząc, jak poprowadzić swoją karierą. Jedyne czego była pewna, to że chce wykorzystywać swoją kreatywność. I chyba się udało, bo dziś Leia jest wziętym dyrektorem kreatywnym najlepszych francuskich marek. Jak sama twierdzi, to właśnie ta praca sprawia jej najwięcej przyjemności i chociaż Instagram bardzo pomaga w przekazywaniu swojej estetycznej wizji, to nie chce budować swojej kariery tylko na liczbie followersów (490 000).
Jej profil wygląda naturalnie – trochę w nim życia mamy (Leia w lutym urodziła trzecie dziecko), trochę topowych marek, trochę typowego paryskiego stylu z nutą nonszalancji. Lubię go, bo pokazuje mi świat mody od mniej nadmuchanej strony.
leggins & sweater / leginsy i sweter – MLE Collection (sweter to stara kolekcja) // white shirt / biała koszula – SeasideTones // shoes / klapki – Flattered

ring & earrings / pierścionek i kolczyki –




Jak zwykle odchodzę od meritum, bo po pierwsze coraz częściej łapię się na tym, że szeroko pojęte urządzanie przestrzeni zakrząta moje myśli bardziej niż moda czy kosmetyki, a po drugie dlatego, aby móc przejść do tłumaczenia się, że dzisiejszy wpis będzie krótki. Efektami mojej pracy nie będę mogła się z Wami pochwalić jeszcze przez wiele miesięcy (nie, nie będzie to książka, chociaż o niej też myślę coraz częściej), bo mnie samą denerwuje, gdy ktoś ogłasza wszem i wobec nowy projekt, a potem o przedsięwzięciu ani słychu ani widu. Zresztą zauważyłyście już pewnie, że do wszystkich biznesowo-zawodowych spraw podchodzę bardzo poważnie i już samo pisanie o tym, dlaczego o tym nie piszę sprawia, że pocą mi się ręce ;). W tym tygodniu musiałam już jednak wrócić do Was z czymś więcej niż „Look of The Day” („musiałam” to niedobre słowo, po prostu chciałam), a tak się składa, że wiem, jak bardzo lubicie kosmetyczne wpisy (statystyki nie kłamią), no i dla mnie takie recenzje to szybka sprawa.

2. 




5. Kilka innych produktów, które nigdy nie trafiają na tył szafki.
jacket with scarf / kurta z szalem –




1 i 2. Poranki w lutym zaczynały się powoli, ale kończyły bardzo szybko. // 3. Czy ktoś z Was biegł w dzieciństwie do salonu, aby oglądać na Jedynce o dziewiętnastej te urocze białe stworzonka? // 4. Poniedziałek. Zabieram się za uprzątnięcie mojego domowego biura, bo zaraz ruszamy z pracą, a wszędzie leżą jeszcze grafiki, które planowałam powiesić w niedzielę… //
Po drugiej stronie obiektywu nic nie wygląda już tak jak powinno. W lutym wróciłyśmy w końcu do pracy nad zdjęciami dla MLE i w marcu nie zamierzamy zwolnić :).
1. Prezent od mamy. Wie co lubię. // 2. Jedyne zdjęcie, na którym nie wcinam popcornu. Wszystkie trzy kolory tych dresów, wykonanych ze 100% wełny merynosowej, są już dostępne na
W takim wnętrzu zdjęcia same się robią.
Być może w lutym nie miałyście czasu zajrzeć na moje stories, więc chciałabym Wam szybko przypomnieć ekspresowy przepis na Kaiserschmarrn. Składniki na pewno macie w domu (duża szklanka mleka, szklanka mąki pszennej, 3 jajka, 3 łyżeczki cukru, pół łyżeczki wanilii lub esencji, szczypta soli, łyżka masła, konfitura do podania). Białka oddzielamy od żółtek, dodajemy szczyptę soli i ubijamy z nich pianę. Żółtka mieszamy trzepaczką z resztą składników (mleko, mąka, cukier, wanilia). Delikatnie dodajemy ubitą wcześniej pianę. Całość wylewamy na dużą patelnię, na której wcześniej rozgrzałyśmy masło. Po kilku minutach odwracamy omlet i czekamy aż delikatnie zarumieni się też z drugiej strony. Po chwili dzielimy ciasto łopatką na nieduże kawałki. Przed podaniem posypujemy cukrem pudrem. (wkradło się do tego kolażu też jedno zdjęcie chałki – ona też jest dobra!).
1. Tak prezentuje się już gotowe danie. Jeszcze tylko kilka zdjęć i kilka głodomorów będzie mogło rzucić się do konsumpcji. // 2. Poszukiwania idealnej klamry do naszego trencza. // 3. Luty był miesiącem wypieków.// 4. Kto powiedział, że nie można grillować w środku zimy? //
Takie zestawy lubię najbardziej.
Trochę śniegu jeszcze nikomu nie zaszkodziło!
1. Miesiąc cudownych spacerów, wywrotek, zjeżdżania na sankach – oj, będzie nam tego bardzo brakowało. // 2. Domowa zupa warzywna – pokazuję tylko dlatego, że prosiłyście o zdjęcia teco "co naprawdę" jem w ciągu dnia ;). // 3. Techno dinozaur i pan Prosiak – a Wasze dzieci kogo lulają do snu? // 4. Zdrowe zupy też są fajne, ale nie oszukujmy się – kto nie ma czasami ochoty poszaleć? //
Wydeptana ścieżka. Nie zbłądzimy.
W lutym na blogu pojawił się
1. Zimowe spacery. Jednym z niezastąpionych modeli okazały się śniegowce marki
A tu nasze poniedziałkowe centrum dowodzenia. Monika z początku była kimś w rodzaju asystentki, ale teraz pomaga mi właściwie we wszystkim. Razem planujemy i realizujemy sesje produktowe dla MLE, pomaga mi tworzyć oferty reklamowe, jak trzeba to zrobi zdjęcia i ogarnia całą masę firmowych problemów życia codziennego. Do tego jest super skromną i mega kochaną osobą. No i uwielbia zwierzęta, a to tak jakby istotne u mnie w pracy ;).
Pucia w naszym domu nigdy za wiele. Książeczki z tej serii mają w sobie jakąś niezwykłą moc przyciągania maluchów (i ich rodziców też!) więc każdy nowy "odcinek" od razu ląduje u nas na regale. Z "
1. I kolejne popisy domowej piekarni. // 2. Tę stronę chyba lubimy najbardziej. // 3. Szykujemy wiosenną garderobę. // 4. Najprostszy sposób na odświeżenie wystroju mieszkania. //
Z tęsknoty za prawdziwym latem. Już widzę jak biały obłoczek biega sobie w czerwcowym słońcu, a ja nie mogę go dogonić. Kto wie? Może weźmiemy tę sukienkę na pierwsze od dawna prawdziwe wakacje? A nawet jeśli nie, to w Sopocie też będzie dobrze wyglądać. Tę piękną sukienkę znalazłam w sklepiku marki
1. Smak konfitur – to naprawdę miły sposób, aby przypomnieć sobie ulubione letnie owoce w czasie, gdy jedyny krzaczek malin w ogrodzie posłużył jako stelaż do bałwana. // 2 i 3. Niezwykłe róże z polskiego ogrodu w Łańcucie stały się inspiracją do stworzenia wyjątkowego zapachu Izia la Nuit od Sisley Paris. Całą historię przeczytacie w
Konfitura o smaku mango z jabłkiem. Pochodzi ze sklepu
Śniadanie na życzenie męża.
1. Las zimą zachwyca najbardziej. // 2. A ty, mała królewno, dasz dziś trochę popracować mamie? // 3. Gdy tak długo decydujesz się, które plakaty masz wybrać, że aż jesz z nimi śniadanie. // 4. Borówka, śmietana, konfitura, masło = niebo. //
Odkopałam stare UGG'i, szary dres i puchową kurtkę. Czyżby (nie)idealna stylizacja na Look of The Day? ;)
Macie wrażenie, że już gdzieś to widziałyście? :D Ale tym razem zamiast jogurtu jest zielone smoothie! Czy to nie zmienia postaci rzeczy?
1. Gotowa na wiosnę! // 2. Po takie paczki mogłabym ścigać kurierów codziennie. // 3. Oj nie! To wcale nie jest smoothie z poprzedniego zdjęcia tylko krem z groszku! // 4. Jak dobrze, że ktoś jednak postanowił zawrócić…//
Włączamy piąty bieg, aby móc więcej czasu spędzić na spacerze z tym wariatem.
Jest i słynne "wurstel mit patate"! Zosia pewnie spadnie z krzesła, jak zobaczy tę niezwykle wyszukaną potrawę, ale co zrobić – kochamy frytki z parówką, a w marcu już nie wypada jeść tego schroniskowego dania. 