Kilka słów o Toskanii i odpowiedzi na Wasze pytania.

   Obrazy ze wszystkich moich włoskich wypadów – od Sycylii, przez Neapol, wybrzeże Amalfi, jezioro Como, Wenecję, Rzym, Umbrię aż po Bolzano i dolinę Val di Fiemme – pielęgnuję w swoim umyślę bardzo skwapliwie. Łyk Bellini jeszcze przed lunchem na skalistej plaży w Positano, zapach perfum mojego „jeszcze nie męża” gdy wtulałam się w jego koszulę pędząc na skuterku po Capri, spacer o wschodzie słońca przez plac Świętego Marka w Wenecji, do której pojechaliśmy za nasze pierwsze wspólnie zarobione pieniądze, naukę pływania z tatą w Agrigento, nieskończone rundki między Fontanną di Trevi a Piazza del Popolo (z niezbędnym przystankiem na Schodach Hiszpańskich, jako dziecko z lodami w ręku, jako panna z plastikowym kubeczkiem z winem). Mogłabym wymieniać bez końca moje ulubione momenty w krainie, gdzie kawa jest lepsza, jedzenie równa się pasja, a najbardziej niepozorne miejsca zawsze kryją piękne tajemnice, ale podejrzewam, że przyjemność z tej opowieści byłaby jednostronna – a jestem tu przecież dla Was, nie dla siebie. Zebrałam więc wszystkie pytania na temat podróży do Toskanii, które przez ostatnie dni zadawałyście mi w wiadomościach na Instagramie i postaram się teraz odpowiedzieć na nie w zwięzły sposób. Jeśli coś mi umknęło – dajcie znać w komentarzach.

Kierunek  

   Przesadziłabym mówiąc, że życie w Polsce i Europie wróciło do normy, ale w ostatnich dniach nikt chyba nie ma wątpliwości, że właśnie na taki początek sezonu wakacyjnego po cichu liczyliśmy. Liczba zachorowań maleje, za to zaszczepionych – wzrasta, obostrzenia są luzowane, podróże możliwe, a wczoraj udało nam się nawet kupić bilety na koncert. No i zaliczyliśmy kolejny wyjazd. Krótki bo krótki, ale mimo wszystko udany. Od wielu miesięcy marzyliśmy o podróży do Włoch, ale jeszcze w maju wydawało się to niemożliwe (o czym pisałam w tym wpisie). Niespodziewanie, gdy podjęliśmy decyzję o zmianie kierunku i pojechaliśmy do Chorwacji, premier Włoch ogłosił, że kraj się otwiera i serdecznie zaprasza turystów. Czyli tak zwany „klasyk”. Oczywiście to powód do żartów, a nie narzekania (tym bardziej, że Chorwacji niczego nie brakuje), ale gdy odkryliśmy, że jedna z tanich linii lotniczych właśnie ruszyła z bezpośrednim lotem z Gdańska (a nie muszę chyba tłumaczyć, że z regionalnych lotnisk to naprawdę rarytas) prosto do Pizy, to ja w popłochu zaczęłam szukać dopiero co wypakowanych pływaczek z dinozaurami, a mąż wczuł się w rolę światowej sławy hakera i w trzy minuty kupił bilety.

    Chociaż Toskania to jedno z najchętniej odwiedzanych miejsc w Europie, jak żadna inna potrafiła oprzeć się komercjalizacji (albo po prostu dobrze to ukrywa) i chyba wyszła na tym nie najgorzej. Pejzaże wydają się być nietknięte przez agresywną cywilizację, a przekraczając mury miasteczek każdy może poczuć się tak, jakby przeniósł się prosto do epoki renesansu. Tyle, że z filiżanką bajecznego cappuccino w dłoni. Krainę Medyceuszy odwiedziłam po raz pierwszy sześć lat temu i od dawna chciałam do niej wrócić. Przez te sześć lat wiele się u mnie zmieniło i ja sama też się zmieniłam. Kiedyś w czasie podróży byłam jak w amoku – bardzo chciałam zobaczyć i sfotografować jak najwięcej. Dziś mam wrażenie, że sporo rzeczy mi przez to umykało, mam niedosyt i chęć, aby wrócić i dane miejsce poczuć, a nie tylko zobaczyć.

Wjazd i wyjazd.

   Aby wjechać do Włoch potrzebny był nam negatywny wynik testu wykonany najpóźniej na 48 godzin przed lotem – niezależnie od tego, że oboje z mężem jesteśmy zaszczepieni. Przed wyjazdem trzeba też wypełnić europejski dokument weryfikacyjny oraz kolejny dokument w zależności od tego do jakiego regionu Włoch się wybieramy. Linki do dokumentów były dokładnie podlinkowane na stronie Ryanair (lecieliśmy tą linią) i wypełniliśmy je w czasie internetowej odprawy. Najlepiej każdy dokument, łącznie z wynikiem testu, mieć w formie papierowej. Dokumenty bardzo dokładnie sprawdzono nam jeszcze na lotnisku w Gdańsku. To by było na tyle jeśli chodzi o początek podróży. Gdy z kolei wracaliśmy do Polski wystarczyło nam zaświadczenie o zaszczepieniu pobrane z profilu pacjenta. Test musiała przejść nasza córeczka – w tym temacie mieliśmy już doświadczenie w zdecydowanie mniej przyjemnych okolicznościach (miała dwukrotnie wykonany test – przy przyjęciu do szpitala w zeszłym roku i po kontakcie z osobą zarażoną jesienią) i wiedzieliśmy, że znosi to wyjątkowo dobrze – tym razem również poszło gładko i bez najmniejszego płaczu (test mogliśmy wykonać od razu na lotnisku po przylocie lub na drugi dzień na przykład w Diagnostyce).

Przestrzeń przy basenie starego zamku, w którym teraz umiejscowiony jest hotel. Jego lakoniczną recenzję znajdziecie na samym dole wpisu. Na stoliku widzicie polskie wydanie Vogue'a z tego miesiąca, moją ukochaną gumkę z Moye i krem z filtrem od Phenome. 

Restrykcje na miejscu.

    Toskania, w porównaniu do tego jak zapamiętałam ją sprzed laty, była opustoszała. Nie ukrywam, że miało to swoje zalety – zero problemu z parkowaniem, zero tłumów, kameralna atmosfera nawet w najbardziej obleganych miasteczkach, cisza i spokój. Ale o pandemii nie da rady do końca zapomnieć. We Włoszech wciąż obowiązkowe jest noszenie maseczek na zewnątrz. I jeśli wydaje się Wam, że stereotypowy Włoch ze swoim luźnym podejściem do reguł nie traktuje tego nakazu na serio, to jesteście w błędzie. Mieszkańcy Italii, przynajmniej biorąc pod uwagę moją subiektywną ocenę, są bardzo zdyscyplinowani jeśli chodzi o wszystkie obostrzenia i chyba spadliby z krzesła gdyby ktoś pokazał im w miniony weekend sopocki Monciak. Przestrzegane są limity w knajpach i odległości między stolikami, przed wejściem do marketu czy muzeum każdemu mierzona jest temperatura. Koronawirus uderzył w ten kraj z niezwykłą siłą, więc z dużym zrozumieniem podeszliśmy do ich skrupulatności. Uprzedzam, że jeśli ktoś nie zechce uszanować tych reguł może zostać upomniany w bardzo szorstki sposób.

Wnętrze restauracji Poggio alle Mura przynależącej do zamku Banfi – jednego z najsłynniejszych producentów win na świecie. Można tu zarezerwować nocleg albo zjeść kolację. 

Najpiękniejsze miasteczka.

    Nie chcę świecić tutaj fałszywą skromnością, ale jeśli planujecie podróż do Toskanii, to polecenia na blogach lifestylowych czy modowych warto później zweryfikować z tymi na stronach w całości poświęconych danym regionom. Chociaż zapisuję sobie miejscówki polecane przez influencerki, to aby sporządzić cały plan wycieczki zaglądam przede wszystkim na małe blogi pisane przez pasjonatów podróży. Wyciągam z tego wszystkiego złoty środek, aby było pięknie, ale jednocześnie, aby przywieźć do domu coś więcej niż tylko urokliwe zdjęcia.

    Dla nas bardzo ważne było też wygospodarowanie czasu na błogie lenistwo przy basenie – dla naszej córeczki basen jest jak spełnienie marzeń, a my z wiekiem coraz mniej lubimy pędzić, więc na zwiedzanie nie zostało nam wcale tak wiele czasu. Z małym dzieckiem szkoda też marnować czas w samochodzie, więc postanowiliśmy odwiedzić najbliżej położone miasteczka, które wydawały nam się najciekawsze. Moim numerem jeden jest Montalcino. Bynajmniej nie z powodu słynnego na cały świat wina, z którego słynie (Brunello di Montalcino). Właściwie każda uliczka wygląda jak z pocztówki, to też najbardziej „eleganckie” ze wszystkich miasteczek. My zobaczyliśmy oczywiście słynną szesnastowieczną fortecę zbudowaną przez Cosimo Medyceusza, w której znajduje się wyjątkowa enoteka. Dla mnie najprzyjemniejsze było jednak typowe turystyczne „szlajanie się” bez celu ;). Wszystkim bez wyjątku polecam zjeść lunch albo chociaż napić się kawy w Alle Logge di Piazza, której stoliki rozstawione są pod renesansowym sklepieniem starego ratusza.

    San Gimignano, zwane inaczej Manhattanem średniowiecza tym razem sobie odpuściliśmy, bo było  dosyć daleko od naszego hotelu, a poza tym zwiedziliśmy je już skrupulatnie ostatnim razem. Jeśli jednak wybieracie się do Toskanii po raz pierwszy, to warto je odwiedzić. Bliżej nas znajdowało się San Quirico d’Orcia – małe miasteczko z pięknymi ogrodami. Wizyta w parku Horta Leonini jest punktem obowiązkowym wizyty w San Quirico d’Orcia, pod warunkiem, że nie leje. Złapała nas tam prawdziwa włoska burza więc pędem schroniliśmy się pod parasolami w patio jednej z kawiarni. Niestety nie zapisałam jej nazwy, a była genialna. W patio wszędzie chodziły żółwie (naliczyliśmy ich chyba z dziesięć), które w przeciwieństwie do nas cieszyły się z deszczu i bardzo żwawo (oczywiście jak na żółwie) tańczyły z radości w kałużach. Przy stoliku obok mogliśmy z kolei na własne oczy obejrzeć typową włoską scenkę – sześciu eleganckich panów w bardzo sędziwym wieku grało sobie w pokera i popijało espresso.

Aby udobruchać Was małą liczbą zdjęć Toskanii postanowiłam wcisnąć tu coś na kształt "mini looku" ;). 

klasyczna czarna sukienka – MLE Collection (mam na sobie rozmiar xs, zostało ich nam już niewiele, a to naprawdę genialny i ponadczasowy model więc radzę się spieszyć ;))

wiklinowy koszyk – Massimo Dutti 

apaszka we włosach – Toteme 

skórzane klapki – Hermes

    Ostatnie polecane przeze mnie miasteczko na pewno wymyka się przewodnikom, które prędzej wysłałyby Was do Montepulciano albo Bagno Vignoni, ale my chcieliśmy poczuć klimat prawdziwego włoskiego miasta, w którym turyści stanowią zdecydowaną mniejszość. Padło na Grosseto. Na głównym placu pełno było typowych włoskich mamma, które pilnowały aby ich dzieci nie chlapały na przechodniów wodą z fontanny, sporo sklepów i kawiarni dla tubylców. Udało nam się uzupełnić zapasy skórzanych mokasynów dla męża (którego zdaniem ten rodzaj obuwia należy kupować tylko we włoskich niepozornych sklepikach, gdzie oczywiście nikt nie mówi słowa po angielsku) i napiliśmy się najlepszej kawy na świecie. Za jedno euro i to na dodatek w pizzerii, która właściwie była zamknięta, ale właściciel powiedział, że kawy we Włoszech się nie odmawia.

    W komentarzach pojawiło się też mnóstwo pytań o hotel – zatrzymaliśmy się w Castelllo di Vicarello (który akurat w czasie naszego pobytu oferował zniżki, co trochę nas skusiło), ale mam parę zastrzeżeń do tego miejsca więc jeśli ktoś zdecyduję się wykupić tam nocleg niech nie zwala tego na mnie ;). Powiem o zaletach – widoki zapierają dech w piersiach, kolację na odwróconym dachu zamku zapamiętam pewnie jako jedno z piękniejszych wspomnień, a przestrzeń przy dwóch basenach była idealnie rozplanowana i pozwoliła nam naprawdę wypocząć. No i świetliki – nie wiem czy właściciele zaganiają je w jakiś magiczny sposób, ale po zachodzie słońca wszystko skąpane jest w brokacie ich migających skrzydeł. 

Uprzedzając Wasze pytania pozwolę sobie wypisać również elementy tego stroju ;)

sukienka – Louisse.pl (jeśli po roku kupujesz taką samą sukienkę, ale w większym rozmiarze to znaczy, że sprawdziła się idealnie, uwielbiam rzeczy z tego sklepu, bo są naprawdę bardzo przemyślane; poza tym modelem mamy jeszcze w szafie piękny model Yasmine).

espadryle na rzepy i kapelusik – Zara
A tu niespodzianka! Jest jeszcze trzeci "look" :). Teściowa w obiektywie zięcia zawsze wygląda pięknie prawda? :D

sukienka – Massimo Dutti

skórzane czołenka za piętę – Edited

plecak – Louis Vuitton

Look of The Day – Toskański sen

leather sandals / skórzane sandały – KAZAR

white dress / biała sukienka – MLE Collection (w sprzedaży w lipcu)

leather bag / skórzana torebka – Elleme

   Kraina pięknych krajobrazów, czerwonego Brunello di Montalcino, słońca i wielkiego szacunku dla skarbów odległej przeszłości. Pozwólcie, że o samej Toskanii (obostrzeniach w niej panujących i procedurach, miejscach wartych zobaczenia i moich subiektywnych ocenach) napiszę w przyszłym tygodniu, a dziś zostawię Was tradycyjnie z propozycją stroju.

    W końcu coś, co nie jest „casual”, nie przypomina dresów, nie zostało ukradzione z szafy męża i nie nadaje się do gry w badmintona na plaży ani na długi spacer z wózkiem po alejkach. To ostatnie brzmi jak wada, ale po wielu miesiącach totalnego braku okazji do włożenia czegoś innego niż bluza (w porywach – marynarka z t-shirtem), fajnie znaleźć się w sytuacji, w której elegancki strój był mile widziany.

    Tego lata jedyne właściwe dla mnie buty na obcasie to właśnie te z klockiem. Te o podstawie prostokąta będą wyglądać nieco bardziej elegancko niż te z klasycznym kwadratem. Mój model jest ze skóry, nawiązuje do popularnego trendu „spaghetti shoes” (gdzie je więc nosić jak nie we Włoszech?). Wykonaniem i projektem naprawdę nie odstaje od podobnych butów topowych marek (z oferty której finalnie nic nie znalazłam, bo albo nie pasowały albo stosunek ceny do jakości mi nie odpowiadał). Na stronie Kazara znajdziecie też inne opcje kolorystyczne.

    Uprzedzając pytania o sukienkę – to nasz model, który dosłownie wymiotło w kilka minut po wprowadzeniu do sprzedaży, ale w białej wersji. Wiele z Was o nią prosiło, a ja nie mogłam niestety potwierdzić na 100 % tego, że ją wprowadzimy, bo zmiana koloru wymagała także zmiany całej konstrukcji. Dlaczego? W przypadku bieli większość sukienek dostępnych w sklepach prześwituje. Zależy nam na tym aby projekty były idealne, więc trzeba było doszyć drugą warstwę materiału, ale zrobić to na tyle sprytnie, aby nie zmieniało to w żaden sposób fasonu sukienki. Oczywiście – ta wersja leży na mnie inaczej niż ta czarna parę tygodni temu, ale to już akurat nie jest kwestia jej kroju, tylko zmieniającej się sylwetki właścicielki ;). 

Rewa i przegląd letniej garderoby od MLE

   Dotarło do nas lato, a wraz z nim kilka okazji, aby połączyć przyjemne z pożytecznym. Manewrowanie między czasem dla najbliższych, który zawsze stawiam na pierwszym miejscu, a zobowiązaniami zawodowymi to ciągłe balansowanie na linie, więc gdy nadarza się okazja, aby odhaczyć coś z listy zadań MLE i jednocześnie być razem, to zawsze bardzo, bardzo się cieszę. 

   Chciałyśmy pokazać Wam w końcu nasze projekty w takich okolicznościach przyrody, dla których zostały stworzone – gdy jest ciepło, przyjemnie, a skóra jest już trochę opalona. Zabrałam ze sobą też fioletowy sweter, który tego dnia dotarł do mnie z zakłady dziewiarskiego. Ja od razu go pokochałam, ale musiałam trochę przekonywać Asię, abyśmy wprowadziły go do sprzedaży, bo to pod kątem biznesowym podobno nie najlepszy kolor. W przyszłym tygodniu ruszymy z przedsprzedażą i wtedy okaże się, która z nas miała rację ;). 

Nasze sukienki, które mają możliwość małej regulacji długości. Sukienki są uszyte z podwójnej warstwy materiału i mają fason klasycznej litery A.  Sweter, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Ten komplet to chyba nie do końca mój styl, a jednak chodzę w nim najczęściej ze wszystkich naszych tegorocznych projektów. Uwielbiam jego kolor, jest super wygodny.  Na kostium kąpielowy, gdy na plaży zrobi się chłodniej, jako domowy zestaw, czy w połączeniu z sandałami i ramoneską, gdy idziemy na spacer deptakiem.  Mam nadzieję, że zdążę go Wam pokazać w całej okazałości nim ruszy przedsprzedaż, tak abyście mogły spokojnie przemyśleć zakup (oczywiście także w przypadku przedsprzedaży istnieje możliwość zwrotu po otrzymaniu produktu).
Sukienka z szelkami o regulowanej długości jest już dostępna. Oby nie zabrakło okazji aby ją nosić!Do dokumentacji MLE ;). A tak serio – zbierzcie trochę miłych wspomnień w tym tygodniu nim słońce nas opuści!

*  *  *

 

LOOK OF THE DAY – „easy peasy” czyli lato w komforcie.

sneakers / trampki – Superga on eobuwie.pl

khaki dress / sukienka w kolorze khaki – MLE Collection (jej długość można regulować)

sweater / sweter – MLE Collection (już niedostępny)

basket / kosz – no name 

   Luźne przewiewne fasony, trampki, wiklinowy kosz, marynarskie wzory – to wszystko powraca do mnie co roku jak bumerang. Czasem poszczególne elementy wymagają małego odświeżenia albo innej interpretacji, ale w letnich miesiącach i tak są niezastąpione. Zresztą, nie muszę chyba Was o tym przekonywać – od lat widzicie na blogu, co jest krótkotrwałą modą, a co nie przemija. Na dowód tego odsyłam Was do starych wpisów z koszem (tutaj, tutaj czy tutaj) i tym kultowym modelem trampek od Superga (tutajtutaj). Mam nadzieję, że udało Wam się w ten długi weekend skorzystać z pięknej pogody!

Last Month

   "To co? Jemy lody?" – to zdanie padało u nas w domu dosyć często w ostatnich tygodniach. Nasze ulubione trójmiejskie lodowe manufaktury znów się pootwierały i korzystamy z tego na całego. Macham też ręką, gdy widzę, że kupują kolejnego gofra z bitą śmietaną i truskawkami – w domu czeka zupa, a tego białego sweterka już pewnie nie upiorę, ale udziela mi się nastrój wolności i radości. Burgery na plaży? Nie ma problemu. Skakanie w błocie? Chętnie się przyłączę. W ogrodzie rwę bez z drzewa jakby jutra miało nie być (a tak go zawsze żałowałam w poprzednich latach) i rozstawiam po całym mieszkaniu. Pierwsze truskawki jemy garściami i nie szczędzimy do nich miodu. I ciągle się spóźniamy, bo "żal było się zbierać". 

   Żegnam ten wyjątkowo zimny maj długą fotograficzną relacją. Wydawało mi się, że w ostatnich tygodniach odpuściłam trochę ze zdjęciami – bardzo chciałam być "tu i teraz" i przeżywać chwilę zamiast je uwieczniać, ale jak widać wyszło na opak ;). 

1. Powoli wracamy do normalności. Podróż w nowej rzeczywistości była ciut inna, czasem bardziej skomplikowana, ale cieszyła jak nigdy. // 2. Ten zestaw uratował moją wyjazdową garderobę – uwielbiam go. // 3. Naprawdę ciężko mi uwierzyć, że w przypadku tego zdjęcia hasztag #tbt zupełnie nie pasuje. // 4. Pierwsze wakacje bez wózka! // Kamenjak. Odkrywamy chorwackie zakątki.1. Valamar, czyli raj dla dzieci… i dla rodziców w sumie też! Znacie? // 2. Chociaż kupowałam te brzydactwa z bólem serca to muszę przyznać, że świetnie się sprawdziły. // 3. Mój basenowy niezbędnik. // 4. Wnętrze nie musi być w paryskim stylu, żeby mnie ujęło. // Mój zestaw na spacer po Rovinj. Maseczkę mam od Moye, torebkę z Chanel, kurtka to oczywiście MLE, a klapki – Hermes. 1. Niebieski dresik wrócił z prania! // 2. Piękne lobby hotelu Grand Park. // 3. Poranna kawa pomaga złapać kontakt z rzeczywistością. // 4. Moja mama kupiła ten plecak, gdy miałam 12 lat (czyli nosi go od 22 lat). A ja wciąż jej go zazdroszczę :). // Mój sweter to kolekcja MLE sprzed dwóch lat, legginsy to jakieś zwyklaki – chyba z H&M. 1. Wyjazdowy zapas kosmetyków. // 2. Łapię słońce – pierwszy raz w tym roku! // 3. Najfajniejsza para jaką znam! // 4. Proste zestawy są najlepsze. // Ruszamy w drogę powrotną. I już nie możemy doczekać się kolejnej wyprawy!1. Tak. To już na pewno maj. // 2. A u nas w Trójmieście temperatura wciąż rześka. // 3. Oczekiwanie na otwarcie restauracji. Chociaż do takich pikników można było się przyzwyczaić. Tę kolację na wynos zamówiliśmy w gdyńskim Luisie.. // 4. Ok. Byle nie w poniedziałek. // Długie majowe (i chłodne) wieczory. Cały ten wpis zobaczycie tutaj1. Resztki z bukietów trafiają na ten stolik. // 2. Nieee… moje stroje w maju w ogóle nie były monotonne… // 3. Jednego dnia wydają mi się za ciemne, a innego za jasne. // 4. Gdy idziesz zajrzeć do pokoju córki i widzisz, że łóżko samo się przesunęło… // Wybieracie się do Trójmiasta? Jeśli przyjedziecie i zorientujecie się, że Wasza walizka nie ma tego, czego potrzebujecie to wpadajcie do Iconic w Gdańsku. Znajdziecie u nas opcję na plażę, imprezę, spotkanie ze znajomymi i przede wszystkim sporo cieplejszych miękkich i świetnie jakościowych ubrań, które po powrocie z wakacji też będą Wam służyć. 1. A jeśli pogoda w Trójmieście Was zaskoczy (co jest u nas zupełnie normalne ;)) to w showroomie w Gdańsku znajdziecie ratunek. // 2. One się ewidentnie opalają. // 3. Summer gold. W tym wpisie znajdziecie dokładny link do modelu kolczyków ze zdjęcia. // 4. Ulubione okulary w tym sezonie. // Przepis na idealne placki? Bardzo proszęKiedyś nagram Portosa jak wita swoją paczkę. Niby wszystko hermetycznie zapakowane, ale on dostaje świra i wygląda jakby stepował ;). Bardzo ostrożnie podchodzę do karm dla psów, ale tę mamy już dobrze przetestowaną i wiem, że mogę ją spokojnie polecić (a od razu mówię, że spanielowy żołądek nie należy do mało wymagających). Fitmin to karma półmiękka (znacznie trudniej dostępna niż klasyczna "sucha"), dzięki czemu zadowoli nawet najwybredniejszego czworonoga. Oczywiście nie posiada konserwantów ani niezdrowych dodatków. Zresztą najlepiej same sprawdźcie skład. Z kodem MLE25 otrzymacie 25% rabatu na wszystkie produkty. Będzie łączył się także z aktualnymi promocjami, czas działania kodu to 1.06-30.06.1. Jest zimno i mokro, ale i tak chodzimy po Sopocie ile się da! // 2. Słońce to najlepszy budzik. // 3. Jedna z moich trzech propozycji fryzur na lato. Więcej znajdziecie w tym wpisie. // 4. Czas na zimny prysznic. // Szykujemy się na sesję MLE – gdzieś w szafie zgubiłam naszą prototypową sukienkę – będzie dym, jak Asia się dowie ;). 
1. Akurat był w niej elementarny porządek więc zajrzałam z aparatem do środka. // 2. Tak, czuję się niewyraźnie ;). // 3. To jest ten moment w roku. Właściwie to już po nim. // 4. Najlepszy odświeżacz powietrza. // Po powrocie z Chorwacji powitała nas taka eksplozja zieleni. "Przestańmy być grzeczni, bądźmy sobą". Jeśli miałyście kiedyś poczucie, że za wszelką cenę chcecie sprostać oczekiwaniom otoczenia i macie problem z otwartym komunikowaniem swoich poglądów i potrzeb to warto zajrzeć do tej książki. Ja już jakiś czas temu zrozumiałam, że niezależnie od tego jak poprawnie się zachowuję i jak bardzo unikam kontrowersji nie każdy będzie mnie lubił – dobrze było po tej lekturze utwierdzić się w przekonaniu, że każdy z nas ma prawo głosu i tłamszenie go nie ma sensu. Groszek to moje prawdziwe uzależnienie. A sukienka jest z &Other Stories. 1. Można walczyć o swoje i jednocześnie szanować innych. Tak przynajmniej twierdzi autor ;). // 2. Wełniany sweter na przełomie maja i czerwca to teraz standard.  // 3. Poczta kwiatowa w Dniu Mamy. Albo mamy nad wyraz zaradną dwulatkę albo jej tata się pod nią podszywa ;). // 4. Łupy z rynku. Smakują już naprawdę nieźle! // Lubię ten zlew. Jest z IKEA, ale kupiliśmy "używkę" z olx :D. I planujemy przemontować go też do nowej kuchni :). Te dwa detergenty, które stoją u mnie na zlewie to płyn do mycia kuchni i płyn do mycia naczyń od Herbi Clean. Wszystkie produkty Herbi Clean – w tym ziołowy płyn do mycia kuchni – zostały stworzone na bazie składników pochodzenia naturalnego, nie zawierają związków chloru, amoniaku, EDTA, etanoloaminy, triklosanu, fosforanów, glikolu etylenowego, SLS, składników pochodzenia zwierzęcego, ani PEG-ów. Są w pełni bezpieczne dla zdrowia, przyjazne ludziom i nie są testowane na zwierzętach. Obydwa produkty zawierają ekstrakt z żołędzi – badania naukowe, przeprowadzone m.in. przez polskich naukowców, zaowocowały odkryciem wysokiej skuteczności zawartych w żołędziach tanin. Silne działanie antybakteryjne tych naturalnych związków chemicznych wytwarzanych przez rośliny jest porównywalne do działania antybiotyków – a to oznacza, że skutecznie czyszczą nasz dom. Płyn do mycia naczyń dodatkowo zawiera ekstrakt z aloesu, dzięki czemu nie podrażnia skóry dłoni i ma 90% składników pochodzenia naturalnego. Jest tylko jeden problem – po ich stosowaniu ciężko wrócić do detergentów z drogerii ;). 
Przy okazji mam dla Was kod rabatowy na cały asortyment w sklepie Herbi Shop o wartości 20%. Wystarczy, że użyjecie hasła MLE (kod ważny do 6 czerwca).  Pracujemy w ogrodzie, wspólnie najmilej! W Dzień Dziecka kolekcjonujemy wspomnienia – nie przedmioty. O tę sukienkę miałam w ostatnim tygodniu dziesiątki zapytań więc odpowiadam wszystkim za jednym razem. To sukienka od Carry (wybrałam rozmiar 34), którą nosi się po prostu świetnie. Ktoś tu kocha prace ogrodowe (w przeciwieństwie do rodziców).Z tego zaraz zrobię coś pysznego.
Najpierw złapałam się za głowę, że w naszej maleńkiej kuchni pojawił się kolejny przedmiot, ale teraz już się z nim przeprosiłam i wygospodarowałam nawet stałe miejsce na blacie. To podobno mercedes wśród wyciskarek – tylko 40 obrotów ślimaka na 1 min. (cokolwiek to znaczy), aż 430 W mocy wyciskania, laserowa metoda cięcia sita oraz konstrukcja umożliwiająca wyciskanie większości warzyw i owoców w całości i bez obierania. Przekładając to na język laika – po prostu działa super. Nieprzekonanym powiem tylko, że można też w niej przygotować masę na placki ziemniaczane :D. Podaję dokładną nazwę modelu: 4Swiss BM202 x JJ (jakość i bezpieczeństwo wyciskarek 4Swiss potwierdzają badania szwajcarskiego Laboratorium Intertek).Zamiast kawy. Aby zrobić taki sok potrzebujecie: 3 jabłka, 2 gruszki, 2 pomarańcze, 6 łodyg selera naciowego i sporą garść świeżych liści szpinaku (no i oczywiście wyciskarkę). Owoce i warzywa dokładnie myjemy. Jabłka i gruszki obieramy ze skórki, kroimy na kawałki i wraz z gniazdami nasiennymi przerzucamy do miski. Podobnie robimy z pomarańczami. Łodygi selera naciowego kroimy na kawałki i wrzucamy do miski dodając jeszcze szpinak. W ten sposób przygotowane składniki możemy przepuścić przez wyciskarkę. Szpinak najlepiej dodawać partiami pomiędzy owocami i selerem. Smacznego! 1. A w czym Wy pijecie lemoniadę? // 2. Takie prezenty cieszą najbardziej. // 3. Pobudka z dinozaurem i panem Nene. Kiedyś to było podobno łóżko rodziców. // 4. Moje ulubione smaki…słony karmel, śmietanka, hibiskus i Knoppers. Taki kilogram na jeden wieczór jest idealny. //Z mojego ogrodu. 1. Dlaczego nie ma takich perfum? // 2. Truskawka, koperek, tymianek – zobaczymy co wyrośnie. // 3. Widok z okna w sypialni. // 4. Nagrodę za najlepszy balsam do ciała dostaje w tym miesiącu Amaderm. // O wilku mowa. Balsam nawilżający od Amaderm to delikatny preparat do ciała przeznaczony do pielęgnacji skóry suchej, szorstkiej i odwodnionej. Dzięki lekkiej konsystencji balsam łatwo się rozprowadza i szybko wchłania, nie pozostawiając uczucia lepkości. Nie wiem czy słyszałyście kiedyś o działaniu mocznika ale to najbardziej skuteczny, naturalny humektant (czyli walżacz). W zależności od wykorzystanego stężenia może dodatkowo posiadać działanie kreatolityczne (zmiękczające) oraz keratoplastyczne (złuszczające). 1. Te brzoskwinie jeszcze nie wiedzą co je czeka… na stories podrzuciłam Wam ostatnio link do jednego z najczęściej odtwarzanych przez Was blogowych przepisów (dodaję również tutaj). Wiem, że wiele z Was pokochało to ciasto i wcale się temu nie dziwię. Jeśli macie w domu jajka, mąkę, cukier puder, olej (najlepiej roślinny), jogurt naturalny, białą czekoladę, morele, cytrynę i proszek do pieczenia to możecie śmiało zaczynać pieczenie. // 2. Piękne stare wydania. // 3. Witamy na pokładzie. // 4. Dzień dobry, pobudka śpioszku.  // Gdy ukochana Kuzynka pozwala się pobawić swoim mysim domkiem. A ja wciąż nie mogę się zdecydować czy decydujemy się właśnie na zbieranie Sylvanianek, Playmobila czy Maileg. Wszystkiego po trochu chyba nie ma sensu, ale tak ciężko postawić na jedno ;). 1. Bądźmy dziećmi dziś i na zawsze! // 2. Na Dzień Dziecka proste desery są najlepsze. // 3. Rozpoczynamy przetwarzanie! // 4. Mały postój na przekąskę. Każdy dobiera własne dodatki do zapiekanki. // Ja w Dzień Dziecka dostałam najlepszy prezent z możliwych – kwiaty do grządek. Dziękuję Paniom z NarcyzaMój kochany zwierzyniec. 
Takie niebo to zapowiedź pięknego lata…

*  *  *