Last Month

Wpis powstał we współpracy z marką Say Hi oraz Pasiekami Rodziny Sadowskich, a także zawiera lokowanie marki własnej. 

 

  Zacznę może od tego, że pamięć ma dziwną skłonność do wygładzania ostrych krawędzi. Kiedy dziś próbuję sobie przypomnieć, z jakimi emocjami i lękami wchodziłam we wrzesień, wyraźnie widzę, jak wiele z nich zdążyło już odpłynąć w drugą stronę. Pierwsze huragany mam więc za sobą — choć nie te pogodowe, bo w Sopocie trwa właśnie prawdziwe babie lato. Mam raczej na myśli ten rodzaj zamieszania, który na początku wydaje się większy od nas, a po kilku tygodniach okazuje się czymś, przez co po prostu trzeba było przejść.

  Kilka tygodni temu usłyszałam od kogoś: „pamiętaj, żeby po tym, jak stworzysz już w głowie najgorszy możliwy scenariusz, spróbować wyobrazić sobie także ten najlepszy”. Skoro miesiąc temu nie bardzo mi się to udało, może teraz pójdzie lepiej. Myślę więc o długich spacerach, które w teorii będą grzybobraniem, a w praktyce zwyczajnym chodzeniem z koszykiem bez większego celu. O pieczeniu z dziećmi ciasta marchewkowego. O kilku wieczorach z zaległymi serialami – z „Lalką” na czele – i o tych momentach w pracy, które są tak absurdalnie zabawne, że później opowiadamy je sobie przez kolejne tygodnie. Myślę o tym, jak mimo upływającego czasu, wciąż cieszą mnie te same rzeczy. Na przykład ozłocone drzewa przy sopockiej plaży. W zachodzącym słońcu wyglądają tak, że nie sposób oderwać od nich wzroku.  

  Ale wróćmy jeszcze do tego września…

 

 

Po tygodniach słońca i niebieskiego nieba nareszcie przyszła gorsza pogoda. Jednym do szczęścia potrzebne jest lazurowe morze, a mi czasem potrzeba chmur i deszczu. A skoro przyszedł już ten pierwszy ponury dzień, to zatapiam się w różnych myślach i nadrabiam zaległości. Dzieci ćwiczą swoje pierwsze utwory, a ja poświęcam chwilę, aby napisać kilka słów, bo ktoś po prostu mnie o to poprosił. No więc, czy mogę na chwilę poprosić o Waszą uwagę?

Wielu z nas może się wydawać, że w obliczu choroby onkologicznej dziecka liczą się przede wszystkim wielkie pieniądze. I oczywiście, są one ogromnie ważne. Ale podczas wielomiesięcznego leczenia znaczenie mają również rzeczy pozornie drobne. Takie, które wydarzą się dziś, jutro i pojutrze na szpitalnym oddziale. Z perspektywy domowej kanapy, kiedy właściwie od naszego lenistwa zależy czy zrobimy danego dnia coś ciekawego, zajęcia plastyczne mogą wydawać się czymś niewielkim. 

Ale gdy dzień po dniu otaczają Cię ból i szpitalne ściany, a stan zdrowia nie pozwala korzystać z większości atrakcji dostępnych dla zdrowych dzieci, godzina śmiechu i lepienia z plasteliny nagle staje się prawdziwą przygodą. Czymś, co choć na chwilę pozwala myślom odpocząć od choroby. 

Fundacja z Pompą to nieduża organizacja, bez gigantycznych zasięgów, za to z ogromną energią, żeby codzienność na dziecięcych oddziałach onkologicznych była choć trochę bardziej normalna. Choćby przez godzinę czy dwie dziennie. W teorii takie zajęcia nie kosztują wiele. W praktyce ktoś musi poświęcić swój czas, odpowiednio się przygotować, przyjechać na oddział i zrezygnować w tym czasie z pracy zarobkowej. I robić to nie raz, ale regularnie. 

Jeśli uważacie, że to mało – przeklikajcie dalej. Jeśli jednak czujecie, że poświęcenie własnego czasu i energii po to, by dać trochę radości dzieciom, które bez żadnej swojej winy mierzą się z czymś, co byłoby próbą ponad siły dla większości dorosłych, ma znaczenie – kliknijcie w link i razem ze mną wesprzyjcie Fundację z Pompą. 

Można pomóc także inaczej. Fundacja z Pompą organizuje między innymi warsztaty z pierwszej pomocy, a dochód z wielu jej inicjatyw pozwala finansować codzienną działalność na oddziałach. Zapisując się na takie warsztaty, można więc nauczyć się czegoś naprawdę przydatnego. 

Dziękuję za Waszą uwagę i przepraszam, że skradłam trochę Waszego czasu na takie ogłoszenia – mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe. 

Pakuj się, lapku, do torby, bo dziś zabieram Cię na kilka spotkań. Czas, abyś po tygodniu leżenia na moim kuchennym stole, ruszył się z domu!Sopot to symbol eleganckiego kurortu. 
Ale to też miasto, w którym żyję, więc obiektywizm mam ograniczony. We wrześniu często zaglądałam do słynnego Grand Hotelu, ale niestety nie dla przyjemności (chociaż taka praca to sama przyjemność). Czekała nas tam kolejna operacja MLE pod kryptonimem "Wiatr od morza". Pamiątka z 7:30 rano, kiedy dzień wciąż wydawał się całkiem dobrze zaplanowany (ale potem było już standardowo). Mam pewną teorię: jesień najbardziej lubią ci, którzy zapomnieli już, że we wrześniu zaczyna się szkoła. A tu podglądamy naszą tegoroczną kampanię. Nie wiem, ile jeszcze zostało mi czasu, nim AI zrobi to lepiej, ale na szczęście nadal bardziej interesuje nas tworzenie niż generowanie. Przyznam jednak, że stawianie oporu temu technologicznemu wyjadaczowi, to dosyć pracochłonna próba. Po raz kolejny oddałyśmy naszą kampanię w ręce Jakuba Pleśniarskiego. Tym razem jego obiektyw skierował się w stronę Bałtyku. Miejsca, które od początku jest częścią historii MLE. Więcej słów od Kuby na temat tej kampanii zobaczycie tutaj. 
Jeśli macie kupić tej jesieni tylko jeden sweter, niech będzie inny niż wszystkie (no i niech będzie wyprodukowany w Polsce). Model Auronzo jest już dostępny. 
 AI nadal nie ma przerwy obiadowej i nie zmarzła na wietrze. Punkty dla niej. Czy ekipa DDTVN jechałaby przez pół Polski, tylko po to żeby zobaczyć nasz backstage? Oglądałyście efekty?Nasz kultowy model, który moim zdaniem jest najlepszą puchową kurtką na świecie. W tym sezonie wraca w ciemym, zgaszonym odcieniu granatu. Oczywiście z certyfikatem RDS, z którego jesteśmy niezwykle dumne, bo bardzo trudno spełnić standardy pozwalające na jego przyznanie (nr TE-00297313).Wklej prompt: "Wyobraź sobie, że jesteś scenografem pracującym przy kampanii marki modowej znad polskiego wybrzeża i musisz oprawić morze w ramę nierealistycznych rozmiarów". Byłoby trochę prościej, co nie? A jednak postanowiłyśmy zrobić to naprawdę. Zamiataliśmy plażę, walczyliśmy z wiatrem i chyba staliśmy się pośmiewiskiem dla mew. Mogłyśmy to wygenerować, ale nie po to ludzkość zaszła tak daleko, żebyśmy teraz korzystały z jej osiągnięć tylko po to, aby ułatwić sobie życie. W końcu: Make Life Hard… znaczy Easier. Trochę Botticelli, a trochę Skagen. 
1. Rekwizyty. // 2. Było wiele zapytań, czy wróci – i wrócił. Sweter Corvara ecru jest ponownie dostępny w MLE i wcale się nie dziwię, że właściwie żadna z Was go nie zwróciła. // 3. Halo, halo? Paryż? Tak tylko dzwonię, żeby powiedzieć, że możecie już odpocząć. Modową zmianę przejmuje polskie wybrzeże. // 4. Co tam wiatraki w komfortowym studio, skoro możemy mieć prawdziwą bryzę nad morzem. // 
Porządki po sesji zdjęciowej. Wiem, że nie mogę zatrzymać wszystkich, ale w tym sezonie naprawdę bym chciała :). 

Nie wiem, czy bardziej stresuje się Kasia w telewizji, czy Kasia oglądająca Kasię w telewizji. W każdym razie, telewizja to nie jest mój żywioł i raczej nigdy nim nie będzie, ale ktoś mądry mi kiedyś powiedział, że jeśli już chcesz się za coś zabrać, to daj z siebie wszystko, w przeciwnym razie w ogóle nie zaczynaj. A że mamy w MLE najpiękniejszą kolekcję inspirowaną Bałtykiem i polskim wybrzeżem, którą naprawdę chcemy się pochwalić, to można zrobić coś nierozsądnego. Na przykład pójść do DDTVN, a potem przez resztę dnia analizować każde swoje zdanie z dokładnością komisji śledczej. 
Wciąż wydaje mi się, że nie wszystko, co zainteresuje innych, trzeba pokazywać w internecie. Niewiele tu rodzinnych kadrów, ale wrzesień zdecydowanie stał pod znakiem domowych spraw. 21:05 – "Mamusiu, jutro jest kiermasz w szkole i każdy musi przynieść ciasto." "Sopot by night but make it MLE" . 
Nie za często włóczę się wieczorami po moim mieście, ale gdy przyjeżdża tyle wspaniałych dziewczyn, to nie wypada siedzieć w domu.O, a tego pana w Polsce lubimy szczególnie. On z kolei najwyraźniej lubił Sopot. Charles de Gaulle nocował w Grand Hotelu w 1967 roku i dziś jeden z apartamentów nosi jego imię.  Rozpędzamy się też z innymi inicjatywami. Mamy już za sobą pierwsze spotkania z Klientkami (aby dostawać informacje o spotkaniach, trzeba zapisać się do Domu MLE na stronie sklepu).
Kolacja w ogrodzie Grand Hotelu. Dziękujemy za te piękne okoliczności i idealną wrześniową pogodę. :) Poranna droga do pracy, gdy mieszkasz w Sopocie.  Mój jesienny uniform na plażę, do biura i do wszystkiego, co pomiędzy. Wiem, że jesteście zaskoczone, ale wszystko jest z MLE ;). Jeśli szukasz kogoś, kto zorganizuje piknik na plaży i pokaże polskie wybrzeże od najlepszej strony, to MLE się poleca (jak tylko uznamy z Asią, że mamy już dosyć prowadzenia marki odzieżowej przestawiamy się na eventy ;)). 
No dobrze, ale to wszystko nie wyszłoby tak ładnie, gdyby nie Oficyna i agencja Fashion Valley. POLECAJKA Z SERCA.  1. Nie chcę nic mówić, ale właśnie zaczyna się najlepsze pół roku dla ludzi, którzy na plaży wolą być ubrani. Ten sweter jest ponownie dostępny. // 2. Śniadanie na plaży. // 3. Wełna i kalosze to najlepsze atrybuty jesiennej plażowiczki. // 4. Mieszkam w Sopocie od ponad 30 lat i pomyśleć, że dopiero teraz zjadłam swoją pierwszą jajecznicę na plaży. // Podejrzewam, że większość z Was zna już Maję Michalak z Poza Ramami, ale jeśli nie, to koniecznie musicie to nadrobić. Strasznie mi miło, że w trakcie swojego pobytu w Sopocie nosiła jeden z moich ulubionych projektów tego sezonu. 1. Ze wspaniałymi redaktorkami! Anią Tobiasz ze Zwierciadła oraz Eweliną Kołodziej z Vogue.  // 2. Pierwszy dzień poniżej 15 stopni i od razu jakoś lżej na sercu każdej jesieniarze.  // Mówiłam, że po Sopocie chodzą najlepiej ubrane dziewczyny ever?  Ahoj! We wrześniu sporo czasu spędziłam w sopockiej marinie – urządzałyśmy rejsy dla redaktorek, ale także dla Klientek zapisanych do Domu MLE. 1. W tej mojej pracy najdziwniejsze jest to, że jednego dnia planuję SKU na następny sezon, a drugiego muszę się uczyć węzłów żeglarskich. W Sopocie "coastal girl" to nie trend, tylko obowiązkowy element CV. // 2. Oj, przyda się na pokładzie ta gorąca herbata! // These beauties on board :). Mogłybyśmy wyjechać gdzieś daleko i znaleźć jakieś spektakularne widoki, które miałyby udowodnić, że MLE jest marką premium, ale myślę, że polskie wybrzeże ma zdecydowanie największy potencjał, aby Was do tego przekonać. 

Sweter z frędzlami, które miały wyglądać jak grzywy fal. Fajnie wygląda na tle takiego szarego morza. 

Lubię te aparaty, które jakiś czas temu dołączałyśmy do zamówień. To była super akcja i mam nadzieję, że udało Wam się dzięki nim stworzyć kilka pamiątek z wakacji. Coś czuję, że w najbliższych tygodniach pojawi się tu sporo analogowych zdjęć ;). Miejsce, do którego chce się wracać i pokazywać go innym.  ​"The blogger cartel." Kojarzycie Angelikę Warlikowską? Obwieściła niedawno wielki powrót blogów. Czekam z niecierpliwością na to, czy ta przepowiednia się sprawdzi. Bardzo doceniam fakt, że od czasu do czasu (konkretnie raz w roku :)) moja praca polega głównie na tym, aby pochwalić się przed innymi tym, co stworzyłyśmy w MLE.  
Po raz kolejny podczas projektowania kolekcji sięgnęłyśmy po element związany z polskim wybrzeżem. Jesienny Bałtyk podsunął nam odcień, który stał się jednym z najmocniejszych punktów tej kolekcji. Tu macie link do całej kolekcji "Fall Baltic Navy".

Te desery… mini pączki z pistacjami, mini beza Pavlova z truskawkami, mini ptysie z kremem waniliowym, galaretka z owocami i ciastko francuskie z malinami i ganaszem z białej czekolady. Można pakować do kieszeni?Gdy w czasie największego huraganu, tego zawodowego i prywatnego, koleżanki wyciągają cię na sztukę do Warszawy. Takie sytuacje wywołują we mnie z jednej strony złość i irytację… a z drugiej: nieopisaną wdzięczność. Po zobaczeniu Mai w tym swetrze, stwierdziłam, że jednak muszę go mieć. Przyszedł więc czas na mały remanent w szafie, bo w przeciwnym razie już żaden sweter od MLE się nie zmieści. Zachęcam Was do zajrzenia na moje aukcje na Vinted, bo dosłownie przed chwilą wrzuciłam tam kilka rzeczy, które czekają na nowy dom. 

Zdjęcia wywołane!

Z serii: co w tym tygodniu przyniósł mi kurier, czyli moje pierwsze październikowe zakupy. Forma do ciasta i stalowa taca z H&M, kosmetyki od Say Hi (mój makijaż znów będzie miał glow!), oraz halloweenowe ozdoby na imprezę dla dzieci. 

1. Rozpoczynamy odliczanie! // 2. Duet, który dba o rozświetlenie mojej skóry. Serum GLAZED SKIN bazuje na ceramidach i peptydzie, wspiera barierę ochronną skóry, regeneruje, intensywnie nawilża i pomaga przywrócić jej komfort, jędrność oraz blask. GLAZED EYES  to pierwsze serum od Say Hi stworzone specjalnie do pielęgnacji okolicy oczu. Serum ujędrnia, wygładza, regeneruje, nawilża i rozświetla, a jednocześnie pomaga zmniejszyć widoczność oznak zmęczenia, w tym cieni i opuchlizny. Razem tworzą THE GLAZED ROUTINE – dwa obszary, dwie formuły, jedna rutyna. 

Marka Say Hi gości w mojej kosmetyczce już od dłuższego czasu, a bez GLAZED SKIN nie potrafię już osiągnąć ładnego błysku na twarzy. Dla mnie to idealny zamiennik dla pewnego kultowego produktu od marki na literę R… Teraz można go kupić w mniejszym opakowaniu. Z kodem MLE20 otrzymacie 20% rabatu na wszystkie produkty w Say Hi (kod działa do końca października). Do tego gorąco Was zachęcam do zapisania się do newslettera, aby nie ominąć wyjątkowych ofert, które marka szykuje na Black Friday (dlatego im szybciej się zapiszecie, tym lepiej!). 
"Lalka", kolejny sezon "Dżentelmenów", "Kulawe konie", a może kurs o sztuce od "Poza ramami"? Co obejrzycie dziś wieczorem?
Gdy połowa zespołu na sesji jest przeziębiona i zakatarzona, więc…
…przynosisz na plan miód z pomarańczą i goździkami. Czasem wystarczy jeden taki słoik, aby wszystkim zrobiło się jakoś milej.Miód z pomarańczą i goździkami od Pasieki Rodziny Sadowskich to niezbędnik tej jesieni – sam w sobie smakuje jak zimowa herbata albo grzaniec. Polecam! Z kodem Makelife10 otrzymacie 10% rabatu na zakupy w sklepie. Gdy w trakcie zdjęć produktowych okazuje się, że połowa modeli jednak nie wejdzie do sprzedaży w planowanym terminie, ale Wy się tym średnio przejmujecie, bo właśnie jedna z Was dostała wiadomość, że dziecko dostało w szkole gorączki, a druga, że niania złożyła wypowiedzenie z dnia na dzień. 
Ten sweter to moja ukochana opcja dla wszystkich tych z Was, które nawet na imprezy chcą wkładać sweter :). 
Mimo wszystkich trudności, stresu, nieprzewidzianych sytuacji i niestabilności tego biznesu, chciałabym tylko powiedzieć, że nadal lubię robić to, co robię. A ten różowy akcent to niespodzianka, która ma Wam przypominać o czymś bardzo ważnym. Październik to miesiąc profilaktyki raka piersi, więc będziemy Was próbować przekonać do badań. 

Bardziej cieszy mnie coś, co mam od pięciu lat, niż rzecz, którą mam od pięciu dni. Jako przykład podaję te kozaki, które możecie pamiętać jeszcze z czasów pandemii ;). 

Aaaaa psik!

No dobrze, a teraz czas na mały tour po moim wrześniowym Sopocie. Mam wrażenie, że przez cały lipiec i sierpień nie było u nas tak pogodnie, jak teraz. Tak jakby lato chciało na koniec wszystko nam wynagrodzić. Park Południowy to jedno z moich ulubionych miejsc w Sopocie. Tuż obok kultowego Grand Hotelu, z różanymi rabatami, w których można odnaleźć najróżniejsze odmiany, takie jak "Comte de Chambord", "Victor Verdier" czy "Ballerina".Chyba każdy ma w życiu taki moment, kiedy wydaje mu się, że gdzieś indziej wszystko byłoby trochę piękniejsze. Że najwspanialsze poranki zdarzają się w Paryżu, a prawdziwe życie zaczyna się dopiero tam, gdzie są wielkie miasta, dużo świateł i przynajmniej trzy dobre piekarnie w promieniu pięciuset metrów.  

I dobrze. Nadal potrafię zachwycić się obcym miastem, krajobrazem czy miejscem, do którego chciałabym kiedyś wrócić. Ale z czasem coraz bardziej doceniam też ten zwykły, lokalny rodzaj przywiązania. Ten, który sprawia, że znany od lat widok nadal potrafi zatrzymać człowieka w pół kroku, a spacer tą samą drogą, po raz setny, wcale nie musi być nudny.Jak tu nudno… i pięknie.Jesienią nie zmniejsza się we mnie ciekawość świata, ale bardzo cieszy mnie to, że umiem już odnaleźć radość także tam, gdzie akurat toczy się codzienne życie. Nie potrzebuję zmieniać szerokości geograficznej, żeby mieć poczucie, że coś się wydarza.  Mam nadzieję, że czasem czujecie podobnie — bez względu na to, gdzie akurat jesteście. I bardzo się cieszę, że we wszystkich tych miejscach macie internet, żeby od czasu do czasu tu do mnie zajrzeć. ;) Dziękuję Wam za ten czas.

 

*  *  *

 

Zapiski o modzie i stylu – chyba jestem kiepską influencerką

Wpis powstał we współpracy z marką YES. 

 

kolczyki – YES (kolekcja Bubble)

sweter z frędzlami, marynarka i satynowe spodnie – MLE

wysokie kozaki – Gianvito Rossi

torebka – Bottega Veneta

 

  Influencerka z definicji powinna „wpływać”. Najlepiej regularnie, skutecznie i w sposób, który da się później zmierzyć w kliknięciach, zasięgach i sprzedaży. Powinna być obecna, odkrywać nowości i nieustannie nadążać za tym, co akurat staje się viralem. Biorąc pod uwagę te kryteria, jestem dość beznadziejną influencerką.

  Publikuję za rzadko. Potrafię przez kilka dni nie wrzucić niczego na Instagram i, co gorsza, nie towarzyszy mi wtedy szczególne poczucie winy. W gąszczu codziennych spraw i obowiązków związanych z MLE zwyczajnie nie mam zbyt wiele czasu, żeby zastanawiać się, czy ktoś zdążył już zauważyć moją nieobecność (na szczęście nie należę do osób, które po kilku dniach ciszy wracają ze słowami „przepraszam, że zniknęłam” – naprawdę nikt nigdy nie czuł się urażony chwilowym milczeniem na Instagramie).

  Do tego chodzę głównie w rzeczach własnej marki, co z punktu widzenia influencera jest prawdopodobnie jeszcze mniej rozsądne. „Co masz na sobie?” jest pytaniem, na które zdecydowanie zbyt często odpowiadam tak samo. Czasami mam wrażenie, że mój codzienny strój wygląda jak wyjątkowo konsekwentne lokowanie produktu. Problem w tym, że to nie jest lokowanie. To po prostu moje ubrania. Skoro sama je projektuję, chyba nikogo nie powinno dziwić, że mam później ochotę je nosić.

  Mój styl jest też nudny do bólu. Nawet jeśli sama mam poczucie, że w ostatnich latach bardzo się zmienił, bo musiał dopasować się do zupełnie innego trybu życia – w międzyczasie pojawiły się dzieci, ciężar mojej pracy przeniósł się na MLE, a zamiast kolejnej podróży do Paryża coraz częściej wybieram spacer po pustej plaży – to większość z Was słusznie zauważa, że w mojej garderobie rzadko pojawia się coś naprawdę zaskakującego. Rozumiem to i nawet się z tym zgadzam. Nie potrafię jednak założyć czegoś, w czym sama czuję się źle, tylko po to, żeby ktoś inny mógł powiedzieć, że w końcu zrobiło się ciekawie.

  To samo dotyczy biżuterii. Najlepsze kolczyki nie są dla mnie tymi, które robią największe wrażenie na zdjęciu. Są nimi te, które zakładam rano, a przypominam sobie o nich dopiero wieczorem. Jeśli coś trzeba zdejmować przed każdą normalną czynnością życiową, nasza relacja prawdopodobnie nie potrwa długo. Dobra rzecz powinna wejść w życie na tyle naturalnie, że po pewnym czasie przestaje być „contentem”, a staje się po prostu częścią codzienności.

  Może więc rzeczywiście nie jestem szczególnie dobrą influencerką w klasycznym rozumieniu tego słowa.  Jeśli rzeczywiście, choćby w niewielkim stopniu, mam wpływ na Wasze wybory, chciałabym korzystać z niego w taki sposób, żebym sama czuła się z tym dobrze. Nie brzmi to może jak wielka filozofia, ale w internecie nawet o takich banałach całkiem łatwo zapomnieć. 

 

*  *  *

  Moje kolczyki o czystej i nowoczesnej formie są z Bubble od YES. Nie posiadają żadnej ostrej krawędzi, także przy zapięciu, dzięki czemu właściwie nie czujemy, że je nosimy.

Look of The Day

Wpis powstał we współpracy z marką L37. 

 

skórzane oficerki – L37 

sweter z frędzlami – MLE 

torebka – Bottega Veneta

 

Pierwszy chłodny weekend za nami, więc korzystając z uprawnień, których nikt mi nigdy nie nadał, oficjalnie ogłaszam sezon na oficerki za otwarty.

Konia nadal nie mam, ale z całą pewnością nie muszę nikomu tłumaczyć, że buty stworzone kiedyś właśnie do jazdy konnej, od dziesięcioleci należą do kategorii „forever fashion favorites”. Moda może co kilka sezonów ogłaszać ich wielki powrót, ale trudno wrócić, jeśli właściwie nigdzie się nie poszło. Mój model ma wbudowaną platformę i został wykonany z delikatnej skóry.

A skoro już udało mi się znaleźć jeden powód, żeby cieszyć się z pierwszego chłodnego weekendu, to dorzucę drugi: z kodem MLE15 kolekcję jesień–zima 26/27 w L37 kupicie teraz 15% taniej. Nie twierdzę, że rabat wynagradza koniec lata, ale być może klasyczne buty pasujące do wszystkiego ułatwią Wam codzienne wyjście z domu (kod ważny do 20.09, rabat nie łączy się z innymi promocjami).

 

MLE kadruje Bałtyk po swojemu. Nowa kolekcja AW26/27 wyrasta z krajobrazu polskiego wybrzeża

Wpis zawiera lokowanie marki własnej. 

 

  Czy miejsce, na które patrzymy przez całe życie, może wpłynąć na to, jak projektujemy ubrania? W przypadku najnowszej kolekcji MLE odpowiedź pewnie przyjdzie do Was sama. No bo jeśli przez lata oglądasz Bałtyk w każdym możliwym wydaniu, od stalowej tafli po sztormowe odmęty, pewne obrazy po prostu zostają z Tobą na dłużej.

  Kolekcja jesień/zima 26/27 wyrasta z krajobrazu polskiego wybrzeża – ale bez dosłownych marynistycznych odniesień. Zamiast granatowych pasków są miękkie dzianiny z merynosa i wełny owczej, puchowe okrycia wierzchnie i frędzle przypominające spienione grzywy fal.

  To kolekcja o miejscu, które od początku kształtuje estetykę MLE. Od ponad dekady projektujemy nad Bałtykiem i właśnie tę perspektywę coraz wyraźniej traktujemy jako część własnego języka, szczególnie w kontekście jesienno-zimowych projektów, gdy robi się chłodniej, wiatr staje się mocniejszy, plaże pustoszeją, a paleta krajobrazu ogranicza się niemal do bieli, piasku, szarości i błękitu.

  Najbardziej dosłownym śladem Bałtyku są frędzle. Pojawiają się na dzianinach jak piana na grzywach fal – czasem miękkie i uporządkowane, innym razem niemal niesforne. Obok nich pojawiają się obszerne swetry, miękkie warstwy i czyste, oszczędne sylwetki. To zestawienie dwóch rzeczy, które nad polskim morzem istnieją obok siebie przez cały rok: surowości i miękkości. Geometryczna scenografia, ustawiona bezpośrednio na plaży, tworzy ramę dla Bałtyku, zmieniając go w część kompozycji. Postanowiłyśmy dosłownie skadrować morze, bo to jest właśnie nasz punkt widzenia.

  MLE od początku projektuje i produkuje w Polsce. Lokalność nie jest deklaracją dopisaną do kolekcji. Jest jej punktem wyjścia: od miejsca, w którym powstają projekty, przez krajobraz, który wpływa na ich estetykę, po rzemiosło stojące za gotowym ubraniem.

 

SESJĘ ZREALIZOWALI:

Fotograf: Jakub Pleśniarski

Stylizacje: Anna Dobrzańska

Asystent Stylisty: Max Pawełek

Makijaż: Katarzyna Korszla

Włosy: Patryk Nadolny

Scenografia: Piotr Piwowar

Wsparcie techniczne: Pin Up Studio

 

Ten sweter jest chyba jednym z tych projektów, w których najłatwiej zobaczyć, jak bardzo morze potrafi wejść człowiekowi do głowy. Frędzle miały przypominać morską pianę i chociaż w fazie projektu wydawało mi się, że to może zbyt odważny pomysł, to dziś uważam, że wyszło idealnie. Sweter Corvara jest już dostępny na stronie.  

Przez kilka miesięcy ten sweter funkcjonował u nas pod roboczą nazwą „Rekonstrukcja” i chyba trudno byłoby znaleźć dla niego lepsze określenie. Wzięłyśmy sploty z kilku naszych najbardziej charakterystycznych modeli, rozłożyłyśmy je na czynniki pierwsze, a później zaczęłyśmy układać od nowa. Trochę jak zabawa z własnym archiwum – znajome elementy połączyły się w coś, czego wcześniej w MLE nie było. ​Sweter Auronzo również jest już dostępny.

Kurtka Ortisei (dostępna od 11.09) i kapturek to nasze propozycje na chłodne dni. 

Gdy kochasz klasykę, a Twoja garderoba to głównie minimalistyczne ubrania, to może przyjść taki moment, kiedy będziesz chciała w prosty sposób ożywić swój styl. Jeśli masz czasem takie przemyślenia, to ten sweter jest dla Ciebie. Wchodzi do sprzedaży w przyszły piątek. 

Sweter Deia Ecru (dostępny od 11.09) 

Sweter Sora to model, który pojawi się u nas w opcjach dla całej rodziny. Wykonany jest w 100% z wełny merynosowej i pojawi się w MLE na przełomie października i listopada.

Płaszcz i chusta Megeve (dostępne pod koniec października) to zestaw, dzięki któremu jesień wydaje mi się jakaś taka elegancka i dostojna. 

Asia chce ten zestaw nosić na wieczorne wyjścia, a dla mnie jest to elegancka i zmysłowa alternatywa dla dresów. O czym to świadczy? Że obydwie jesteśmy zmarzlakami ;). Sweter i spódnica Lerici są już dostępne na stronie. 

 

***

 

Śledźcie MLE aby odkryć jeszcze więcej naszych nowości i pamiętajcie, aby w miarę możliwości, wybierać rzeczy polskiej produkcji. 

 

 

Last Month

Wpis powstał we współpracy z marką Desenio, Sensum Mare i platformą do nauki angielskiego Akcent, a także zawiera lokowanie marki własnej. 

 

   Lato się skończyło. Jeszcze chwilę temu zastanawiałam się, czy zdążymy na plażę przed zachodem słońca, czy dzieci zjedzą kolację przed dziewiątą i dlaczego znowu wniosły pół kilo piasku do domu.

   Zapomniałam już, jakie to uczucie, kiedy wraz z wrześniem zaczyna się nie tylko jesień, ale też szkoła. Podejrzewam nawet, że właśnie dlatego przez większość dorosłego życia tak bardzo lubiłam tę porę roku. Mogłam wreszcie doceniać złote światło, pierwsze swetry i chłodne poranki bez tego ukłucia gdzieś w środku, że w tle czeka kartkówka z fizyki. 

   Szkoły podstawowej nie wspominam najlepiej, ale długo wydawało mi się, że ten temat mam już ze sobą przepracowany. A potem zostałam mamą i okazało się, że psychika ma swoje małe archiwum, do którego bardzo chętnie zagląda przy okazji pierwszego września. Dowodem na to jest chociażby fakt, że ostatnio znów śniła mi się pani od matematyki z podstawówki, aby przypomnieć mi przy tablicy, dlaczego nic mi nie wychodzi. 

   Oczywiście wiem, że moje dzieci mają przed sobą własną historię i że ich szkoła wcale nie musi przypominać mojej. Mimo to przełom sierpnia i września uruchomił we mnie dziwną mieszankę nostalgii, lekkiego napięcia i irracjonalnej potrzeby sprawdzania, czy na pewno wszyscy mają dobrze spakowany piórnik. 

   Odkrywam więc jesień na nowo. Tylko tym razem trochę trudniej odnaleźć w niej to całe „hygge”, którego przecież przez lata byłam gorliwą propagatorką. Kiedyś wystarczały mi świeca, koc i kubek czegoś ciepłego. Teraz mam wrażenie, że niezbędnym i właściwie jedynym liczącym się warunkiem jest niezachwiane poczucie, że wszyscy są zaopiekowani tak, jak powinni. To dużo trudniejsze niż zamówienie „pumpkin spice latte”.

   Jeśli więc macie swoje sprawdzone sposoby na odzyskanie jesiennego spokoju pomiędzy szkolnymi planami, budzikami a pytaniem samej siebie, co jeszcze można było zrobić lepiej, to bardzo chętnie je poznam. 

  A póki co, wracam do Was z dowodami na to, że życie jest piękne, nawet jeśli beztroska to tylko przerywnik. Na szczęście to właśnie ją najczęściej fotografujemy. Dzięki temu, po czasie można odnieść całkiem przyjemne wrażenie, że wakacje były dłuższe, dzieci mniej się kłóciły, a my naprawdę przez chwilę niczym się nie martwiłyśmy.

 

To tylko ja, nosząca ubrania od mojej własnej marki, w moim własnym mieście. Nie udało mi się być na sopockiej plaży tak często, jak planowałam. Ale podejrzewam, że nie tylko ja oceniam swoją wydajność tego lata na takie mocne trzy na dziesięć ;). 

Plaża – i to nie zawsze ta sopocka – kojarzy mi się zawsze z najpiękniejszymi wspomnieniami. I nie mam tu na myśli momentów, w których działo się coś niezwykłego. Nikt nie miał urodzin, nie byliśmy na drugim końcu świata, nie wydarzyło się nic, co "trzeba" sfotografować. A potem mijają długie lata i okazuje się, że właśnie do tych chwil najbardziej chcemy wrócić. 

Nasza pamięć nie jest jak archiwum, w którym wszystko czeka na nas w niezmienionej formie. Z czasem jedne rzeczy blakną, inne nabierają znaczenia, a jeszcze inne zupełnie nam umykają. A skoro moja pamięć i tak zamierza z czasem trochę poprzekręcać fakty, to wolę podsuwać jej dobre materiały źródłowe. W jakiś listopadowy poniedziałek chciałabym mieć niezbity dowód na to, że życie jest pełne pięknych chwil – nawet jeśli nie zawsze potrafimy je docenić, gdy jesteśmy w samym centrum wydarzeń. Ta mała galeria ze zdjęciami z poprzednich wakacji będzie moim materiałem dowodowym ;).Jeśli chcecie, aby galeria nie wyglądała infantylnie, pamiętajcie, aby ramki były tej samej wielkości i koloru (moje mają wymiar 30x40cm), żeby były cienkie, z szerokim passe-partout. Czarno-białe fotografie to niezawodny sposób, aby całość była spójna. Ja dodałam jeszcze cytaty, które kojarzą mi się z daną osobą/miejscem/chwilą. Oprawianie zdjęcia w ramki od Desenio trwa kilka sekund. A tak wygląda gotowy efekt. Zostawić na parapecie czy powiesić w równym rzędzie na ścianie? Mam dla Was kod rabatowy – MAKELIFEEASIER, który daje 45% zniżki na plakaty, 25% na obrazy na płótnie, 20% zniżki na ramki oraz plakaty personalizowane w Desenio. Kod jest ważny do 30 września. Myślicie, że jestem po prostu sentymentalnym mięczakiem? No to czytajcie: 

1. Wracanie do dobrych wspomnień po stresie zmniejszało wzrost kortyzolu i negatywne emocje (Speer & Delgado, Nature Human Behaviour, 2017). 

2. Oglądanie zdjęć związanych z dobrymi wspomnieniami poprawiało nastrój po negatywnym doświadczeniu (Current Psychology, 2023). 

3. Osoby oglądające własne zdjęcia ze szczęśliwych chwil odczuwały więcej pozytywnych emocji niż te, którym pokazywano po prostu pozytywne, ale obce obrazy (Carretero et al., Frontiers in Psychology, 2020). 1. Cały rok czekałam na ten moment. // 2. Mamulek :*. // 3. Obraz w kolorach lata. Jak to teraz zjeść? // 4. Cykady gdzieś tam na górze właśnie urządzają koncert. // Lubię odkrywać nowe miejsca, ale zdecydowanie bardziej lubię wracać do tych, które już pokochałam. W przewodnikach po Prowansji częściej polecają lawendę, ale jeśli wolicie mniej oczywiste miejsca związane ze sztuką, to zabieram Was tam, gdzie Van Gogh spędził jeden z najtrudniejszych i najbardziej twórczych okresów swojego życia. 

Monastère Saint-Paul de Mausole 
2 VC des Carrières
13210 Saint-Rémy-de-Provence 
Francja 

To około piętnaście minut spacerem od centrum Saint-Rémy-de-Provence i dosłownie kilka kroków od ruin rzymskiego miasta Glanum. 

1. Zwiedzając klasztor i starą część szpitala, można na chwilę poczuć się jak ktoś żyjący pod koniec XIX wieku, kto właśnie został przyjęty na oddział. Nie jest to szczególnie przyjemne uczucie, ale z pewnością trudno o nim zapomnieć. // 2. W miejscu, do którego trafił, bo jego psychika nie dawała już rady, stworzył jedne z najbardziej rozpoznawalnych obrazów w historii sztuki. To właśnie tutaj powstały "Irysy" czy "Gwiaździsta noc". // 3. Nic tak nie napędza do zgłębiania wiedzy jak fakt, że można pokonać potem w jakimś quizie tę mistrzynię (nie udało się jeszcze nikomu nigdy). // 4. Instrument w pokoju to dosyć przyjazne warunki dla pacjentów, nawet jak na dzisiejsze czasy, prawda?// Klasztor i część szpitalna zostały naprawdę dobrze odwzorowane. Poszliśmy tym razem z dziećmi, ale na szczęście nie udzieliła im się lekko mroczna atmosfera tego miejsca.XIX-wieczna garderoba, ale "make it MLE". To właśnie tutaj Vincent van Gogh dobrowolnie zgłosił się na leczenie psychiatryczne po kryzysie w Arles. Spędził w Saint-Paul-de-Mausole niemal rok.Van Gogh miał niewielki pokój, farby i wąskie okno wychodzące na gaj oliwny. Patrzył na ten sam fragment krajobrazu przez wiele miesięcy, a mimo to potrafił zobaczyć w nim wystarczająco dużo, aby stworzyć obrazy, które ponad sto lat później nadal zachwycają cały świat. A jaki my mamy dziś dostęp do piękna? Możemy każdego dnia oglądać setki idealnych wnętrz, krajobrazów, twarzy i miejsc z całego świata. Mamy dostęp do większej ilości pięknych obrazów i miejsc niż jakiekolwiek wcześniej pokolenie, a jednak najczęściej nic konstruktywnego z tego nie wynika.Mój osobisty propagator sztuki. Prowansalski mix. ​Zaprojektowane w Sopocie. Uszyte w Polsce. Noszone w Prowansji.1. A dziś za oknem taka pogoda, że bez marynarki nie wyszłabym z domu. // 2. Mogłabym to jeść na śniadanie, obiad i kolację. // 3. Gdy architekt wnętrz ma nieco ułatwione zadanie, bo zieleń jest tak piękna, że właściwie wystarczy rozstawić stoły i stoliki. // 4. Gdy żyją w Tobie dwa demony: pierwszy chce nosić koszulki z Demon Hunters, a drugi mówi, że woli biel i czerń, żeby wyglądać jak mama. // 

Pilates: 0. Balans między wypoczynkiem a pracą: 0. Wymodelowanie włosów Dysonem: 0. 

Kolejny dzień, kolejny żar. Mój top od MLE znajdziecie tutaj. 

Aż strach wchodzić w tę filmową inscenizację, aby jej nie zepsuć. 

Nie pokazuję Wam tutaj, co spakowałam do walizki, tylko co faktycznie nosiłam. Jak wiadomo, jedno z drugim nie zawsze idzie w parze. Przy 37 stopniach wszystkie dopasowane, przemyślane i wysublimowane zestawy mogłyby równie dobrze zgubić się na lotnisku. Bo jest tak gorąco, że najchętniej nie zakładałabyś nic poza kostiumem kąpielowym, ale jednocześnie chciałabyś wyglądać jak osoba, która ma jakiś styl, a nie uciekła z basenu po alarmie przeciwpożarowym. Bo w hotelu nie ma żelazka. A nawet jeśli jest, trochę boisz się go użyć, bo nigdy nie wiadomo, czy wypuści parę, czy rdzawą wodę. Bo po prostu, życie szybko weryfikuje to, jak wyobrażałaś sobie wakacje, stojąc przed lustrem w swoim mieszkaniu, a jak wyglądają one naprawdę.

No więc nosiłam tylko MLE. Nie dlatego, że czuję obowiązek noszenia własnej marki, ale dlatego, że najwyraźniej ubrania szyte w Polsce mają w sobie tę samą cechę co Polki: muszą być przygotowane na wszystko. 

A dziś wracamy do mojego ukochanego miejsca w Prowansji. W dawnych kamieniołomach wapienia w Les Baux-de-Provence oglądam Fridę Kahlo w giga-skali (i przy okazji chowam się w chłodnych murach, bo na zewnątrz jedyne trzydzieści osiem stopni).

W czasach Fridy kobiece ciało miało być przede wszystkim zdrowe, piękne i płodne. Jej ciało nie posiadało żadnej z tych cech. Ale my, patrząc dziś na jej talent, wiemy doskonale, że wartość kobiety – i człowieka w ogóle – zaczyna się dokładnie tam, gdzie kończy się lista cudzych oczekiwań. 

Byłaś niezwykle dzielna. Potrafiłaś zamienić cierpienie w sztukę, która do dziś daje siłę innym.Uwielbiam prowadzić własną firmę, ale czasem chciałabym, żeby urlop był urlopem ;). Sierpień to w MLE czas wielkich przygotowań i nie można było odłożyć laptopa na bok.
"Mamo, dajemy Ci dokładnie jedenaście minut na obejrzenie wszystkich dzieł Joana Miró, Caldera czy Kandinsky'ego. Czas start! Wykorzystaj ten czas mądrze."Fondation Maeght, czyli miejsce do którego bardzo chcę jeszcze wrócić.I wyprawa dobiega końca. Zostawiam Was z rolką o polskich ubraniach w Prowansji, które zawsze są gotowe na wszystko. A ja ruszam dalej…Mała podpowiedź od Sofonisby…Florencja i okolice. Odwiedzamy miejscówki znane z "Kaczych opowieści". Kto zna komiks o RaKWAelu Santi? ;)
Jakiś ojciec z córką piją kawę i chyba nie są stąd.
Żegnamy Florencję, Włochy i witamy szczyty górskie z prania. 
Zieleń w różnych odsłonach. Im jej więcej w mojej codzienności tym lepiej. Pokochałam ten sweter. W tym kolorze zostały nam ostatnie sztuki, ale mamy też już bardziej jesienną wersję.1. Świat właśnie docenił estetykę, która od lat jest częścią naszego codziennego krajobrazu — i wpływa także na projekty MLE. Modernistyczne centrum Gdyni trafiło na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. I nie chodzi tu o jeden wyjątkowy budynek, ale o całe założenie miasta.// 2. Gorąco, w domu nie ma słodyczy, więc robimy lody kokosowe. // "Pańcia powiedziała, że lody nie są dla psów". A teraz ruszamy do prawdziwej pracy. Takiej bez komputera. W sierpniu zorganizowałyśmy w Gdańsku selekcję specjalną w MLE. Trzeba było przygotować lemoniadę dla stu osób, wyprasować niezliczoną liczbę ubrań i sprawić, aby Wasze pierwsze spotkanie z marką w prawdziwym świecie było idealne.Od szklanek „Polka”, przez gruszki na stole, aż po ubrania — zależało nam, żeby wszystko, co tego dnia Was otaczało, było polskie. Jak się okazuje, całkiem sporo rzeczy można znaleźć blisko domu. Łącznie z najlepszymi Klientkami. Lemoniada gruszkowa z tymiankiem to przepis naszej mistrzyni Oli. 
Tutaj możecie zobaczyć jak wyglądało całe wydarzenie. 

Myślałyśmy, że nikt nie przyjdzie, a okazało się, że kolejka była dłuższa niż do sopockiego kebaba ;). 

Chyba muszę powiedzieć mamie, że spóźnię się na obiad. 

To był szalony i piękny dzień! Nie będę się z nikim spierać o to, kto ma najlepsze Klientki. Zwłaszcza że sprawa dawno temu została ostatecznie rozstrzygnięta. 
W Gdańsku zawsze natrafię na coś ciekawego. W Zbrojowni przy ulicy Piwnej trwa sprzedaż prac studentów Akademii Sztuk Pięknych. Wstęp wolny :).1. Nasz kotek miał w sierpniu swoje święto. Czy to normalne, że wzruszam się przy takich okazjach do łez? // 2. Dostawy świeżych prac zapewnione każdego dnia. // 3. W poszukiwaniu tęczy. // 4. Hamburgerowy torcik, a może koci hamburger? // 

Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o Gdyni i jej architekturze, to proponuję zajrzeć do budynku PLO. 

1. Pytacie mnie, czy na spacer po gdyńskim bulwarze trzeba chodzić w swetrze, który przypomina sieć rybacką. No cóż. Projektując go, nie planowałyśmy aż tak daleko idącej spójności z lokalnym krajobrazem. Ale wyszło jak wyszło. 2. W roku 1920 mieszkało w Gdyni około 1200 osób. Niespełna dwie dekady później – już około 120 tysięcy (sto razy więcej mieszkańców w niecałe 20 lat!) Miasto budowano praktycznie od zera, według bardzo nowoczesnych, jak na tamte czasy, zasad. Szerokie ulice, dużo światła, funkcjonalność, modernistyczne kamienice – to znaki rozpoznawcze Gdyni.

W ostatni weekend sierpnia wiedziałam już, że w te wakacje nie dałam rady zrobić remontu kuchni. Po dwóch miesiącach odkładania go na później zrozumiałam, że nie chcę go robić. Polecam tę metodę. Ale za to udało mi się odnaleźć dziwną przyjemność w tym, że czasu nie da się zatrzymać. Natura jakoś nie boi się przemijania. Jej młodość już za nią, niebawem przyjdzie zimowy kres, a ona błyszczy jak nigdy, powoli obsypując się złotem. 

Gdy pod koniec wakacji stwierdzasz, że zdecydowanie za rzadko korzystałaś z ogrodu, więc pomimo tego, że jest zimno i nie ma słońca, to drugiego dnia września przenosisz tam swoje domowe biuro.Ale za pielęgnację w te wakacje stawiam sobie piątkę z plusem. Sama nie wierzę w to, jak moja cera się poprawiła w ciągu ostatniego roku! Przypominam Wam artykuł o tym, dlaczego postanowiłam zrezygnować z kupnych słodyczy. Na szczęście tej jesieni nie chodzi już o naprawianie skóry po kolejnej serii stanów zapalnych, tylko o znacznie przyjemniejsze problemy: nawilżenie, jędrność i zmarszczki. Te dwa produkty z egzosomami od Sensum Mare (serum oraz krem regenerujący) zaraz mi się skończą, więc nim wyrzucę opakowania, przypominam Wam o nich. Egzosomy w tych formułach działają jak małe nośniki sygnałów między komórkami skóry – wspierają jej regenerację, wzmacniają barierę hydrolipidową i procesy związane z poprawą jędrności oraz wygładzeniem. Pamiętajcie, że z kodem MLE30 otrzymacie aż 30% rabatu w Sensum Mare (kod działa do 15 września). 
A na temat tego swetra nie mogę nic powiedzieć, poza tym, żebyście oglądali w sobotę rano Dzień Dobry TVN albo zajrzeli tutaj :).

Ale do takiej szkoły to akurat mogę wracać! Kursy online to coś, w czym świetnie się odnajduję i właściwie nie ma miesiąca, abym nie zaczęła (i może, co ważniejsze: nie skończyła!) jakiegoś szkolenia. Najczęściej dotyczą one pracy (PR, marketing, social media manager, zarządzanie i tak dalej) ale niektóre robię dla przyjemności i poczucia, że po prostu poszerzam horyzonty. Jeśli chodzi o naukę angielskiego, to od kilku lat korzystam z Platformy Akcent i bardzo odpowiada mi to, że nie muszę sama układać sobie planu ani zastanawiać się, czego właściwie powinnam uczyć się dalej. Materiał prowadzi krok po kroku, od słownictwa i gramatyki po czytanie, powtórki i testy, a poziom można dopasować od A1 aż do C2. Są też kursy bardziej specjalistyczne, na przykład Business English. 
Istnieje również możliwość zakupu e-booków do nauki angielskiego, jeśli ktoś woli uczyć się w ten sposób. Z kodem MLEnglish (działa przez dwa tygodnie od dzisiaj) otrzymacie 15% rabatu. 

"Kasia, czy Ty trochę nie przesadzasz? I Ty mówisz, że masz problem z hygge? Jest trzeci września, a Ty już biegasz w wełnianych kapciach!"

Tak! Muszę przyznać, że samo pisanie tego tekstu dla Was poprawiło mi humor. Wygadałam się, trochę pomarudziłam i chyba właśnie tego było mi trzeba, żeby móc ruszyć dalej. Mam nadzieję, że dla Was to też była mała odskocznia od pierwszych wrześniowych dni i przypomnienie, że nie wszystko od razu musi wejść na właściwe tory. Do zobaczenia niebawem!

 

*  *  *

 

 

Zapiski o modzie i stylu: bitwa o własny gust.

Wpis powstał we współpracy z marką YES. 
 
 
kolczyki – YES 

bluzka z wiązaniem – MLE 

jasne dżinsy z prostą nogawką – MLE 

japonki na koturnie – Mako 

torebka – Bottega Venetta

 

  Nigdy wcześniej nie miałyśmy dostępu do tylu ubrań, inspiracji i osób gotowych podpowiedzieć nam, jak powinnyśmy wyglądać. Instagram, Pinterest i TikTok codziennie podsuwają setki świetnie ubranych kobiet. Jedna przekonuje mnie, że potrzebuję zamszowej kurtki. Druga, że moje życie odmieni jedwabna apaszka. Trzecia właśnie odkryła idealne dżinsy i chyba takich jeszcze w swojej szafie nie mam.  

  Teoretycznie wszystko powinno być więc prostsze niż kiedykolwiek. Piękne ubrania, gotowe stylizacje mamy podane na tacy. Tylko czy w tej całej „łatwiźnie” zostało jeszcze miejsce na to, co charakteryzuje właśnie nas? Największym problemem współczesnej mody nie jest już nadążanie za trendami. Jest nim odróżnienie własnego gustu od gustu, który algorytm bardzo sprawnie pomaga nam wybrać. On nie tylko próbuje zgadnąć, co nam się podoba. Może mieć też udział w tym, że coś  z a c z y n a  nam się dopiero podobać. To działa trochę jak zamknięte koło. Zatrzymuję się przy jednej rolce z dziewczyną w ortalionowych spodniach. Instagram uznaje, że temat mnie interesuje, więc pokazuje mi kolejną. Potem następną. Po kilku dniach mam wrażenie, że ortalionowe spodnie są absolutnie wszędzie. Po dwóch tygodniach zaczynam się za nimi rozglądać, a po miesiącu jestem przekonana, że idealnie pasują do mojego stylu. Najwyraźniej zawsze byłam dziewczyną od ortalionu, tylko przez 38 lat nie miałam o tym pojęcia.

  Bo algorytm zna przede wszystkim nasze zachowanie, a nie nasze intencje. Wie, że obejrzałam rolkę trzy razy. Nie wie, czy zrobiłam to dlatego, bo naprawdę chcę tak wyglądać, czy dlatego, że dziewczyna wydała mi się znajoma. Dla niego trzy odtworzenia to trzy odtworzenia. Proszę bardzo, oto kolejnych dwadzieścia kobiet w ortalionie. I właśnie temu coraz częściej przyglądają się badacze. To, co podsuwa nam algorytm, może wpływać na nasze późniejsze wybory, a ciągłe rekomendowanie podobnych rzeczy stopniowo zawężać pole, z którego w ogóle wybieramy. Co ciekawe, w badaniach dotyczących mody zauważono nawet, że część osób świadomie próbuje „uciekać” przed rekomendacjami Instagrama, żeby zachować bardziej niezależny gust.

  Zresztą ubrania są w tym wszystkim najmniejszym problemem. W najgorszym wypadku zamówimy te ortalionowe spodnie  i będziemy w nich potem chodzić na ryby. Ale dokładnie ten sam mechanizm może dotyczyć znacznie poważniejszych preferencji, opinii i wyborów. I może dlatego od czasu do czasu warto zadać sobie dość niewygodne pytanie: czy ja naprawdę tak uważam? Czy naprawdę mi się to podoba? Czy po prostu widziałam to już wystarczająco wiele razy, żeby uznać cudzy wybór za własny?

Sama nie raz dałam się komuś "zinfluensować". Efektem tego są na przykład te japonki na drobnym podwyższeniu, ale reszta to chyba cała ja, a nie wynik algorytmowych manipulacji. Z kolczykami, to chyba nie muszę Was przekonywać, bo noszę je od lat i jeśli któraś z Was wciąż się nad nimi zastanawia, to daję znać trwają ostatnie dni wyprzedaży w YES (rabaty sięgają nawet do -50%).