Last Month

Wpis powstał we współpracy z marką Say Hi, Nanuki oraz zawiera lokowanie marki własnej. 

 

   Co to za śmieszny wynalazek, ta wiosna. Jak wiele mówi nam o nas samych. Czuję tę niewypowiedzianą presję od natury, która niby niczego nie wymaga, a jednak mówi wszystko: „Rozkwitaj. Ja już zaczęłam i nie zamierzam się zatrzymać. Czas leci.” Jest w tym coś pięknego i bezwzględnego jednocześnie. Świat przyspiesza, robi się jaśniej, cieplej, lżej – a ja nagle widzę wyraźniej, ile rzeczy na mnie czeka. Ile planów jeszcze nie ma początku. Ile myśli krąży gdzieś pomiędzy „zaraz” a „kiedyś”. Chciałabym się na chwilę zatrzymać. Wyjść bez listy rzeczy do zrobienia. Po prostu popatrzeć, jak wszystko budzi się do życia – bez potrzeby nadążania. Docenić ten mój Sopot w kwietniu. 

  Jak zawsze, trochę pomogły mi w tym zdjęcia. Dzielę się nimi z Wami, mając nadzieję, że połączą nas te same emocje, tęsknoty i radości.  

Wielkanoc? Kiedy to było?! Patrzę na te zdjęcia i przypominam sobie, ile to spokoju – my, mamy – jesteśmy w stanie wyczarować, gdy chodzi o piękne święta dla naszych dzieci. Dom. Widzę tyle błędów i niedoskonałości. A jednak staram się sobie cały czas powtarzać, że za trzydzieści lat nikt nie powie: "A pamiętasz tę Wielkanoc w 2026 roku? Utkwiła mi w pamięci, bo mieszkanie było dobrze wysprzątane". 

Jejku, jak ja doceniam, że w Wielkanoc mogłam przez chwilę o tak, jak na tym zdjęciu. Prywatność, spokój, niespełnianie oczekiwań całego świata, to ogromne przywileje. Czasami zazdrościmy komuś czegoś, czego tak naprawdę nigdy byśmy nie chcieli. 

Dzień na wsi, wyrwany prawie siłą z miejskiego chaosu. Pogodę mieliśmy dla koneserów, ale tym ciaśniej siedzieliśmy dzięki temu na kanapie :). Poza tym, rozgrzewały nas gorące placki z jabłkami od ukochanej cioci Ani. To był jeden z tych nielicznych momentów, kiedy modlisz się o to, aby dzieci nie były głodne i zjadły jak najmniej.

Skaczę ostatnio z książki na książkę, aby liznąć każdej po trochu przed moją wielką wyprawą. A to drewniane jajko – nie wiem, skąd się tutaj wzięło.

Po ponad sześciu godzinach dotarłam na drugi koniec Polski. Czy takie mieszczuszki jak my, będą potrafiły się tu odnaleźć? Odpowiedź brzmi: niestety, nie będą miały żadnego wyboru, bo nie dla przyjemności tu przyjechałyśmy. 
To znaczy, gwoli ścisłości: ja przyjechałam tutaj, żeby z bezpiecznej odległości, z kawką w dłoni pracować na laptopie, sprawdzać, jak radzi sobie zespół MLE i doglądać, czy cały plan został wykonany, ewentualnie sprawdzić czy faktury wystawiono poprawnie, i żeby udawać bardzo ważną i zajętą osobę w białych spodniach na wsi. Plan był dobry. Naprawdę dobry. 

Ale wtedy wydarzyło się to… i cały plan legł w gruzach, a ja zapomniałam o białych spodniach.

Siedząc trzy godziny w oborze, dowiedziałam się jak skomplikowane bywa życie owiec. Miałyśmy tu najsłodszy i najbardziej puszysty oddział położniczy na świecie. I wiecie, co jest najlepsze? Że w którymś momencie usłyszałam: "Jedną owieczkę trzeba dokarmiać z butelki". Do wszystkich mam, które pamiętają swoje mniej lub bardziej mleczne przygody – to, co jest w teorii całkowicie naturalne, w prawdziwym życiu nie jest proste nawet dla owiec. Owcze mamy też potrzebują pomocy przy dostawianiu dzieci, a nierzadko zdarza się, że trzeba je dokarmiać z butelki. 
W Dworze Sanna do zagrody z noworodkami kilka razy dziennie przychodzi pan, który pomaga owczym mamom nakarmić młode.  

A teraz wracając do rzeczy, bo to jednak nie jest program "Damy i wieśniaczki" (chociaż… materiał by się znalazł). Sprawdźcie jak nasze wełniane swetry zrecenzowały owce.

Ostatnie przypomnienie o naszej akcji – kupując w MLE jakikolwiek sweter, dodajemy do niego teraz specjalny grzebień do czesania wełny. Akcja potrwa już tylko kilka dni. Mamy tu nawet Portosa w wersji owczarkowatej. Pamiątki z podróży do Roztocza.Żal niszczyć. 
Podobno żeby zasnąć, trzeba liczyć owce. Ja wiem, że zamiast je liczyć, będę za nimi trochę tęsknić. 
Bardzo, ale to bardzo chciałam mieć dzisiaj zły humor, ale widzę to i jakoś mi teraz trudniej w tym postanowieniu.  Do restauracji "Brut" mamy z Sopotu dosyć daleko, bo znajduje się ona w dzielnicy "Dolne Miasto" w Gdańsku. Zajrzyjcie, jeśli będziecie niedaleko. Można z dziećmi, ale najlepszy klimat poczujecie tam wieczorem. A skoro już nas wywiało do Gdańska w sobotę, to odwiedzamy jeszcze ulubiony Garnizon. 1. Jeśli macie przyjaciółkę, którą uwielbiacie, ale też trochę nienawidzicie, bo zawsze we wszystkim wygląda najlepiej, to naprawdę wiem, co czujecie. Asia od stóp do głów ubrana jest w MLE – od spodni, przez marynarkę, aż po torebkę. // 2. Czaję się na te wazy w Moodstore już tak długo!Co to się porobiło z tymi zakupami w "prawdziwych sklepach"?! Po pandemii mówiło się, że już zawsze będziemy zamawiać ubrania tylko w internecie, a kurier to nowy najlepszy przyjaciel człowieka. A teraz widzimy wyraźnie, że Wam to nie wystarcza i chcecie alternatywy. Kilka słów na ten temat i mapę Polski z miejscami, w których można kupić MLE stacjonarnie, znajdziecie tutaj (lada moment dojdą kolejne miejsca!). Teraz jest jeszcze miło, ale Asia lada moment powie, co tam słychać w księgowości i procedurach KSeF, i to skutecznie popsuje mi humor na resztę dnia ;). Nike, która w ostatnich miesiącach – mimo woli – usłyszała więcej zwierzeń, niż by chciała. ​1. Górny Sopot obsypany pachnącą bielą. // 2. Pijecie olej z czarnuszki? U mnie to już prawie rok! // 3. Bezsenność to podobno zaraza naszych czasów. Wiele czasu zajęło mi wyrobienie zdrowych nawyków, ale na szczęście było warto (wyjście na świeże powietrze przed godziną dziewiątą, opaska na oczy, brak telefonu w łóżku). // 4. Dodruk potrzebny do naszej swetrowej akcji. Jakoś nie spodziewałyśmy się, że wiosną spotka się z tak dobrym odbiorem :). // Paczka prawie gotowa do wysyłki!  Odpowiadam zbiorowo: mam rozmiar "s". Sweter zdążył się wyprzedać, ale niebawem wróci.Kwietniowe nudy: biuro w domu, wizyty przedszkolnych koleżanek i jaskry.

Pięć rzeczy, które chciałabym robić codziennie:

1. Ćwiczyć hula-hop (to trwa ledwie dwanaście minut dziennie, a i tak mi nie wychodzi).

2. Chociaż raz dziennie zastąpić samochód własnymi nogami. Albo rowerem! 

3. Pić olej z czarnuszki. 

4. Po godzinie 18:00 wyciszyć telefon. Albo jeszcze lepiej – odcinać go od internetu. 

5. Pić dwa litry płynów dziennie.

Spokojny dzień w Trójmieście, ale u nas od rana panowało napięcie. Przeżywaliśmy wybory u naszych sąsiadów i, co tu ukrywać, cieszyliśmy się, że Węgry wybrały nową drogę. Zapraszam do mojego klubu filmowego i służę poleceniami, jeśli tak jak ja, szukacie czasem wymówek, żeby z nikim się nie widzieć. 
Świeża pościel, piżama, naładowany laptop, czytaj: kwintesencja idealnej imprezy przed czterdziestką. Na Netflix trafiło niedawno 36 klasyków polskiego kina. Część z nich pewnie znacie, a część możecie kojarzyć z tego, że czasem tata męczył Was przed niedzielnym obiadem, aby obejrzeć jego ulubiony film, bo właśnie leci na "Jedynce". Dziś już dorośli, z różnymi doświadczeniami i w nowej (ale też skomplikowanej) rzeczywistości politycznej, warto się przeprosić z niektórymi tytułami. Jednym z nich jest na pewno "Człowiek z żelaza". 
Ten film powstał dosłownie rok po strajkach w sierpniu 1980 roku. To nie jest historia pisana z dystansu, tylko opowieść tworzona na gorąco, kiedy emocje, napięcia i nadzieje były bardzo świeże. Andrzej Wajda zrobił coś wyjątkowego – połączył fabułę z prawdziwymi wydarzeniami i postaciami (gościnnie pojawia się tam Lech Wałęsa), a część scen powstała w autentycznych przestrzeniach stoczni. Dzięki temu czuć w filmie atmosferę życia w tamtym czasie: niepewność, strach, ale też ogromną siłę i solidarność. Więcej filmowych ciekawostek znajdziecie w tym poście na moim Instagramie. Kosmetyki, do których powracam.Ten zestaw zawsze powraca do mnie na wiosnę. Serum Sunrise od Say Hi  działa rozjaśniająco, antyoksydacyjnie i zawiera stabilną witaminę C. Nawilża, wygładza i napina skórę. Ponadto, redukuje niedoskonałości i ślady potrądzikowe. Idealne zarówno na dzień, jak i na noc. Intensywnie nawilża, wygładza, napina i wypełnia zmarszczki. Redukuje niedoskonałości i ślady potrądzikowe. Idealne na dzień i na noc do każdego rodzaju skóry i wieku. Krem Bright Vibes natomiast sprawia, że moja skóra jest rozświetlona, zmniejsza przebarwienia i zmiany pigmentacyjne, a cera wygląda lepiej. Kosmetyczny duet idealny. 

Z kodem MLE20 możecie uzupełnić swoje kosmetyczne zapasy otrzymując 20% rabatu na zakupy w Say Hi. 

Gdy nadchodzi ten jeden dzień w tygodniu, gdy możesz wstać po dziewiątej, więc oczywicie budzisz się sama z siebie przed siódmą. Ale dobrze wykorzystam ten czas i po ulubionej pielęgnacji zrobię takie śniadanie, że piżamy im pospadają!  Co chciałam przygotować…. (japońskie puszyste placuszki).A co przygotowałam. Dzieeeeci! Śniadanie!Na szczęście w lodówce coś się znalazło.
To pozwoli nam przetrwać do obiadu u Babci. 
Gruby sweter i letnia spódnica – co myślicie o takim połączeniu?

Z majówki prosto do MLE Mordoru. 

Fotografujemy nowości na najbliższych kilka tygodni.
Jadąc tu, zgarnęłam z paczkomatu najwspanialszy przebłysk lata – kolekcję makijażową Les Beiges od CHANEL. 

Odłóżcie jedną dla mnie, bo do klapek też będzie dobrze wyglądać (nie pamiętam już, kiedy miałam na sobie obcasy)!

Chciałam Wam się pochwalić, że mamy w MLE niebieskie dżinsy, ale zanim się zebrałam, zostały już ostatnie sztuki. Ale dla tych zapisanych do powiadomień na pewno niedługo coś się znajdzie. 
W poszukiwaniu utraconego „summer healthy glow” z Les Beiges od CHANEL Beauty. Jakim cudem CHANEL przewidziało, że ja w ten poniedziałek wybiegnę z domu bez makijażu i okażę się idealną testerką? :)

Poniedziałek po majówce kończy się za trzy, dwa… 

Las i zawilce, po których nie wolno deptać. Moja wymarzona kwietniowa godzina – ileż to rzeczy się musiało wydarzyć, abym w końcu stwierdziła, że niektórych z nich nie wolno przekładać na później.Ornitolożka.To tylko majówkowe widoki i gra o ptaszkach, które można znaleźć w polskich lasach. Te ze zdjęcia udało nam się zobaczyć (a raczej tak nam się wydawało ;)). Ta gra to tak zwane "karty spacerowe" od NANUKI. To drobiazg, który może zmienić zwykły spacer w przyrodniczą przygodę. 

Na froncie każdej karty znajduje się realistyczna ilustracja ptaka oraz jego nazwa. Na odwrocie z kolei znajdziecie ciekawostki o gatunku, rysunek jaja w rzeczywistych rozmiarach, informację, czy ptak odlatuje na zimę, czy zostaje w Polsce. Bardzo serdecznie polecam :). 

Jak miło usłyszeć pod koniec spaceru, że jednak było fajnie, a przecież wychodząc z domu, słyszałam, że to najgorszy dzień ever. 
Kwietniowy banał musi być, bo czym byłby "Last Month" bez odrobiny kitnących drzew?Co ja tam widzę na horyzoncie? Czyżby wołał mnie zew podróży? Zdecydowanie nie! Im bliżej jakichkolwiek wyjazdów, tym mocniej zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę nigdzie nie chcę się ruszać. Dysonans poznawczy wyraźny, jak w podręczniku dla pierwszego roku Psychologii :). Ale skoro już mowa o podróżach, to…… wyruszam w pogoń za ostatnimi kwitnącymi wiśniami. Ja mata!

*  *  *

 

 

LOOK OF THE DAY – sezon na krótkie spódnice i trampki uważam za otwarty (mimo wieku?!)

Wpis powstał we współpracy z marką YES. 

 

kolczyki i obrączka – Biżuteria YES

sweter Tornio i spódnica Brema – MLE

buty – New Balance (model 530)

kurtka – Wakaku

 

  Odkąd skończyłam trzydzieści lat (a było to już jakiś czas temu), co rusz czytam komentarze na temat tego, że w czymś już nie wypada mi chodzić (naprawdę). Spodziewam się więc dziś wysypu uwag o tym, że spódnica jest za krótka, że nie potrafię pogodzić się z przemijającym czasem, że to strój dla gimnazjalistki, a nie dorosłej kobiety, i tym podobne.

  Mam sporo koleżanek po czterdziestce (i kilka po pięćdziesiątce) i wiecie, jaka jest jedyna myśl, która przychodzi mi do głowy, gdy widzę je w stroju podobnym do mojego? Oby jak najdłużej czuły się ze sobą tak dobrze, aby móc nosić to, na co tylko mają ochotę.

  Z kolei, jeśli chodzi o biżuterię, to chyba nikt nigdy nie powiedział, że jestem w tym temacie kontrowersyjna. Ale tu też istnieją dwa typy ludzi. Pierwszy — taki, który lubi zmieniać kolczyki. I drugi — taki, który lubi zmieniać kolczyki, ale właściwie wszystkie wyglądają podobnie (to ja!). Obydwa typy osobowości odnajdą się na stronie YES.

 

Nowy wiosenny cykl wełny – wyczesz swoje swetry z grzebieniem MLE

Wpis zawiera lokowanie marki własnej. 

 

  Przyszła wiosna. W naturze zaczyna się nowy cykl. Zbliża się wielkie strzyżenie owiec. Gdy robi się cieplej, potrzebują zrzucić z siebie nadmiar wełny. My również chcemy spojrzeć na naszą wełnę inaczej, świeżym okiem. To idealny czas, by odświeżyć swetry MLE po zimie. Nie chowamy ich na najwyższej półce, bo – jeśli są wykonane z naturalnej przędzy – są całoroczne. 

  Chcemy i, co najważniejsze, wiemy, jak Wam w tym pomóc. Tu możecie obejrzeć instruktażowy film, przygotowany specjalnie dla Was. A gdybyście miały wątpliwości, które swetry są najlepszy, to odsyłam do tych specjalistek

  Wyczesywanie wełnianych swetrów specjalnym grzebieniem, to najlepszy sposób, aby przędza odzyskała swój blask. Dlatego od teraz, do wszystkich swetrów dostępnych na stronie MLE, otrzymacie nasze limitowane grzebienie do czyszczenia wełnianych ubrań. Aż do wyczerpania zapasów. 

 

 

DLACZEGO WCIĄŻ POTRZEBUJEMY MIEJSC, W KTÓRYCH MOŻNA DOTKNĄĆ UBRAŃ? SPRAWDŹCIE MLE NA MAPIE POLSKI.

Wpis zawiera lokowanie marki własnej. 
 
 
   „Ale po co właściwie jest nam sprzedaż stacjonarna?” — zastanawiałyśmy się z Asią za każdym razem, gdy ktoś pytał, gdzie można zobaczyć ubrania MLE na żywo.​ Nasz wewnętrzny głos — nazwijmy go roboczo „rekinem biznesu” — był w tej kwestii wyjątkowo stanowczy. Przy niewielkiej skali produkcji i marżach, które nie mają w sobie nic z sieciówkowych standardów, odpowiedź wydawała się oczywista: to się po prostu nie spina.
 
   Zresztą, czy nie właśnie to robiły największe marki? Zamykane sklepy, redukcje powierzchni, przenoszenie ciężaru do internetu. Wszyscy wydawali się wiedzieć, dokąd to zmierza. A jednak coś zaczęło się nie zgadzać. Pytań o możliwość zobaczenia rzeczy na żywo było z każdym miesiącem więcej. Od klientek, od znajomych, od osób spotkanych przypadkiem, które zaczynały rozmowę od: „przepraszam, a gdzie mogę przymierzyć MLE?”. W pewnym momencie zaczęło to przypominać coś na kształt zorganizowanej akcji. Ale to nie był żaden spisek, tylko realna, zbiorowa potrzeba, która ewidentnie zaczęła zarażać coraz więcej osób.
 
 
   Jeszcze kilka lat temu rozmowy o przyszłości zakupów dało się streścić w jednym zdaniu: kierunek będzie jeden — ekran. Pandemia tylko przyspieszyła coś, co i tak było w toku. Marki, które wcześniej traktowały sprzedaż online jako dodatek, zaczęły opierać na niej cały biznes. Klientki — nawet te najbardziej przywiązane do sklepów stacjonarnych — nauczyły się kupować ubrania bez mierzenia. Kartony pod drzwiami przestały być wydarzeniem. Stały się codziennością.
  Internet miał wszystko po swojej stronie. Dostęp do marek z drugiego końca świata — od Australii, przez Norwegię, po Stany Zjednoczone. Zakupy o dowolnej porze, bez konieczności wychodzenia z domu. Możliwość porównywania, odkładania decyzji i wracania do niej po kilku dniach. Z punktu widzenia logiki — system idealny.
   Po pandemii szturm na sklepy stacjonarne był traktowany raczej jako chwilowe odbicie — potrzeba „wyjścia do ludzi” po miesiącach izolacji, ale myli się ten, kto uważa, że to po prostu powrót do starych nawyków. Zakupy online wygrały wygodą. Te offline w wersji 2.0 zaspokajają zupełnie inną potrzebę.
 
Wnętrze Moodstore, jednego z czterech miejsc, w których możecie kupić rzeczy MLE stacjonarnie. 
 
   No bo nie wszystkie czynności chcemy wykonywać jak najszybciej — zwłaszcza te, które sprawiają przyjemność. Zgodzicie się chyba ze mną, że zakupy w internecie są trochę jak jedzenie batona kupionego na stacji benzynowej: szybkie, skuteczne, czasem nawet potrzebne. Ale raczej nie opowiada się o tym zdarzeniu przy kolacji.
   Zakupy w dobrym sklepie stacjonarnym bliżej mają do wizyty w ulubionej cukierni. Takiej, w której chwilę się stoi, patrzy, wybiera. Może nawet zmienia zdanie w połowie. A potem siada i naprawdę czuje, co się wybrało — bez pośpiechu i bez papierków upychanych później między siedzeniami.
   Poza tym, są rzeczy, których nie da się przekazać przez ekran. Zdjęcie — nawet najlepsze — zawsze coś upraszcza. Wie to każda z nas, która chociaż raz poczuła się rozczarowana po wyciągnięciu z paczki wymarzonego swetra czy marynarki, które w internecie wyglądały zdecydowanie lepiej.
 
 
   Zanim nauczymy się nazywać rzeczy, najpierw je czujemy. I choć z pozoru wydaje nam się, że w dobie wszechobecnej cyfryzacji coraz rzadziej potrzebujemy kontaktu fizycznego, jest dokładnie odwrotnie. Dotyk wciąż pozostaje jednym z najważniejszych narzędzi do oceny rzeczywistości — nawet jeśli jesteśmy tego całkowicie nieświadomi. Faktura, gęstość tkaniny, a nawet jej kolor to cechy, których nigdy nie poczujemy przez ekran, a przecież to od nich zależy, czy dana rzecz będzie miła w noszeniu.
 
   
  Może właśnie dlatego widzimy w MLE pewną zaskakującą rozbieżność — rzeczy, które w internecie sprzedają się poprawnie, ale jednak gorzej niż nasze bestsellery (sweter Senez, golf Molveno, kurtka Carnac czy spódnica Valbonne), w sklepach stacjonarnych dosłownie ledwo co zawisną na wieszaku, a już znajdują właścicielkę. Czy odpowiedzią na tę zagadkę jest właśnie różnica w odbiorze ubrania?
   A teraz spójrzmy przez chwilę na mapę: Gdańsk, Poznań, Warszawa, Kraków — niezbity dowód na to, że nawet uparte blondynki czasem zmieniają zdanie.
   Poniżej znajdziecie dokładne adresy wszystkich miejsc w Polsce, w których możecie kupić rzeczy MLE stacjonarnie (i podejrzewam, że ta lista będzie się wydłużać). Te butiki wybrałyśmy nieprzypadkowo — chciałyśmy, żeby Wasze pierwsze spotkanie z MLE, w prawdziwym życiu, mogło być od początku do końca czystą przyjemnością. To co? Zajrzycie i same ocenicie?
 
 
* * * 
   
 

Look Of The Day na Śmigusa-dyngusa

Wpis powstał we współpracy z marką YES.
 
 
kolczyki i nausznica  – YES 
 
marynarka zamszowa – Zara (stara kolekcje)
 
czarny golf – Soft Goat
 
dżinsy – MLE
 
​buty – L37 
 
 
  Jak bardzo ryzykuję, wkładając dziś zamszową marynarkę? Zapobiegawczo dałam się już oblać wszystkim członkom rodziny, a więc oficjalnie jestem „po wszystkim” (nieoficjalnie: to tylko pierwsza runda). Jeśli więc zobaczycie mnie uciekającą w panice — to nie performance.
  Ale to nie koniec moich eksperymentów, bo do tego zestawu wkładam nausznicę, przez którą czuję się trochę jak punkówa łamiąca wszelkie zasady i konwenanse, a trochę jak trendsetterka.  
  Jeszcze tylko do jutra (7.04) na stronie YES.pl jest zniżka dająca 20% rabatu od 299 zł w YES Club. Jeśli nie macie jeszcze aplikacji, to zainstalujcie ją przed zakupem, bo możecie w niej skorzystać z wielu promocji).

 

Last Month

Wpis powstał we współpracy z wydawnictwem PWN, Pasiekami Rodziny Sadowskich oraz Oio Lab, a także zawiera lokowanie marki własnej. 

 

   Na pytanie o to, jaki był ten marzec, odpowiadam – to zależy. Algorytmy, zasięgi, strategie – wszystko to wciągało mnie coraz głębiej, bo dziś nie da się budować marki, udając, że media społecznościowe są tylko dodatkiem. Trzeba je rozumieć, oswajać, czasem nawet podporządkować im własne pomysły.

  Dlatego powrót tutaj, na bloga, przynosi mi w tym miesiącu szczególną ulgę. Mogę po prostu zaprosić Was do mojej codzienności – bez analizowania, co zadziała lepiej, a co gorzej. Bez algorytmów w tle. Tak jak w szczerej, przyjacielskiej relacji – nie chodzi o autoprezentację, o przekazanie światu tylko tego, co da potem wymierną wartość, albo pomoże zebrać dane, aby w przyszłości jeszcze lepiej wpisać się w czyjeś oczekiwania. Dopaminowa pętla, którą funduje nam Instagram czy Tiktok każdego dnia, nie zacisnęła się jeszcze do końca na naszych szyjach – myślę, że wciąż potrafimy się z niej wydostać. Jestem o tym przekonana, gdy patrzę na to dzisiejsze zestawienie marcowych chwil – tych codziennych i tych trochę bardziej wyjątkowych. To co? Powspominamy razem?

 

Nie jest zielono, nie ma liści na drzewach, a po roztopieniu się śniegów chodniki pozostawiają wiele do życzenia. A jednak, jestem wielką fanką tych niezbyt ładnych zdjęć przedwiośnia. Pod koniec tego spaceru miałam już kurtkę przewieszoną przez ramię i czułam się jak te krowy, wypuszczane na pastwisko po zimie. Temperatura poszybowała do góry tak mocno, że pierwszy raz w tym roku rzuciłam w którymś momencie „ale się zgrzałam”. Aż nie chciało się wracać do domu.Po takim spacerze lepiej od razu wystawić kącik ze zdrową lemoniadą z syropem z kwiatów bzu, niż co chwilę słyszeć, że komuś chce się pić. Syrop z kwiatów czarnego bzu to mój ulubiony sposób na dobre nawodnienie wszystkich domowników. Nagle okazuje się, że wypicie 4 litrów w ciągu kwadransu nie jest dla nich żadnym problemem. Syrop jest od Manufaktury Rodziny SadowskichRodzinny wypad do stolicy zaczęliśmy już tradycyjnie od Łazienek. Był akurat Dzień Kobiet, świeciło piękne słońce, kaczki zażywały pierwszych słonecznych kąpieli, a ja marzyłam, żeby zatrzymać w miejscu tę beztroskę jak najdłużej. Dziadek biegnie na pomoc wnuczkom. Czyżby dojrzały pawia? W Warszawie zawsze jestem za krótko. Za krótko, żeby się z kimś spotkać, za krótko, żeby odwiedzić restaurację, którą chciałam, za krótko, żeby odpocząć i za krótko, żeby załatwić wszystko, co miałam do załatwienia. Wracam zwykle do domu z poczuciem, że mogłam to lepiej ogarnąć. Z pewnością pomocna byłaby tu umiejętność obiektywnego oceniania czasu. Na przykład na wystawę w Muzeum Narodowym w Warszawie przeznaczyłam trzydzieści minut, a siedziałam tam blisko dwie godziny. Myślicie, że da się to jakoś leczyć? 1. "Autorka przy swoich zajęciach" autorstwa Marie-Nicole Vestier Dumont. W swoich czasach obraz był przełomowy, bo pokazywał coś rzadkiego: kobietę nie tylko jako matkę, czy ozdobę salonu, ale też jako profesjonalną artystkę przy pracy. To był sygnał, że kobiety mogą tworzyć i pracować, a nie tylko pozować. Dziś jednak patrzymy na ten obraz trochę jak na bardzo estetyczną wersję macierzyństwa: nie widać tu zmęczenia, artystyka ma ułożone włosy, maluje w pięknej jasnej sukni, jest uśmiechnięta. Dlatego obraz jest ciekawy podwójnie: kiedyś był symbolem emancypacji, ale dziś kobiety uznałyby to za zbyt wyidealizowaną sytuację. // 2. Nie było nam łatwo, ale niektóre z nas potrafiły wytyczyć nowe szlaki, dzięki którym dziś możemy więcej, a prawa przyznane kobietom są dla nas oczywistością. Moja córeczka spytała o jeden z obrazów: dlaczego jest taki ważny i czemu mu się przypatruję. Powiedziałam, że jego autorka miała szczęście, bo w czasach w których żyła, kobiety nie mogły uczyć się malować – było to dozwolone tylko dla chłopców. W jej oczach widziałam wielkie zdziwienie. Ja z kolei czułam wdzięczność wobec kobiet, które przyczyniły się do tego, że dziś moje dziewczynki mogą bez przeszkód chodzić na swoje ukochane lekcje rysunku. I pani Olga też jest. "KWESTIA KOBIECA 1550–2025" w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie – polecam gorąco tę wystawę, wciąż możecie ją odwiedzić. 
No i kultowa już grafika, której historię pewnie większość z Was zna. W 1989 roku grupa aktywistek "Guerilla Girls" wykorzystała do swoich plakatów słynny obraz przedstawiający kobiecy akt („Wielka Odaliska”) i dokleiła jej małpią głowę. Po co? Zaczepny tekst “Czy kobiety muszą być nagie, żeby dostać się do Met. Museum?” umieszczony pod tytułem, mówi o niesprawiedliwym postrzeganiu kobiecej sztuki we współczesnym świecie – twórczość jedynie 5% artystek ma szansę na wystawę, podczas gdy 85% aktów przedstawia kobiecą nagość. Akcja była odpowiedzią na to, że MoMa zorganizowało wystawę „Międzynarodowy przegląd najnowszego malarstwa i rzeźby”, na której pokazano dzieła tylko czternastu kobiet na sto sześćdziesięcioro pięcioro uczestniczących. Przykry to dowód, że świat bardziej interesuje nasze nagie ciało, niż to, co chcemy przekazać.  I czas wracać! Następnym razem zrobię wszystko to, czego nie zdążyłam zrobić tym razem!Tymczasem ja, pierwszego dnia wiosny. 
Ta owieczka wymaga już chyba małego strzyżenia. 1. Ja, rok temu: "Tym razem naprawdę będę chować te poduchy za każdym razem, gdy zacznie padać deszcz." Również ja, w tym roku: "Ale tym razem, to już naprawdę, OBIECUJĘ, że będę chować te poduchy za każdym razem, gdy zacznie padać deszcz." Jassne… a teraz jadę do pralni… // 2. W nieładzie, w puchowej kurtce, idę grabić ogród. Ale popryskam się moim ukochanym Chanel 5, licząc na to, że dzięki temu w małym stopniu stanę się częścią tego magicznego, modowego świata. ​ // "Kasia, jeśli potrzebujesz pomocy, bo już nie masz siły grabić, to daj nam znak."

1. Tu możecie zobaczyć ten zestaw w całości. // 2. Zbliżenie na reprodukcję obrazu, który należy do jednego z najsłynniejszych cyklów historii sztuki. "Lilie wodne" mają dla mnie nieco osobiste znaczenie i dlatego pojawiają się w moim mieszkaniu, ale z tego co widzę, Monet okazuje się być teraz bardzo na czasie… Więcej przeczytacie w tym wpisie. // 3. A oto sopocko-marcowa wersja tego nastroju. // 4. I jeszcze jedna zmiana na wiosnę… bez remontu! // 

Gdy pogoda za oknem mało wiosenna, a w duszy już grają kolory. Kilka moich wyborów z Desenio. 1. Tulipany w wazonie i otwarte okna… znacie to uczucie? // 2. Rosół w wydaniu azjatyckim. Bo podobno jem za mało białka ;). 

Długo myślałam o jakimś prima aprilisowym żarcie dla Was, ale uwierzyłam dziś już w tyle różnych dziwactw (między innymi w to, że miasto Sopot planuje wybudować zadaszenie nad molo), że nie będę się w to bawić – są lepsi ode mnie ;). 
Nieważne co pokażę, i tak wszyscy pytają o ten obraz. "Un Po'Di Blu No1" wymiar 140×100 na płótnie (również od Desenio). Bardzo cenię sobie marki, które nie dość, że produkują w Polsce, to dbają o środowisko. Marka Oio Lab współpracuje z polskimi Fundacjami i wspiera konkretne inicjatywy (między innymi z Fundacją Las na Zawsze, która zajmuje się sadzeniem młodych lasów i ochroną dojrzałych ekosystemów leśnych oraz z Fundacją MARE, która skupia się na ochronie ekosystemów morskich – szczególnie Morza Bałtyckiego). Ponadto, marka Oio Lab posiada certyfikat PETA, jest wegańska i wolna od okrucieństwa. A do tego wszystkiego minimalizują zużycie plastiku i używają ekologicznego (biofotonicznego) szkła. A produkt, którego teraz używam, to holistyczne serum do twarzy. Ten kosmetyk pielęgnuje, ale jednocześnie daje efekt delikatnego makijażu: nawilża, wspiera mikrobom i przywraca blask a krycie to jedynie dodatek. Dostępny jest w trzech kolorach, a najciemniejszy może być stosowany jako bronzer. Z kodem MLE20 otrzymacie 20% zniżki na wszystkie kosmetyki na stronie OioLab (kod nie łączy się z innymi ofertami/zniżkami).   Lata temu napisałam tekst o "Dziewczynach, które zawładną Warszawą". Wśród nich była Kamila, która z całą pewnością świetnie pasowała do tego tytułu. Po obejrzeniu jej rolki inaczej spojrzałam na nasz sweter Myre. Fajnie czasem jest móc zobaczyć swoje rzeczy okiem kogoś innego (a już szczególnie okiem Kamili!). Sweter pojawi się w MLE już w najbliższy piątek. 

Przed… 

… i po! Kupiłam na prezent, ale całkiem nieźle wyglądałby tu ten obrazek. 

Szylkretowe guziki czy obciągane?Praca w MLE ma różne oblicza, ale takie momenty uwielbiam! Przyszedł do nas pierwszy prototyp i dosłownie wstrzymałam oddech po tym jak go przymierzyłam. A teraz mała odtrutka instagramowa, czyli temat numer 1 ostatnich dni w pracy. Przepięłyśmy MLE na nowy system i w związku z tym, wszystkie w zespole dostałyśmy małej nerwicy. 1. Gdy po przeczytaniu 10 mejli od Klientek o tym, że nie mogą dokończyć płatności, ty wiesz, że możesz w spokoju pić dalej matchę, bo informatyk mówi, że na jego komputerze wszystko działa :). A tak bez żartów. Chyba przetrwałyśmy najgorszy etap i wszystko już działa (a jeśli nie działa, to zgłaszajcie to do nas, a my będziemy reagować). // 2. i 3. No i podejmowane są też kluczowe decyzje. Ta na przykład jest prosta, bo przecież na pierwszy rzut oka widać, że próbka na dole jest lepsza ;). // 4. Znacie to ćwiczenie dla osób pracujących na telefonie? Dwie minuty z głową skierowaną w jedną stronę, a pote, w drugą. A dłonie mocno zadarte! Zakwasy gwarantowane. Tutorial tutaj. // 

Dzień w którym bardzo się martwiłam, ale tym razem wszystko skończyło się dobrze. Cieszcie się Dziewczyny każdym miłym dniem!
Krzewy i drzewa jeszcze nie zakwitły. U nas, w Trójmieście, zawsze musimy dłużej czekać na zieleń (podobno, w porównaniu do innych regionów Polski, nawet dwa tygodnie). "Dookoła Świata – 80 ryb i innych stworzeń morskich" – znacie tę piękną serię od PWN?

Myślałam, że taki format będzie wciąż zbyt wymagający dla moich dzieci, ale te ilustracje i fascynujące opisy przyciągały jak magnez. No kiedy one już wrócą z tego przedszkola i się ze mną pobawią?"Sztuka dla dzieci". Zamówiłam tak naprawdę sobie, licząc na to, że kiedyś zaczniemy do niej razem zaglądać. Ale dzieci są tak zaskakujące, że przyłączyły się do mnie, gdy ją rozpakowałam. Porozmawiałyśmy o kilku obrazach, a potem – magia – ja mogłam zostawić je same i zająć się zwoimi sprawami. Co kilka minut słyszałam tylko jakieś śmiechy, że te zegary wyglądają jak rozpuszczone palstry sera.  Kod rabatowy MLE25 jest ważny do końca kwietnia, zarówno na "Sztukę cenniejszą niż złoto", jak i inne pozycje PWN, także te dla dzieci (daje 25% zniżki).

Deser o nazwie "jeśli ładnie zjecie zupę".  

Składniki: 

– pasta kokosowa od Manufaktury Rodziny Sadowskich (ilość wedle uznania)
– ewentualnie syrop klonowy albo łyżka miodu spadziowego
– banan 
– mango albo kiwi
– jogurt naturalny (najlepiej typu greckiego lub skyr) 
– mąka kokosowa 
– wiórki kokosowe 

1. Bez żadnych cukrów ani sztucznych dodatków – 100% pasty z miąższu kokosowego. Jest delikatnie słodka w smaku chociaż nie ma dodatku cukru. Uwielbiamy ją! // 

Pasta kokosowa wyciagnięta prosto z paczkomatu, więc jeszcze lekko przemarźnięta i skostniała, ale i tak pyszna. ;) 
Z kodem MAKELIFE10 otrzymacie 10% zniżki na zakupy w Pasiekach Rodziny Sadowskich. 

Pościel jest przejściem ze świata snu do rzeczywistości, pierwszą rzeczą, którą dotykamy w ciągu dnia i w której spędzamy 1/3 naszego życia. Nie wybierajmy jej przypadkowo. Pościel od MUMLA jest zaprojektowana i uszyta w Polsce i do tego ma przeróżne piękne opcje do wyboru. 

A teraz pytanie do Was! Czy taka marynarka do Was przemawia? Szyć?Był taki czas, kiedy uważałam, że "zdrowe słodycze" nigdy nie zastąpią tych od Kinder. A to jest jedna z najlepszych czekolad, jakie w życiu jadłam. Szukajcie, a znajdziecie :). 
Nie mogę się doczekać tej Wielkanocy. Planuję idealną równawagę między tradycją a bezczynnym bomblowaniem, a co z tego wyjdzie, to zobaczymy. Puk, puk, czy nasz kochany Narcyz w Gdyni jeszcze otwarty? Mamy alarm!Bo w poniedziałek o 18:00 usłyszałam: "Mamo, a pamiętasz, że do jutra trzeba przynieść własnoręcznie zrobione wianki na konkurs?""Mamo, kupisz mi bazie na rynku?"

"A może być małe baziowe drzewo?"

  Z różnych powodów marzec był czasem, w którym nie czułam się ze sobą jakoś szczególnie dobrze. Uwielbiam żyć w zgodzie z naturalnym cyklem przyrody i pewnie dlatego po zimie czuję się jak niedźwiedź wybudzony z zimowego snu, z potarganym futrem, zabałaganioną norą i w stanie kompletnej dezorientacji. Ale już biorę się do kupy i postaram się być bardziej jak kwitnący krokus – czego i Wam życzę :). Dziękuję za uwagę – jesteście (naprawdę) niezastąpione!

 

*  *  *