If you are interested in advertisment on this site, send the message to:

Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie, wyślij wiadomość na adres:

[email protected]

If you are interested in advertisment on the site about interiors, send the message here:

Jeśli chciałbyś wykupić reklamę na blogu poświęconym wnętrzom to napisz tutaj:

[email protected]

Chłopiec z latawcem

    Gdy dwa lata temu moja mama podsunęła mi pod nos książkę „Chłopiec z latawcem”, pomyślałam, że dwieście stron przedstawiających 30 lat historii Afganistanu, z dokładnym opisem przebiegu wojny z ZSRR a później reżimu talibów, to nie jest to, co pozwoli mi się odstresować. Dla świętego spokoju stwierdziłam, że przeczytam 50 stron a potem, jeśli mnie nie zainteresuje, z czystym sumieniem będę mogła odłożyć na półkę. Jak się pewnie spodziewacie, książkę przeczytałam całą, tak samo jak moja mama, tata, bratowa, mój chłopak, kuzynka, dwie przyjaciółki, Zosia, jej tata, jej przyjaciółki i jeszcze parę osób, które do tego nakłoniłam. Nie cierpię banalnych sformułowań, ale ta książka NAPRAWDĘ zmieniła moje podejście do świata.

    Na jej podstawie został nakręcony film, który został doceniony przez międzynarodowych krytyków, ja jednak go nie obejrzałam. Moja wyobraźnia dostarczyła mi tak wyraźnych obrazów, że więcej wstrząsów już naprawdę nie potrzebuję. Uprzedzam, że nie jest to książka, którą czyta się z uśmiechem na ustach. Od czterdziestej strony chusteczka była moim stałym towarzyszem, chociaż książka w żadnym wypadku nie jest banalnym wyciskaczem łez.

    Dla mnie była to tak emocjonująca podróż, że nawet teraz (gdy minęło już sporo czasu od ponownego przeczytania książki) mam ściśnięte gardło pisząc ten tekst, a za każdym razem gdy mój chłopak wypowie zdanie: „Amir i Hassan, sułtani Kabulu” w ciągu sekundy zalewam się łzami. To prawdziwa mocna literatura i polecam ją każdemu, bez wyjątku.

Usta usta!

   Witam ponownie! Mam zakodowane w głowie, że we wtorkowe wieczory, nie ma zbyt wiele ciekawych programów w telewizji. Dojrzałam jednak, że dziś o 21.30 na TVN można obejrzeć "Usta, usta". Szczerze powiem, że nie wiem czy są to stare, czy nowe odcinki, ale tak bardzo lubię ten serial, że z chęcią obejrzę nawet poprzedni sezon. 

 Przywiązanie do tej produkcji, wynika u mnie głównie z wielkiej sympatii do gry Pawła Wilczaka. Od czasu jego roli w "Kasi i Tomku"   oglądam wszystkie jego filmy. Swoją drogą uważam, że był to chyba najlepszy polski serial. Niesamowicie odzwierciedlał wszystkie, nawet te najbardziej trywialne zachowania, między mężczyzną a kobietą.

Wiecie może, gdzie jeszcze można go obejrzeć?

 

Books, books, books…

Księgarnie strzeżcie się! Kasia i Zosia nadchodzą!  

   Jak Wam mija Sobota? U mnie idealnie:). Chciałam Was dziś zachęcić, do zajrzenia w książkę „Coś pożyczonego” Emily Giffin. Jest to historia kobiety, zakochującej się w narzeczonym swojej najlepszej przyjaciółki (skandal!:)). Od razu uprzedzam, że nie jest to literatura na miarę „Czerwone i czarne” czy „O miłości” Stendhala, ale skoro czytałam ją z zapartym tchem, to myślę, że jest jak najbardziej godna polecenia. Co więcej, uważam, że każda czytelniczka bez problemu, utożsami się z główną bohaterką. A jeśli nie z nią, to z innymi bohaterami książki:). 

    Uczucia, które miotają Rachel są znane każdej z nas. Kompleksy, brak pewności siebie, zazdrość, samotność to coś, co chyba wszystkie czasami przeżywamy. Jak dla mnie, książka zasługuje na takie samo uznanie, jak kochana przez wszystkich (i przeze mnie też!) Bridget Jones.

Jest to pierwsza powieść tej pisarki i według mnie, jak na razie najlepsza, chociaż pozostałym też niczego nie brakuje. Przyznaję się, że nie znalazłam jeszcze czasu, na przeczytanie jej najnowszego dzieła „7 lat później”, ale gdy tylko ja pochłonę, na pewno dam Wam znać, co o niej myślę:). Miłego leniuchowania!

Dr House cd.

   Dzisiaj Doktor House już na pewno mi się nie wywinie, o 20.45 na TVP2 są nowe odcinki (przy okazji, dziękuję wszystkim za tę informację). Do oglądania mojego ukochanego serialu, muszę się należycie przygotować. O tej godzinie (mam nadzieję) nie będę miała już nic do zrobienia, więc skupię się na trzymaniu pilota:).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dresy i popcorn to naprawdę zgrany duet :).