Tort bezowy z musem z mango

Skład:

Bezy:

4 białka

150 g cukru

1 łyżeczka octu winnego

krem z mango:

2  dojrzałe mango

2 jajka

150 g cukru

150 g masła

(1 łyżka mąki ziemniaczanej opcjonalnie)

do dekoracji: ubita śmietanka 36 % (ok. 500 ml)

garść świeżych truskawek

świeże figi +  wiosenne kwiaty

A oto jak to zrobić:

1. Mango dokładnie obieramy, tak by uzyskać miąższ (konsystencja powinna przypominać purée, jeżeli jest dość twarde zmiksujmy delikatnie blenderem) i łączymy z roztopionym masłem. Jajka ubijamy z cukrem na puszystą pianę i partiami dodajemy do masy z mango. Całość podgrzewamy na małym ogniu, stale mieszając. Po ok.10-12 minutach masa powinna stopniowo zgęstnieć (jeżeli będzie zbyt rzadka można dodać 1 łyżkę mąki ziemniaczanej). Masę odstawiamy najlepiej do lodówki na 2-3 godziny.

2. Aby przygotować bezę: białka ubijamy, a w końcowej fazie dodajemy cukier. Następnie dalej ubijamy, dodajemy ocet i miksujemy. Piana powinna być lśniąca. Blachę wykładamy papierem do pieczenia, odrysowujemy 2 okręgi i rozsmarowujemy masę bezową. Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika do 150 stopni C i pieczemy przez 8 minut, następnie zmniejszamy temperaturę do 130 stopni C i pozostawiamy w piekarniku do 1,5 godziny (po godzinie sprawdźmy, powinna być twarda na zewnątrz i chrupiąca). Bezę najlepiej pozostawić w piekarniku do całkowitego ostudzenia.

3. Na upieczoną bezę nakładamy mus z mango, plastry truskawek i ubitą śmietanę. Przykrywamy bezą i dekorujemy świeżymi figami. Tort bezowy wstawiamy do lodówki na min. 2 godziny. Najlepiej smakuje schłodzony.

 

Find Perfect Jeans and wear them all the time

jeans / dżinsy – Mango by Answear.com 

sweater / sweter – Cubus

bag / torebka – COS

coat / płaszcz – Zara

shoes / buty – VANS (podobne znajdziecie tutaj i tutaj)

I guess every woman dreams of a perfect pair of jeans. I remember one of my favorite pairs, bought when I was in high-school. I wore them all the time until it was impossible because of the holes. It was hard to throw them out, they matched everything, and made my legs seem very long. Later I had no problem with finding well fitted navy jeans, a pair of cool boyfriend jeans, or colorful slim jeans perfect for summer. On the other hand I was looking for tailored, blue ones for a long time. Finally I bought them on the internet.

Today’s outfit perfectly reflects my casual style. Flat shoes, classic coat and clothes in neutral colors are ideal when I don’t know what to wear. Thank God I can still fit in my new trousers, despite all of the delicious food I ate during Easter. Did you manage to get back to reality after the holidays?

O idealnej parze dżinsów marzy każda z nas. Pamiętam spodnie kupione jeszcze w liceum, które nosiłam do momentu, w którym na kolanach pojawiły się dziury. Ciężko było mi się z nimi rozstać, bo pasowały do wszystkiego, a moje nogi wydawały się w nich zakakująco długie. Nie miałam później problemu ze znalezieniem dobrze leżących dżinsów w jednolicie granatowym kolorze, ścieranych, luźnych spodni typu boyfriend, czy kolorowych rurek, które uwielbiam nosić latem. Od dawna poszukiwałam jednak dopasowanych, a przy tym niepogrubiających, niebieskich jeansów z delikatnymi przetarciami. Dorwałam je w końcu w sklepie internetowym i od tego czasu noszę je z przyjemnością.

Dzisiejszy zestaw idealnie odzwierciedla mój styl w wersji casualowej. Płaskie buty, klasyczny płaszcz i neutralna kolorystyka to wybawienie, gdy nie wiem co na siebie założyć. Na szczęście, pomimo świątecznego obżarstwa, moje nowe spodnie wciąż się dopinają ;). A Wam udało się wrócić do rzeczywistości po świętach? :)

PS. Po raz kolejny mam dla Was zniżkowy kod do Answear.com na 20%, który jest ważny do 29 kwietnia, wystarczy wpisać  kod MLE12 przy dokonywaniu zakupu – więcej szczegółów znajdziecie tutaj.

LOOK OF THE DAY – Easter in the countryside

sweater /sweter – Mango

skirt / spódnica – Zara

wellies / kalosze – Hunter

Musicie mi uwierzyć na słowo, że kilka godzin temu wyglądałam całkiem elegancko, gdy zamiast kaloszy miałam na nogach czarne szpilki, ale ponieważ po świątecznym śniadaniu tradycyjnie wybrałam się z najbliższymi na polską wieś, mój strój musiał ulec metamorfozie.  

Nie ma Wielkanocy bez zająca, ale królik (a zwłaszcza świeżo upieczona królicza mama) z powodzeniem może zagrać tę rolę. Wizyta w zagrodzie była atrakcją przede wszystkim dla moich małych bratanków, ale sama też świetnie się bawiłam. 

W kurniku znaleźliśmy kilkanaście jajek. Delikatnie włożyliśmy je do wiaderka i poszliśmy oglądać małe gąski. Gdy wróciliśmy po jajkach nie było śladu, pomijając te na ryjku oblizującej się świni. Jajka przepadły, ale świnia miała iście świąteczne śniadanie. 

królik gigant :)

Mam nadzieję, że wybaczycie mi małą liczbę zdjęć stroju, ale w świątecznym ferworze ciężko było mi się na nich skupić :). To chyba już najwyższy czas, aby złożyć Wam wszystkim spokojnych i radosnych świąt :)

Easter Party

     Dzisiejszy dzień poświęcę na sprzątanie, malowanie pisanek i ugniatanie ciast – wszystko musi być przygotowane na czas. W tym tygodniu miałam już okazję, aby przetestować nowe przepisy i podzielić się Wielkanocnym jajkiem. Ponieważ mało mamy okazji, aby spotkać się z dziewczynami w komplecie, to świąteczny piknik wydawał mi się idealnym pretekstem do złożenia sobie nawzajem życzeń i nacieszenia się własnym towarzystwem.

     Przygotowania poszły mi niezwykle sprawnie, co w moim przypadku praktycznie graniczy z cudem (mam najsłabszą pamięć na świecie i non stop o wszystkim zapominam, ale spisana wcześniej lista okazała się wybawieniem na moją przedwczesną sklerozę). Po przygotowaniu małych przekąsek i zapakowaniu wszystkich piknikowych akcesoriów jakie znalazłam w domu, musiałam już tylko "rozbić obóz" na ostatniej dzikiej polanie w moim mieście. Nie zdążyłam jeszcze zawiesić girlandy zrobionej z chusteczek i tasiemki, a już słyszałam dobiegające z daleka śmiechy i znajome głosy. Każda z dziewczyn przygotowała coś od siebie – jedzenia było tyle, że ledwo znalazłyśmy miejsce aby usiąść.

     Było to jedno z najmilszych "służbowych spotkań" i gdyby nie zachodzące słońce, zwiastujące nadejście chłodnego wieczoru, bawiłybyśmy się znacznie dłużej. Aż żal było nam kończyć imprezę. Na pocieszenie każda z nas wzięła po sporym kawałku mazurka Zosi do domu, a Gosia obdarowała nas jajkami od kur z kaszubskiego gospodarstwa. 

Moja ulubiona świąteczna tradycja to "walka na jajka". To jajko, które przyżyje najwięcej stuknięć wygrywa. Tym razem zwyciężyła Gosia.

A tu trochę mniej oficjalna wersja zdjęcia grupowego :)

Wesołych Świąt dziewczyny! :)